– Rozbierz się – rozkazał lodowatym tonem.
Danika w myślach przygotowywała się na tę noc, ale konfrontacja z rzeczywistością sprawiła, że przeszył ją strach.
– Proszę… – zaczęła, ale natychmiast ugryzła się w język, wiedząc, że popełniła błąd.
Niczym pantera, podszedł bliżej i szarpnął ją za włosy tak mocno, że jej głowa odskoczyła do tyłu, a ona zagryzła wargi, by nie krzyknąć z bólu. W jego oczach nie było skruchy. Tylko nienawiść tak czysta, że ją zmroziła.
– Albo się rozbierzesz, albo wezwę straże, żeby ci pomogły.
Jej dłonie powędrowały do szlafroka i zaczęła rozwiązywać sznury, które trzymały go razem. Całkowicie rozebrana, pozwoliła szlafrokowi opaść na ziemię.
Jej ręce drżały, ale zacisnęła je w pięści. Tej nocy straci dziewictwo w najokrutniejszy sposób, w rękach najzimniejszego mężczyzny, jakiego kiedykolwiek znała.
Ale zniesie to z godnością. Podniosła brodę i czekała na jego następne polecenie.
– Wejdź na łóżko. – W jego oczach nie było żadnego wyrazu. Tylko nienawiść.
PROLOG
Dawno, dawno temu, królestwo Salem i królestwo Mombana żyły ze sobą w pokoju. Ten pokój został zerwany, gdy król Mombany zmarł, a władzę przejął nowy monarcha, książę Cone.
Książę Cone zawsze był głodny władzy, zawsze chciał więcej i więcej. Po koronacji zaatakował Salem. Atak był tak niespodziewany, że Salem nie był na niego przygotowany. Zostali zaskoczeni. Król i królowa zostali zabici, a księcia wzięto w niewolę.
Mieszkańcy Salem, którzy przeżyli wojnę, zostali zniewoleni; ich ziemie im odebrano. Zrobili ze swoich kobiet i niektórych mężczyzn niewolników seksualnych.
Stracili wszystko.
Zło nawiedziło ziemię Salem w postaci księcia Cone. Książę Salem, Lucjan, był przepełniony wściekłością i przysiągł zemstę na królu Cone, będąc w niewoli.
Dziesięć lat później, trzydziestoletni Lucjan i jego lud uciekli z niewoli. Ukryli się i odzyskiwali siły, trenując dzień i noc pod przywództwem nieustraszonego i zimnego księcia Lucjana, którego miłość do swojego ludu napędzała do odzyskania ziemi i zajęcia ziem Mombany.
Zajęło im pięć lat, zanim urządzili zasadzkę i zaatakowali Mombanę. Zabili księcia Cone i odzyskali wszystko.
Gdy wykrzykiwali swoje zwycięstwo, oczy Lucjana znalazły i przykuły dumną księżniczkę Mombany: księżniczkę Danikę, córkę księcia Cone.
Gdy Lucjan wpatrywał się w nią z najzimniejszymi oczami, jakie kiedykolwiek widziała, po raz pierwszy poczuł zwycięstwo. Podszedł do księżniczki z obrożą niewolnika, którą nosił przez dziesięć lat, brzęczącą w dłoni. Gwałtownym ruchem założył jej obrożę na szyję.
Podniósł jej brodę, wpatrując się w najpiękniejszą twarz, jaką kiedykolwiek stworzono. Obdarzając ją gorzkim uśmiechem, oświadczył krótko: – Jesteś moim nabytkiem. Moją niewolnicą. Moją niewolnicą seksualną. Moją własnością. Odpłacę ci z nawiązką – za wszystko, co ty i twój ojciec zrobiliście mnie i mojemu ludowi.
Czysta nienawiść, chłód i zwycięstwo tańczyły w jego oczach.
ROZDZIAŁ PIERWSZY
Danika skulona w swojej pustej, zimnej celi. Była tam od tygodnia i pragnęła być na zewnątrz… lub gdziekolwiek – gdziekolwiek, gdzie nie byłaby to zamarznięta, jałowa przestrzeń jej celi. Tylko jedno łóżko piętrowe zajmowało bok pokoju. Danika nie widziała swojego oprawcy przez ostatni tydzień, a potem wszedł do niej, wpatrując się w nią z najbardziej kamiennymi oczami, jakie kiedykolwiek widziała, gdy sięgnął wokół jej szyi i założył jej obrożę. Jego niewolnica. Jego własność, jak ją nazwał.
Dreszcz przeszedł po ramionach Daniki. Nigdy nie widziała takiej czystej nienawiści w niczyich oczach. Król Lucjan jej nienawidził. Danika znała powód lepiej niż ktokolwiek inny. O, jakże ona to wiedziała.
