Wystarczy jedno spojrzenie na nią i natychmiast wracam myślami do szkoły średniej, do tej dziwnej, niewytłumaczalnej chemii, która między nami istnieje.
Właśnie wyłączyła tę fatalną muzykę w telefonie i niemal ochłonęła z szoku. Jej brązowe oczy były utkwione w moich, taksując mnie; ogień, który zaczął się w nich tlić, powiedział mi, że właśnie mnie rozpoznała.
Genevieve zaśmiała się, mijając ją lekko, jakby jej krzyk był puentą jakiegoś prywatnego żartu. – Och, głuptas ze mnie, zapomniałam wspomnieć, że Alaric wraca dzisiaj do domu. – Pochyliła się na tyle blisko, bym poczuł jej charakterystyczny zapach słodyczy, po czym złożyła dwa zbędne pocałunki na moim policzku, które natychmiast starłem, mając nadzieję, że pozbędę się resztek lepkiego błyszczyka, który miała na ustach.
– Sera, pamiętasz Alarica – oczywiście, że tak, teraz jest moim narzeczonym – powiedziała Genevieve z uśmiechem pełnym samozadowolenia. Zawsze lubiła odgrywać rolę reżysera, kontrolować narrację. – Alaric, to jest Seraphina. – Oczy Genevieve spoczęły na mnie. – Seraphina Lowell. Pewnie jej nawet nie pamiętasz... – paplała dalej, machając lekceważąco ręką.
– Seraphina Grzywka – wciąłem się, nie odrywając wzroku od Seraphiny. Kujonowata najlepsza przyjaciółka Genevieve, moja potajemna obsesja. Jak mógłbym zapomnieć?
– Och, pamiętasz ją? – rzuciła Genna z nutką rozczarowania, wodząc wzrokiem między nami, ale ja nie potrafiłem przestać gapić się na Seraphinę.
Jak mógłbym o niej zapomnieć? Byłem cierniem w jej boku, tym, który sprawiał, że jeżyła się ze złości i czerwieniała z frustracji. Miałem tę szaloną obsesję na punkcie działania jej na nerwy. Sposób, w jaki reagowała – płomiennie, z zapartym tchem, jakbym był ostatnią osobą, którą chce widzieć, a której jednocześnie nie może zignorować. Jej policzki stawały się purpurowe, w oczach tańczyły skry, a jednocześnie szkliły się od niewylanych łez, gdy walczyła o znalezienie słów... jak mógłbym zapomnieć tę twarz? I jej grzywkę, sposób, w jaki niedbale opadała jej na czoło; zawsze miałem tę chorą ochotę przeczesać ją palcami. I to jeszcze bardziej chore, że patrząc na nią teraz, wciąż czuję to samo.
– Jak mógłbym zapomnieć? – wymruczałem, wciąż przeszywając ją wzrokiem.
Niewiele się zmieniła. Wciąż ma te kruczoczarne włosy spływające na ramiona i gęstą grzywkę zasłaniającą czoło, ocierającą się o długie, ciemne rzęsy, i te brązowe oczy – głębokie i ciepłe, o kolorze miodu w słońcu. Jej nos, wciąż lekko zadarty, i te sercowate, spiczaste usta... pozbyła się grubych okularów, a jej oliwkowa skóra, choć wciąż delikatna, wyglądała tak, jakby przydało jej się trochę słońca, odrobinę więcej troski. Po tym, jak ręcznik opinał jej sylwetkę, widziałem, że nie przybrała na wadze od czasów liceum; może nosiła rozmiar trzydzieści sześć, najwyżej.
Cholerne, łatwo byłoby nią manewrować – w moim łóżku.
Głos Genny wyrwał mnie z zadumy. – Oczywiście, że ją pamiętasz. Jakżeby inaczej? Przecież praktycznie uratowałeś jej życie, Alaric.
I wtedy, jakby w końcu odzyskała mowę, odezwała się Seraphina. – Alaric Vane – powiedziała tonem zdradzającym lekkie rozczarowanie, jakby miała nadzieję, że to będzie ktokolwiek inny, tylko nie ja.
W duchu prychnąłem na tę myśl. To była moja sypialnia, a ona stała w niej niemal naga. To ona tu wtargnęła, nie miała prawa być rozczarowana.
Kurwa. Moje ciało wciąż na nią reaguje.
No dobrze. Nie była tylko dziewczyną, którą uwielbiałem dręczyć. Seraphina Lowell była moją potajemną obsesją przez bardzo długi czas i snułem o niej najdziwniejsze seksualne fantazje. A widząc ją ponownie po tak długim czasie – w tym ręczniku...
W mojej głowie właśnie następuje eksplozja.
