Serce Avy rozpadło się na milion kawałków, gdy odkryła, że jej mąż, Dylan, ją zdradzał. Zrozpaczona i zdradzona, odmówiła bycia ofiarą i nie mając innego wyjścia, szukała pomocy u najpotężniejszego mężczyzny w ich świecie, Króla Alfy – Graysona Blackwooda. Ava opracowała plan ujawnienia niewierności Dylana przed całą watahą i Królem Alfą, a kiedy wydarzenia potoczyły się tak, że prawda wyszła na jaw, Grayson Blackwood, pod wrażeniem jej sprytu i odwagi, zakończył jej nieszczęśliwe małżeństwo na miejscu, rozwiązując więź przeznaczenia szybkim dekretem. Wtedy, w zaskakującym zwrocie akcji, złożył jej szokującą propozycję: zostanie jego Luną na mocy kontraktu. W momencie, gdy Ava przyjęła ofertę, znalazła się w świecie, którego nie mogła pojąć, gdy ich układ ujawnił śmiertelną klątwę, która prześladowała rodzinę Graysona od pokoleń. Ukryte sekrety o jej własnej przeszłości zaczynają wychodzić na jaw, a zakazane uczucia grożą zniszczeniem ich obojga. Przedzierając się przez ten zdradziecki nowy świat, musi zmierzyć się z ciemnością własnego serca i kłamstwami, które ją prześladowały tak długo. Ale kiedy szokująca prawda o niewierności jej męża wychodzi na jaw, Ava musi zdecydować: Czy zajmie należne jej miejsce jako Luna Graysona, czy też konsekwencje zdrady jej męża zniszczą ją na zawsze?

