Wytatuowana dla prześladowcy: Zakochana w narzeczonym najlepszej przyjaciółki

Wytatuowana dla prześladowcy: Zakochana w narzeczonym najlepszej przyjaciółki

Autor: Football Boy

AURELIA
Autor: Football Boy
17 cze 2026
Alaric• Właśnie domknąłem kontrakt z Vortex – największy w mojej karierze – wart miliony dolarów. Zaciskając dłonie na kierownicy mojego lśniącego, czarnego sedana i pędząc przez ulice, czułem, jak rozpiera mnie duma. Moje usta wykrzywiły się w drapieżnym uśmiechu na wspomnienie miny mojego ojca, Silasa Vane’a, gdy przekazałem mu nowinę. Jak każde inne zwycięstwo, to również powinno przynieść satysfakcję, ale Silas nigdy nie okazywał dumy – nie żebym się tego spodziewał. Silas był skomplikowanym człowiekiem. Jego twarz wykrzywiała się w tej znajomej masce niedowierzania i niemal rozczarowania za każdym razem, gdy mówiłem mu o nowym, domkniętym interesie. To tak, jakby zawsze spodziewał się mojego upadku – nieważne, jak wysoko bym się wspiął. Ten człowiek potrafił naciskać – zawsze naciskać – by sprawdzić, czy pęknę. A za każdym razem, gdy tego nie robiłem, wydawało się, że wkurzało go to jeszcze bardziej. Może była to dla niego gra: zobaczyć, jak daleko może się posunąć, zanim polegnę. Tyle że nigdy nie poległem. Przynajmniej jeszcze nie. Ta dynamika przyciągania i odpychania towarzyszyła mi od dnia, w którym odeszła Lucinda – moja matka. On lubi myśleć, że chodzi o dziedzictwo, o to, bym nie stał się porażką tak jak ona – kobieta, która zostawiła nas dla mężczyzny, który wydawał jej się potężniejszy, i nigdy nie obejrzała się za siebie, zostawiając dwunastoletniego syna z człowiekiem, który zamienił swoje złamane serce w obsesję na punkcie sukcesu. Zadbał o to, bym nigdy o tym nie zapomniał. Każdy mój ruch od tamtej pory, każde zdobyte trofeum było dowodem – dowodem na to, że nie zawiodę go tak, jak ona. Jego największym lękiem było to, że stanę się nią, ale moim lękiem było to, że stanę się nim – zimnym, gorzkim człowiekiem, żyjącym w cieniu kobiety, która go zraniła. Dźwięk dzwonka przecina ciszę w samochodzie. Naciskam przycisk i dobiega mnie znajomy, skrzekliwy głos Marthy. – Panie Vane – mówi, brzmiąc, jakby właśnie przebiegła maraton. – Martho – rzucam niecierpliwie. Nie należę do cierpliwych ludzi, więc natychmiast staję się nerwowy. – O co chodzi? Martha jest gosposią w moim prywatnym apartamencie; zna mnie od lat i rozumie mnie doskonale, więc przechodzi od razu do rzeczy. – Chodzi o tę dziewczynę, proszę pana. – Jaką dziewczynę? – Tę w apartamencie. Odmawia wyjścia, proszę pana. Próbowałam już wszystkiego. Kurwa. Nienawidzę tego. Przylepy. Te, które zawsze chcą zostać dłużej, niż przewidywał układ. Myślą, że seks był tak dobry, iż nigdy nie znajdę nic lepszego. Nienawidzę ich. – Daj mi ją do telefonu, Martho – cedzę przez zęby, czując narastającą frustrację i przyjmując postawę obronną, taką, jaką przyjmuje się, gdy ma się zamiar kogoś sprowadzić do parteru. – Alaric... – mruczy do słuchawki tym uwodzicielskim tonem, który działa mi na nerwy i nigdy na mnie nie skutkuje. – Nasz układ dobiegł końca, wygasł. Masz natychmiast opuścić mój apartament. Jej zmysłowy głos sączy się przez głośnik: – Ale Alaric, kochanie, bawiliśmy się tak dobrze. Jesteś taki mroczny i seksowny, a ja chcę więcej, więcej twojego mroku. Nie jestem jeszcze gotowa na wyjście. Poprawiam się niewygodnie w fotelu, czując, jak moja cierpliwość ulatuje przez okno. – Słuchaj mnie uważnie, dziewczyno. Za około dziesięć minut do apartamentu wejdzie ochrona, żeby cię usunąć. A kiedy będą cię wywlekać, dopilnuję, by Martha zrobiła dobre zdjęcie. To chyba nie wpłynęłoby najlepiej na wizerunek twojej marki odzieżowej, co? – Pieprzony palant! I tak przy okazji, mam na imię Morganna, a nie dziewczyna! – mamrocze ostro do słuchawki. – Wynoś się z mojej posiadłości – rozkazuję lekceważącym tonem. – Martho? – Tak, proszę pana? – Daj mi znać, jeśli zostanie tam choć sekundę dłużej i upewnij