Z perspektywy Dallas
Sześć miesięcy później
Nie spieszyłam się z podróżą do Watahy Szkarłatnego Półksiężyca. Potrzebowałam czasu dla siebie i chciałam poświęcić czas na spisanie wszystkich pytań, które miałam od lat.
Dotarłam do celu po prawie tygodniowej podróży.
Charna cieszyła się bieganiem po nieznanym terytorium i żadna z nas nie użalała się nad sobą.
To prawie tak, jakby nigdy nie było więzi między mną a Nico; żadnego bólu po tym, jak zaakceptował nasze odrzucenie, i żadnego poczucia straty dla nas.
Przybyłam do Watahy Szkarłatnego Półksiężyca wczesnym rankiem i cieszę się, że miałam wydrukowany list od Starszyzny; zaoszczędziło to wielu kłopotów przy bramie.
Kapitan Oddziału czekał na mnie przy głównym budynku, tym, w którym mieści się siedziba Starszyzny i gdzie będę pobierać nauki.
Otrzymałam harmonogram na pierwszy tydzień, a potem pokazał mi terytorium, na którym mieliśmy przebywać.
Możemy mieszkać w obrębie terytorium Szkarłatnego Półksiężyca, ale nie możemy wchodzić na teren otaczający Pałac. Przynajmniej nie bez zgody Starszyzny lub na prośbę Króla.
Miałam resztę dnia wolnego i wykorzystałam go na zadomowienie się; mój pokój znajduje się na najwyższym piętrze budynku A. Jest cholernie dużo większy niż mój pokój w domu, a do tego mam nawet mały balkon.
Postawiłam laptopa na biurku obok drzwi balkonowych, rozpakowałam walizki, a potem poszłam poszukać jakiegoś śniadania.
Mój pierwszy prawdziwy dzień ze Starszyzną składał się z testów mających na celu ustalenie poziomu mojej wiedzy o Prawach i poziomu umiejętności w walce.
Zdałam śpiewająco każdy test, jaki mi dali, co postawiło Starszyznę przed wyzwaniem: gdzie umieścić kogoś, kto prawie nie potrzebuje podstawowego szkolenia?
Po konsultacji z Kapitanami Oddziałów zostałam przydzielona do jednego z Oddziałów i opracowano dla mnie zindywidualizowany plan nauki.
Moje studia koncentrowały się bardziej na Prawach Watahy i konsekwencjach, jakie mogą one mieć dla Watahy. Było to coś, czego nie uczono mnie w Watasze Shadow Valley; nie wiedziałam nawet, że Alfa może ustanawiać własne Prawa na swoim terytorium.
Te Prawa nie mogą łamać naszych Praw głównych; są zazwyczaj ich bardziej rygorystyczną wersją, a ja musiałam nauczyć się ich wszystkich.
Po drodze natrafiłam na kilka niespodzianek i właściwie podobała mi się nauka; była bardzo pouczająca.
Dzisiaj stanę się pełnoprawnym członkiem Oddziału Kapitana Jordana i będę mogła wyruszać na misje z Oddziałem; moim głównym priorytetem jest upewnienie się, że znamy Prawa Watahy terytoriów, na które jesteśmy wysyłani.
– Dzień dobry, Dallas – mówi Kapitan Jordan, gdy wchodzę do salonu naszego domu Oddziału.
Inni członkowie Oddziału witają mnie uśmiechem lub machnięciem ręki, a ja podchodzę do ekspresu do kawy, by zrobić sobie Latte.
Kapitan Jordan przesuwa w moim kierunku teczkę, gdy zajmuję miejsce niedaleko niego, a ja niechętnie ją otwieram. Wiem, co jest w środku, i nienawidzę tego, gdy wręcza mi taką teczkę.
Kapitan Jordan był pierwszym, który dowiedział się o mojej przeszłości; zastał mnie przeklinającą i wyzywającą telefon leżący na biurku w moim pokoju.
To było w moim trzecim dniu jako część jego Oddziału i jeszcze nie zeszłam na dół, więc przyszedł mnie szukać. W końcu włączyłam stary telefon z moją kartą SIM i miałam mnóstwo wiadomości tekstowych i głosowych od mojego Ojca.
Żadna z nich nie była przeprosinami za to, jak mnie potraktował. Nie, w każdej z nich mówił mi, że jestem dziecinna, samolubna i niedojrzała.
Kapitan Jordan zabrał mi telefon i raz w miesiącu dostaję raport o typie wiadomości, jakie otrzymałam, wraz z nazwiskiem osoby, która je zostawiła.
Mój Ojciec wciąż zostawia wiadomości, mówiąc mi, że jestem dziecinna, samolubna i niedojrzała. Nico błaga mnie, bym wróciła, bym dała mu kolejną szansę, i to samo robią jego rodzice. Jedyną osobą, która się do mnie nie odezwała, jest Lucy i mam nadzieję, że nigdy tego nie zrobi.
Moje oczy rozszerzają się, gdy czytam inną wiadomość od mojego Ojca, i słyszę Charnę śmiejącą się w mojej głowie; kompletnie o tym zapomniałam.
– Coś zabawnego, Dallas? – słyszę pytanie Kapitana Jordana i potrzebuję minuty, zanim mogę mu odpowiedzieć.
– Przepraszam, ale to ta ostatnia wiadomość od mojego Ojca – odpowiadam i słyszę kilka warknięć wokół mnie.
– Zapomniałam, że zmieniłam hasło do programu funduszy Watahy. Nigdy nikogo o tym nie poinformowałam i wyleciało mi z głowy, że za kilka dni jest coroczne spotkanie budżetowe – wyjaśniam, ale najwyraźniej mówię bez sensu.
– Każda Wataha tworzy roczny budżet na różne sprawy związane z Watahą; robiłam je, odkąd skończyłam piętnaście lat, a mój Ojciec przedstawiał je jako własne. Nigdy nie potrzebował dostępu do programu, więc nigdy nie potrzebował nowego hasła, a teraz jedynymi osobami, które mogą uzyskać dostęp, są Alfa Leon i jego Towarzyszka – tłumaczę.
Kapitan Jordan ma osłupiały wyraz twarzy, a rozglądając się, widzę, że nie on jeden.
– Czy twój Ojciec nie może poprosić Alfy Leona o hasło? – słyszę pytanie Starszego Jensena.
– I powiedzieć Alfie Leonowi, że nie wykonał żadnego z zadań finansowych, które miał wykonać? – pytam w odpowiedzi.
Słyszę, jak prawie wszyscy wokół mnie się śmieją, rozumiejąc, że oznaczałoby to utratę twarzy dla Bety, a nikt nie chciałby stracić twarzy przed swoim Alfą.
– Poza tym mój Ojciec nigdy nie przyznałby, że zawinił. Bez względu na dowody przeciwko niemu – mówię.
