Pierwszy Rozdział

~Punkt widzenia Avy~ Korektory. Szale. Uśmiechy. Żadne z nich nie wystarczało, by zamaskować szok, jaki wciąż czułam, wpatrując się w ekran przed sobą. Widziałam mojego męża, Dylana. Jego dłonie zaciskały się na szyi Crystal w geście rozkoszy, zupełnie inaczej niż wtedy, gdy zaciskały się na mojej, ilekroć odezwałam się niepytana. Całował ją z pasją, zostawiając czerwone ślady na jej nagich plecach – tak inne od siniaków, którymi obdarzał mnie w przypływie gniewu, bijąc za najdrobniejszy błąd. Szybko wyrzucając z głowy te myśli i ocierając łzy, które lada chwila miały spaść, skupiłam się na drzwiach. Jedyne rozwiązanie, by powstrzymać ten nieustanny ból, znajdowało się tuż za nimi. Musiałam tylko przekręcić gałkę. Nagle drzwi otworzyły się z impetem, akurat gdy po nie sięgałam, zmuszając mnie do zderzenia ze ścianą. Zatoczyłam się do tyłu; nogi odmówiły mi posłuszeństwa i osunęłam się na podłogę, patrząc w górę, by zobaczyć mur. Wtedy go ujrzałam. Odpowiedź. Jego zimne, szare oczy wpatrywały się we mnie, przygwożdżając mnie do ziemi. Nie miało znaczenia, ile jego zdjęć widziałam wcześniej; nie byłam przygotowana na fizyczne uderzenie jego piękna. Grayson Blackwood. Król Alfa. Jego oczy zablokowały się na moich i przez ułamek sekundy wszystko stanęło w miejscu. Świat wokół mnie wyblakł, istniało tylko jego spojrzenie – ostre, oceniające i niemożliwie zimne. Ostatkiem sił pochyliłam głowę, klękając u jego stóp. – Błagam – wychrypiałam, a mój głos był surowy i złamany. – Błagam, Królu Alfo… pomóż mi. – Ava. – Usłyszałam warknięcie Dylana, mojego męża, który podszedł do nas z boku. Nie mogłam nie zauważyć jaskrawej różnicy między dwoma mężczyznami stojącymi przede mną. Spojrzenie Dylana, choć równie zimne, płonęło intensywnością, która sprawiała, że chciałam się skurczyć. Było to spojrzenie kryjące tysiące niewypowiedzianych gróźb, a każdą z nich znałam na pamięć. Spojrzenie Graysona Blackwooda było inne. Obojętne, jakby obserwował coś nieistotnego, coś niegodnego jego uwagi. Ledwo mogłam oddychać pod jego ciężarem, a jednak było w nim coś jeszcze, coś, co sprawiło, że serce zabiło mi mocniej. Jak ktoś tak piękny mógł być tak absolutnie przerażający? Jego obecność była magnetyczna, przyciągała mnie, nawet gdy instynkt krzyczał, bym uciekała. Cofnął się, wycofując w głąb korytarza, a ja zmusiłam się do wstania, drżąc z wysiłku na całym ciele. Oczy każdego członka watahy w pomieszczeniu były zwrócone na mnie i czułam ciężar ich osądu niczym fizyczną siłę. – Co to ma znaczyć? – Głos Dylana ociekał furią, ale zignorowałam go, utkwivszy wzrok w Królu Alfie. Wciąż nie odwrócił wzroku, jego szare oczy przeszywały mnie na wylot, jakby widział każdy sekret, każde kłamstwo, każdy strach, jaki kiedykolwiek pogrzebałam. Głos Dylana stał się głośniejszy, ostrzejszy, bardziej wściekły. – Przestań mnie kompromitować! – Kim ona jest? Zajęło mi chwilę uświadomienie sobie, że to Alfa Grayson przemówił, mimo że moje oczy były skupione wyłącznie na nim. Jego głos był tak niski i jedwabisty. Tak pociągający, że zdawał się przenikać do moich kości. Szczęka Dylana zacisnęła się, zęby zazgrzytały, gdy wypluł słowa: – To moja Luna. Oczy Graysona błysnęły czymś przez ulotną chwilę – może zainteresowaniem? – ale zniknęło ono tak szybko, jak się pojawiło, zastąpione tą samą obojętną rezerwą. Zwrócił się do Dylana, lekko unosząc brew. – Myślałem, że twoja Luna jest w podróży służbowej. Dylan otworzył usta, by odpowiedzieć, ale nie mogłam pozwolić mu przejąć kontroli nad tą sytuacją, nie teraz. Nie wtedy, gdy byłam tak blisko. Instynktownie mój wzrok powędrował do Crystal, zwężając się na siniaku na jej szyi. Tym samym, który dumnie nosiła po domu watahy, a na jej ustach błąkał się cień drwiącego uśmiechu, co sprawiło, że ze złością zacisnęłam zęby. Oderwałam od niej wzrok i zwróciłam się do Króla Alfy, chyląc przed nim głowę. – Alfo Graysonie, wybacz mi to wtargnięcie, ale to była moja jedyna opcja. Zostałam zapędzona w kozi róg i nie miałam dokąd się zwrócić. – Dość – warknął Dylan, a jego głos przeciął powietrze jak bicz. – Ava, wracaj do środka. Robisz z siebie pośmiewisko. Alfa Grayson uciszył go jednym, lodowatym spojrzeniem. – Cisza. Rozkaz był cichy, niemal zbyt cichy, by brzmieć groźnie, ale moc, która za nim stała, była niezaprzeczalna. Dylan zamilkł natychmiast, zamykając usta z trzaskiem, jakby został fizycznie uderzony. Serce waliło mi w piersi dzikim, niekontrolowanym rytmem, gdy jego spojrzenie przesunęło się z powrotem na mnie, wędrując po moim ciele z niespieszną obojętnością, która sprawiała, że czułam się obnażona, bezbronna. „Naga” – pomyślałam. Czułam się naga pod jego badawczym wzrokiem. Chwila minęła, a potem, po czasie, który zdawał się wiecznością, przemówił ponownie. – Mów dalej. Słowa były proste, ale zawarty w nich rozkaz był absolutny. Mój głos zadrżał, gdy zmusiłam się do mówienia. – Chcę, abyś zakończył mój związek z Dylanem. Jedna z jego brwi uniosła się nieznacznie, zadając nieme pytanie, lecz żadne słowa nie opuściły jego ust; czekał, aż będę kontynuować. Kątem oka widziałam, jak Dylan sztywnieje, całe jego ciało napięło się od ledwo powstrzymywanego gniewu. Już mnie to nie obchodziło. Skończyłam z udawaniem. – Żyję we frustracji – kontynuowałam, a mój głos z każdym słowem nabierał mocy. – Chcę rodziny. Chcę być kochana, ale odkąd zostaliśmy związani, Dylan odmawia dotykania mnie. Odmówił mi wszystkiego, każdego prawa, jakie powinnam mieć jako jego Luna. – Przerwałam, serce biło mi jak oszalałe, gdy przygotowywałam się do zrzucenia ostatecznej bomby. – I mam powody wierzyć, że jest impotentem. Wokół rozległy się głośne westchnienia, które ucichły pod wpływem warknięcia Dylana. Wybuchło ono niczym grzmot, a ja zobaczyłam, jak się porusza, podnosząc rękę, by mnie uderzyć. Przygotowałam się, napinając ciało w oczekiwaniu na cios. – Dotknij jej, a stracisz tę rękę – głos Alfy Graysona przeciął chaos, spokojny i zimny. W pokoju zapadła grobowa cisza, jedynym dźwiękiem było szybkie bicie mojego serca. Dylan zamarł, jego dłoń zawisła w powietrzu, twarz wykrzywiona była wściekłością i upokorzeniem. Ledwo mogłam przetworzyć to, co właśnie się stało, mój umysł wirował, gdy spojrzenie Alfy Graysona wróciło do mnie. – Dlaczego wierzysz, że twój partner jest impotentem? Zahawałam się, moje oczy mignęły w jej stronę. Wpatrywała się we mnie z czystą, nieprzefiltrowaną nienawiścią, usta wykrzywione w szyderczym uśmiechu. Zanim zdążyłam znaleźć siłę, by przemówić, głos Dylana przeciął gęste napięcie niczym ostrze, pomimo ostrzeżenia Króla Alfy. – Nie jestem impotentem – wypluł, a jego ton ociekał oburzeniem, jakby sama sugestia raniła jego dumę. Odwróciłam się teraz w pełni do niego. – Więc powiedz to, Dylanie. Powiedz, dlaczego odmawiasz dotykania mnie. Powiedz, dlaczego odmówiłeś mi prawa do noszenia twojego szczenięcia. Dlaczego… – Mój głos się załamał, ale nie ustępowałam, świdrując go wzrokiem, żądając odpowiedzi, które były ukrywane zbyt długo. – Dlaczego traktujesz mnie, jakbym była niczym? W pokoju ciążył ciężar niewypowiedzianych słów, powietrze gęste było od oczekiwania. Widziałam to w oczach obserwatorów – watahy, członków rady, samego Króla Alfy. Wszyscy czekali, zawieszeni nad przepaścią rewelacji, która zniszczyłaby wszystko. Ja też czekałam. To był ten moment. – To nie pozostawia mi innego wyboru, jak wierzyć, że jesteś… Głos Dylana wybuchł jak grom, desperacki i surowy, przerywając mi, zanim zdążyłam dokończyć: – Nie jestem impotentem, ponieważ Crystal jest w ciąży z moim szczenięciem!

Odkryj więcej niesamowitych treści