się, że nic po sobie nie zostawiła. – Oczywiście, proszę pana. – Pieprzona przylepa – rzucam pod nosem, natychmiast kończąc połączenie i wjeżdżając na parking wielkiej posiadłości – którą Silas tak hojnie podarował mojej narzeczonej i mnie jako prezent zaręczynowy. Widzicie, bycie synem Silasa Vane’a wiąże się z ogromną presją i określonymi oczekiwaniami – małżeństwo z Genevieve jest jednym z nich. To, co robię w moim prywatnym apartamencie – w ten sposób radzę sobie z presją, w ten sposób wyprzedzam oczekiwania. Nie jestem zachwycony faktem, że się żenię, ale nie mam zastrzeżeń. A dlaczego miałbym mieć? Nie czekałem na miłość ani inne romantyczne mrzonki, na które inni mężczyźni marnują życie. Miłość była dla głupców – bronią, której ludzie używali, by zbliżyć się na tyle, by cię zranić. Moja matka mnie tego nauczyła. Nigdy nie pozwolę nikomu zbliżyć się tak bardzo. Nikt nigdy nie powie, że był wystarczająco blisko, by spróbować. Dlatego Genevieve była idealna. Była nieświadoma, piękna i chętna do przestrzegania moich zasad. Nie było mnie tu od czasu zaręczyn; natychmiast po tym, jak Genevieve powiedziała „tak”, poleciałem do Paryża, by dopiąć kontrakty. Silas mawiał: „Synu, kobieta będzie prosić o twój czas, ale twój czas nie położy jedzenia na jej stole. Zrobią to twoje pieniądze. Ostatecznie kobieta odejdzie od mężczyzny, którego kocha, ale nie odejdzie od tego, który płaci rachunki”. Jestem stworzony na obraz mojego ojca i z każdym krokiem mam pełną świadomość, że moje życie nie należy całkowicie do mnie. Zastyga w progu naszej sypialni, gapiąc się na widok przed sobą. Pierwszą rzeczą, która mnie uderza, jest muzyka. Coś okropnego. Funk? Skrzywiłem się. Kto do diabła to puszcza? Wtedy ją zobaczyłem. Nieświadoma niczego, kołysała biodrami do tej fatalnej piosenki. Kto w ogóle jeszcze tańczy do funku? I to w samym ręczniku. To było jednocześnie niedorzeczne i irytujące. Kim ona była? I co do cholery robiła w mojej sypialni? Poruszała się, nie, tańczyła – jeśli można to tak nazwać. Jej biodra kołysały się niezgrabnie, niemal komicznie, w rytmie tak nieregularnym, że aż boleśnie było na to patrzeć. Ale nie mogłem odwrócić wzroku. Ręcznik ledwo się jej trzymał, spojony chyba tylko łaską boską. Jej czarne włosy opadały w nieładzie na ramiona, ociekając wodą, a jej skóra – o odcieniu delikatnej oliwki – była zaróżowiona po prysznicu. Nie należę do cierpliwych ludzi, więc stawałem się coraz bardziej zirytowany, ale stałem w miejscu, patrząc, jak wykonuje ten swój marny moonwalk przez pokój. Nie miała pojęcia o mojej obecności, najwyraźniej zatopiona we własnym idiotycznym występie. Jeszcze jeden krok i jej ciało zderzyło się z moim. Nagły kontakt sprawił, że z jej gardła wyrwał się krzyk; okręciła się gwałtownie, zaciskając ręcznik mocniej wokół drobnej sylwetki, jakby był jej tarczą przeciwko mnie. I rozpoznałem ją natychmiast. Seraphina Lowell. Nie, Seraphina Grzywka. Aurelia. Moja tajna obsesja z liceum. Co ona robiła w mojej sypialni? – Argh! – wrzasnęła. Przyglądałem się wyrazowi jej twarzy – przerażenie, szok, panika. To było niemal zabawne, choć potrzeba by było wiele, by wydobyć ze mnie śmiech. Zanim zdążyłem się odezwać, do pokoju wpadła Genevieve, moja najdroższa narzeczona. – Co się stało, Sera? Seraphina wskazała prosto na mnie, a jej palce lekko drżały, gdy próbowała dojść do siebie po szoku. Szybko wyłączyła tę koszmarną muzykę płynącą z telefonu. Jej brązowe oczy, przed chwilą szeroko otwarte ze strachu, teraz zwęziły się w czymś na kształt konsternacji... i lekkiego rozpoznania? Bardzo się zmieniłem od czasu szkoły średniej, więc to naturalne, że nie poznała mnie od razu, ale ja rozpoznałem ją w ułamku sekundy. Byłem jej prześladowcą w liceum, więc jakże mógłbym jej nie poznać?

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

AURELIA – Wytatuowana dla prześladowcy: Zakochana w narzeczonym najlepszej przyjaciółki | Czytaj powieści online na beletrystyka