Trzask! Ból w policzku zapiekł tak mocno, że w oczach Sienny Elliott stanęły łzy, zęby zazgrzytały, a skóra zapłonęła. Robiła wszystko, by powstrzymać łzy przed spłynięciem po twarzy. Spuściła głowę, znosząc lawinę wyzwisk i obelg, która towarzyszyła uderzeniu.
– Poważnie, Sienna! To nie jest takie skomplikowane! – krzyknęła Jenna Burk, opierając dłonie na biodrach, podczas gdy jej śliczna twarz wykrzywiła się w brzydkim grymasie. – To tylko jajka, do cholery! Dlaczego nie potrafisz niczego zrobić dobrze za pierwszym razem? Robisz mi śniadania, odkąd skończyłaś sześć lat! Można by pomyśleć, że przez piętnaście lat nauczysz się robić coś poprawnie, ale zgaduję, że jesteś po prostu bezużyteczną s*ką, tak jak twoja matka!
Ostatnia część obelgi zabolała najbardziej. Sienna nawet nie poznała swojej matki, Jodi, która zmarła przy porodzie w noc narodzin Sienny. Ta noc, dwadzieścia jeden lat temu, przypieczętowała jej los w sposób, którego wciąż nie potrafiła w pełni zrozumieć. Od tamtej pory służyła rodzinie Alfy. Chociaż dano jej ułaskawienie, gdy była niemowlęciem, i przerzucano ją z jednego domu członków stada do drugiego, gdy tylko nauczyła się chodzić, została zmuszona do służby tutaj, w domu Alfy Kenta, by usługiwać jego córce na każdym kroku.
Jenna była tylko o rok starsza od Sienny, ale bardzo wcześnie nauczyła się nią rządzić, biorąc przykład ze swojej macochy, Veroniki, która wyszła za Alfę niedługo po śmierci jego pierwszej żony – tej samej nocy, której urodziła się Sienna.
Talerz z jajkami i tostem poleciał w jej stronę, ledwie omijając jej głowę. Sienna nie zrobiła uniku. Przez lata nauczyła się, że wzdryganie się tylko pogarsza sprawę. Talerz uderzył w ścianę za nią i roztrzaskał się na tysiąc kawałków, mieszając odłamki białego szkła z jajkami na podłodze.
– Posprzątaj to, s*ko! – krzyknęła Jenna dokładnie w chwili, gdy po drewnianej podłodze zakołatały obcasy Veroniki.
– Co tu się dzieje? – zapytała jej macocha, wchodząc do pokoju. – Czy Sienna znowu zepsuła jajka?
– Tak! – warknęła Jenna. – Jak zwykle. Nie wiem, po co w ogóle próbuję zmuszać ją do gotowania.
– Przykro mi, kochanie. – Veronica podeszła i z czułością poklepała pasierbicę po ramieniu, podczas gdy Sienna zabrała się za sprzątanie bałaganu, który zrobiła Jenna. Przynajmniej tym razem talerz ominął jej głowę. Miała mnóstwo blizn z boku głowy od szklanych talerzy. Miała mnóstwo blizn na całym ciele, będących wynikiem okrucieństwa Jenny i jej rodziny, a także siniaki i skaleczenia na różnych etapach gojenia oraz źle zrośnięte kości, którymi nie zajął się żaden ze stadowych uzdrowicieli. Na szczęście zmiennokształtni goili się szybciej niż ludzie. Z Sienną wszystko będzie dobrze. Przynajmniej to właśnie wciąż sobie powtarzała.
– Jakie masz dziś plany, słoneczko? – zapytała Veronica.
Sienna widziała ich buty, gdy przeszły do przylegającej kuchni w stronę blatu. Zakładała, że Jenna zrobi sobie koktajl białkowy, tak jak to robiła w większość poranków. Proszenie jej o zrobienie jajek i tostów było tylko sposobem na jej wyśmianie. Było to coś, co ta okrutna młoda kobieta robiła każdego dnia. Ani razu tak naprawdę ich nie zjadła. Przez większość czasu lądowały na podłodze lub były rozsmarowywane na koszuli Sienny. Raz Jenna kazała jej zjeść to z podłogi, śmiejąc się i powtarzając przez cały czas, że jest „złym psem”.
Choć w tej chwili było źle, mogło być gorzej.
Kiedy Sienna zebrała większość większych odłamków szkła, sięgnęła po ręczniki papierowe, by sprzątnąć jajka i tosty, starając się nie podsłuchiwać rozmowy Jenny i Veroniki. Dobrze by było jednak wiedzieć, jakie plany na ten dzień ma Jenna, by móc się przygotować. Jeśli potrzebowałaby czegoś, na przykład ręcznika na trening albo konkretnej pary butów, w których lubiła chodzić na zakupy, Sienna musiałaby to odgadnąć z wyprzedzeniem i upewnić się, że wszystkie jej potrzeby są spełnione, zanim Jenna w ogóle otworzy usta, bo inaczej spotkałby ją jej gniew.
– Wychodzę z Candy i Marissą – powiedziała Jenna. – Jedziemy na plażę.
– Będzie fajnie – stwierdziła Veronica, siadając przy kuchennej wyspie, podczas gdy Jenna wrzucała składniki do blendera.