Tydzień temu była księżniczką Daniką, córką króla Cone z Mombany. Budziła strach i szacunek. Nikt nie odważył się na nią spojrzeć dwa razy. Nikt nie odważyłby się spojrzeć jej w oczy. Ani odważyłby się chodzić ścieżką, którą ona chodziła, chyba że nie ceniłby swojego życia. Jej ojciec się o to zatroszczył.
Teraz jej ojciec nie żył, a ich królestwo zostało przejęte przez bezwzględnego króla Lucjana.
Odgłos kroków i brzęk łańcuchów zwróciły uwagę Daniki w stronę drzwi celi. Drzwi otworzyły się i wszedł ochroniarz, niosąc tacę z jedzeniem. W żołądku Daniki burczało, a głód ją przeszywał. Przypominał jej, że to jej pierwszy posiłek od rana, a wyglądało podejrzanie na wieczór.
– Oto twoje jedzenie, Kssiiiężniczko. – Strażnik przeciągnął sylabę z obrzydzeniem. Wszyscy tutaj jej nienawidzili; i Danika to wiedziała. Podniosła buntowniczo brodę, nic nie mówiąc. – Król będzie tu za kilka godzin. Bądź gotowa go przyjąć – oznajmił, zanim odszedł.
Strach przesunął się przez nią. Nie była jeszcze gotowa, by zmierzyć się ze swoim oprawcą. Ale minął tydzień i Danika wiedziała, że to nieuniknione.
Dwie godziny później, słońce prawie zaszło, gdy Danika usłyszała kroki, a następnie: – Król przybył…
– Nie ogłaszaj mnie, Czad – padła ostra odpowiedź, która przesłała dreszcze po ramionach Daniki. W ciągu dwudziestu jeden lat swojego życia nigdy nie słyszała tak zimnego głosu.
– Przepraszam, mój królu – powiedział szybko Czad.
Odgłos łańcuchów… a potem ktoś otworzył drzwi na oścież. Tylko król wszedł, ponieważ Danika usłyszała tylko jeden prawie niesłyszalny krok. Drzwi zamknęły się za nim.
Nagle jej zimna, jałowa cela nie była już taka… jałowa. Podniosła oczy i wpatrywała się w niego z nienawiścią w oczach. Był duży, jak wojownik, ale miał sposób bycia króla. Danika wiedziała, że ma trzydzieści pięć lat i jest większy niż samo życie. Nawet kiedy był niewolnikiem jej ojca, ta królewskość była obecna wokół niego, bez względu na to, jak bardzo go bili – jak bardzo go torturowali.
Wpatrywali się w siebie, a złośliwość między nimi była oczywista. Tylko nienawiść króla Lucjana nie była tylko nienawiścią – to była odraza. Pełna czystej nienawiści i wściekłości. W jego oczach nie było ciepła. Jego twarz byłaby przystojna, ale gruba blizna biegła przez jeden policzek, nadając mu dziki wygląd.
Podszedł bliżej, pochylił się i przeczesał dłonią jej blond – prawie białe – długie włosy, a następnie mocno je chwycił i szarpnął, zmuszając ją do odchylenia głowy do tyłu, tak że musiała wpatrywać się w ocean, jakim były jego oczy. Ból ją przeszył.
– Kiedy tu wchodzę, będziesz się do mnie zwracać. Nie siedzisz po prostu jak tchórz, wpatrując się we mnie, bo cię za to ukarzę. – Jego oczy błysnęły na czerwono. – Nie pragnę niczego bardziej niż cię ukarać.
Danika skinęła głową. Tak, nienawidziła tego mężczyzny – swojego oprawcy – ale miała głęboką awersję do bólu. W ogóle nie lubiła bólu i zrobiłaby wszystko, żeby go uniknąć… jeśli mogła.
– Tak… mój królu.
Obrzydzenie błysnęło w jego oczach. Jego dłoń opadła i spoczęła na jej ledwo zakrytej piersi. Zatoczył krąg wokół jej sutka przez ubranie, a następnie uszczypnął Danikę tak mocno, że krzyknęła, gdy przeszyła ją fala bólu. Trzymał mocno guzek, patrząc jej w oczy. – Nie jestem twoim królem i nigdy nim nie będę. Jestem królem dla mojego ludu, a ty nie jesteś moim ludem. Jesteś moją niewolnicą, Daniko. Moją własnością.
Danika skinęła szybko głową, życząc sobie, żeby puścił jej bolący sutek.