Sienna prawie uprzątnęła bałagan, ale potrzebowała miotły. Zakradła się do spiżarni, gdzie była trzymana, uważając, by nie narobić niepotrzebnego hałasu i nie usłyszeć, że ma przestać być „głośną krową”. Jenna uwielbiała nazywać ją zwierzęcymi imionami, chociaż Sienna była drobną chudziną, która rzadko dostawała wystarczająco dużo do jedzenia, podczas gdy Jenna była zmysłową blondynką o krągłościach, które doprowadzały mężczyzn do szaleństwa.
Sienna jednak nie zazdrościła jej wyglądu. Chłopcy zupełnie jej nie obchodzili. Jej zmartwienia dotyczyły poziomu przetrwania. Branie swojego życia z dnia na dzień było jej jedyną siłą napędową każdego ranka, gdy się budziła.
Sienna wróciła do bałaganu i zmiotła go, bezszelestnie opróżniając szufelkę do kosza, po czym poszła po mop i wiadro. I tak musiałaby dzisiaj zamieść i umyć całą podłogę, tak jak robiła to każdego dnia, więc równie dobrze mogła to zrobić podczas sprzątania resztek lepkiego żółtka. Jenna i Veronica ucinały sobie pogawędkę, podczas gdy Jenna piła swój koktajl białkowy, który dla bystrego nosa Sienny pachniał jak witaminy z domieszką zepsutych owoców. Chociaż nie pozwalano jej się przemieniać, nadal posiadała wszystkie cechy wilka, w tym zdolność wyczuwania wyraźnych zapachów ze znacznej odległości. Wstrzymała oddech, przechodząc blisko miejsca, w którym siedziała Jenna, zastanawiając się, co u licha ta kobieta ma w tym napoju, że pachnie on tak okropnie.
– Pewnie obczaimy też chłopaków, jak tam będziemy – mówiła Jenna. – Sam i Chet ostatnio nas podrywali. Są trochę dziwni, ale całkiem uroczy. – Zachichotała i przerzuciła włosy przez ramię w sposób, w jaki zawsze to robiła, gdy flirtowała.
Veronica, która wcale nie czekała długo, by uderzyć do Alfy Kenta po śmierci jego żony, uśmiechnęła się do Jenny, która była dla niej bardziej jak przyjaciółka niż dziecko, które musiała wychowywać. – Ten Chet jest gorący. Uwielbiam to, jaki jest umięśniony.
– Zdecydowanie – przytaknęła Jenna. – Ma szerokie ramiona i wyrzeźbioną klatę. – Sienna wyciągała właśnie płyn do podłóg spod szafki tuż za Jenną i zatrzymała się, by poprzesuwać kilka innych rzeczy. Jenna błędnie zinterpretowała ten brak ruchu. – Poważnie, Sienna! Przestań podsłuchiwać! Ślinisz się tam na myśl o Checie? Jakby chciał mieć z tobą cokolwiek wspólnego, głupia s*ko.
Sienna jak zwykle nic nie powiedziała. Tylko spuściła głowę i wzięła przedmiot, którego potrzebowała, życząc sobie, żeby Jenna wreszcie sobie poszła. Wstawiła wiadro z mopem do głębokiego zlewu, by nalać ciepłej wody, i próbowała zignorować rozmowę, ale teraz mówiły właśnie o niej.
– Wyobrażasz to sobie? – zaśmiała się Veronica. – Sienna i Chet na randce! Powinnaś mu to powiedzieć!
– Proszę cię! – Jenna zachichotała. – Tak, chyba by umarł, gdybym choćby o tym wspomniała. Żaden facet nigdy nie spojrzy na nią jak na kobietę.
– Żałosny mały potwór – powiedziała Veronica. Jej głos zabrzmiał niemal współczująco.
Jenna odwróciła się i wylała resztkę swojego koktajlu białkowego do wiadra Sienny z mopem. – Ups – powiedziała z paskudnym uśmiechem. Sienna starała się nie złościć, ale było to trudne. Wiadro było prawie pełne. – Zgaduję, że będziesz musiała nalać nowej wody. Sorki, a tak właściwie to wcale nie! – Zaśmiała się i odwróciła na pięcie, podczas gdy Veronica dołączyła do chichotu.
Sienna ostrożnie wylała zawartość wiadra i zaczęła od nowa, starając się skupić na jasnych stronach. Przynajmniej obie kobiety wychodziły teraz z pokoju. Wkrótce Sienna zostanie sama. Choć egzystencja bez przyjaciół i rodziny była ciężka, bycie samą często było o wiele lepsze niż przebywanie z kimkolwiek innym na świecie. Przynajmniej kiedy była sama, nie było nikogo, kto mógłby ją zranić lub przezywać. Nikogo poza nią samą.
Wyciągając ciężkie wiadro ze zlewu, postawiła je na podłodze i chwyciła mop z szafy. Przyszła jej do głowy pewna piosenka. Taka, którą słyszała, gdy była młodsza, jak pewna matka śpiewała ją swojemu dziecku. Kiedy była młodsza, marzyła o tym, że to jej matka ją trzyma, kołysze i śpiewa jej tę piosenkę. Kiedy była sama, czasem nuciła ją pod nosem, ale nie odważała się na to, dopóki inni nie wyszli z domu. Wtedy miała kilka godzin spokoju na wykonanie swoich obowiązków. Potem, jeśli starczało jej czasu, potajemnie wykonywała swoje ćwiczenia treningowe. Choć mogła wyglądać na słabeusza, Sienna Elliott miała pewien sekret. Pewnego dnia udowodni światu, że nie jest naiwną ofiarą, za jaką ją mają. Pewnego dnia jedyną wycieraczką w jej życiu będzie ta, po której stąpi, uciekając od tego życia na zawsze.