Zamiast tego skręcił jej sutek mocniej, tak że jej oczy zaszkliły się. – Będziesz się do mnie zwracać jako do swojego pana i będziesz mi służyć. Tak jak moi słudzy… tylko bardziej. – Jego usta wykrzywiły się w dziki uśmiech pełen nienawiści. – Z pewnością wiesz, jak niewolnica służy swojemu panu. W końcu twój ojciec dobrze cię tego nauczył.
– Tak! Tak! – krzyknęła, zaciskając ręce w pięści. – Proszę, po prostu puść!
Uszczypnął mocniej. – Tak… co?
– Tak, P-Panie. – Wściekłe łzy wypełniły jej oczy. Danika nienawidziła tego słowa bardziej niż czegokolwiek, ponieważ było tak poniżające.
Puścił ją prawie natychmiast i odsunął się od niej, jego twarz pozbawiona jakichkolwiek emocji. Wstał i podarł jej cienki top na strzępy, wystawiając jej nagie piersi na jego zimne, bezduszne oczy.
Łzy upokorzenia dławiły gardło Daniki. Zacisnęła swoją nędzną spódnicę, żeby nie ulec pokusie zasłonięcia się przed nim.
Jego oczy nie zmieniły się, gdy oglądał jej ciało. Żadnego błysku pożądania. Nic. Zamiast tego położył dłoń na jednej piersi – tej z bolącym, czerwonym, zranionym sutkiem – i pogładził ją. – Wstań.
Wstała na drżących nogach, wpatrując się w ziemię zamglonymi oczami.
– Czad! – warknął.
Zamarła i próbowała się od niego oddalić, żeby znaleźć osłonę dla swojego stanu nagości, ale dłoń, która trzymała jej pierś, zacisnęła się, zatrzymując jej ruch – chyba że chciała zaryzykować większy ból.
– Wasza Wysokość? – Wszedł duży mężczyzna, wpatrując się w swojego króla.
– Przyjrzyj się dobrze tej niewolnicy, Czad. Podoba ci się to, co widzisz?
Oczy Czada pieściły jej ciało i Danika życzyła sobie, żeby ziemia się otworzyła i ją pochłonęła. Ale stała dumnie, wpatrując się Czadowi prosto w twarz.
Pożądanie okryło oczy Czada, gdy patrzył na nią łakomie. – Czy mogę dotknąć? – zapytał ochoczo. Czad spojrzał znowu na króla, zanim wyszedł, a Danika odkryła, że w oczach mężczyzny, gdy wpatrywał się w swojego króla, był pewien wyraz. Nie nienawiść – nie, nie nienawiść. Ale nie mogła go umiejscowić.
– Straże! – zawołał król, ale nie podniósł głosu.
Pojawiło się dwóch strażników. – Tak, Wasza Wysokość.
Jego zimne oczy nie opuszczały Daniki. – Powiedzcie służącym, żeby wykąpali moją niewolnicę, gdy skończę. Ma być czysta i w moich komnatach za trzy godziny.
– Tak, Wasza Wysokość. – Strażnicy niechętnie wychodzili, ponieważ jej nagość ich urzekła.
Danika skupiła się na królu z gniewem i nienawiścią w swoich załzawionych oczach, z buntem w postawie.
W końcu puścił jej pierś. – Zranię cię w taki sposób, że będziesz żyć i pragnąć bólu. Zrobię ci wszystko, co ty i twój ojciec zrobiliście mnie i mojemu ludowi, i jeszcze więcej. Podzielę się tobą z tyloma, ilu zechcę, i wyszkolę cię na najbardziej posłusznego psa.
Smak strachu był wyczuwalny na języku Daniki, ale nie pozwoliła, by to było widać na jej twarzy. Wiedziała, że to wszystko się wydarzy, jeszcze zanim on wszedł.
Jego usta drgnęły, podkreślając jego naznaczony blizną policzek. – Złamię cię, Daniko.
– Nigdy nie możesz mnie złamać, potworze! – Słowa wyrwały się z ust Daniki.
Jej oczy rozszerzyły się, ponieważ odcięła się mu. Niewolnicy nie odcinają się swoim panom, bo będzie kara.
Nie zawiódł. Król złapał łańcuch obroży Daniki i mocno go szarpnął, a Danika krzyknęła.
Jego oczy błysnęły. Podniósł jej brodę, jego uścisk był silny. – Uwielbiam widzieć w tobie tyle ognia, ponieważ zamierzam uwielbiać gaszenie go. Nie masz pojęcia, co dla ciebie przygotowałem; a może masz. W końcu kiedyś szkoliłaś niewolników.
Mój ojciec szkolił niewolników! – prawie krzyknęła na niego.
Czysta nienawiść kapała z gorzkich słów króla. – Twoje szkolenie zaczyna się dzisiaj wieczorem. Będziesz w moim łóżku.
Wstał i wyszedł z pokoju jak ogromna, zabójcza pantera.