Genna, nieświadoma jak zawsze, mówiła dalej. – Gdybym wiedziała, że ona nie potrafi pływać, nigdy bym jej nie zaprosiła. – Twarz Seraphiny wykrzywiła się w grymasie, wyglądała, jakby za chwilę miała wybuchnąć, ale najdroższa Genevieve jeszcze nie skończyła.
Położyła dłoń na moim ramieniu, lekko je ściskając. – Byłeś wtedy takim bohaterem... A ona taką psują, zrujnowała to, co mogło być najlepszą imprezą wszech czasów. Wszystko szło tak dobrze, dopóki nie zaczął się ten cały dramat.
– Prawie utonęłam, Genna, to nie był dramat! – warknęła Seraphina.
Cholera, oto i on – ten sam ogień, który zawsze doprowadzał mnie do szału w liceum, ale nie jest dokładnie taki sam; płonie mocniej, gwałtowniej, bardziej intensywnie – jej brązowe oczy parzą jak płomienie.
Chcę jej.
Genevieve jest paskudna. Wiem o tym. Ale właśnie to czyniło ją wygodną – nieświadoma i zdystansowana – idealnie do mnie pasowała.
– Cóż, dzięki Alaricowi nie utonęłaś. Musiał zanurkować na, co, cztery metry, żeby cię wyciągnąć? Potem musiał przyłożyć swoje usta do twoich – fuj! Po czymś takim nikt już nie miał ochoty na imprezę.
Wspomnienie uderzyło we mnie jak fala. Wciąż to widziałem – wszyscy tańczą, śmieją się, drinki się rozlewają, gdy ludzie kołyszą się w rytm muzyki. Genevieve trajkotała o nowym, luksusowym tablecie, który właśnie kupił jej ojciec, ale ja nie słuchałem. Kątem oka zobaczyłem ją – Seraphinę. Przed chwilą tam była, a sekundę później jej dłonie młóciły powierzchnię wody, wyciągnięte w desperacji. A potem zniknęła.
Serce waliło mi o żebra i zanim się zorientowałem, pędziłem do krawędzi basenu. Pamiętam uczucie wyciągania jej bezwładnego ciała z wody, panikę, gdy wdmuchiwałem powietrze w jej płuca raz za razem. Dwie minuty dłużyły się jak całe życie. Pierwszy i ostatni raz, kiedy naprawdę się bałem.
Genevieve kontynuowała: – ...ale to nie miało znaczenia, bo to był dzień, w którym zrozumiałam, że kocham Alarica, był takim bohaterem.
Miłość. Gwałt na zdrowym rozsądku. Najgorsze słowo w języku angielskim. Jeszcze raz, a gotów jestem zwrócić lunch na te marmurowe podłogi.
Mój wzrok wraca do Seraphiny. Co kryje się pod tym ręcznikiem? Moje oczy taksują ją bezceremonialnie.
– Okej, uh, świetnie. Cieszę się waszym szczęściem – wcięła się Seraphina napiętym głosem, zręcznie unikając mojego spojrzenia. – Ale jestem w ręczniku, marznę, on tu jest, a ja zaraz zmienię się w pomarszczonego pomidora. – Przeniosła wzrok na mnie. Ogień w jej oczach znów zapłonął – ten sam, na punkcie którego mam obsesję – lśnił prosto na mnie, po czym szybko uciekła spojrzeniem, jakby nie chciała zbyt długo go wytrzymywać.
Nie wyglądała już tak kujonowato jak w liceum, miała w sobie teraz coś zawadiackiego, co sprawiło, że poczułem dziwną ciekawość, co jeszcze się w niej zmieniło.
Genna machnęła ręką. – Oczywiście, Sera. Twój pokój jest gotowy, tuż za korytarzem. Nadrobimy zaległości później. Alaric i ja mamy sobie parę rzeczy do opowiedzenia. – Posłała mi przebiegły uśmiech, ale ledwo go zarejestrowałem.
Sarkastyczna riposta Seraphiny była natychmiastowa. – Dzięki, Genna. Naprawdę. Jesteś skarbem.
– Zawsze, Sera, zawsze.
Odwróciła się i wypadła z pokoju, ale tuż przed wyjściem rzuciła szybkie spojrzenie przez ramię.
Stojąc tam w tym niedorzecznym ręczniku, z twarzą płonącą z gniewu i zażenowania, utkwiła we mnie swoje przeszywające spojrzenie.
Może mogłaby być moją kolejną „zabawką”.
Ramiona Genevieve oplotły moje szyję, wyrywając mnie z myśli. – Tak bardzo tęskniłam – szepnęła mi do ucha słodkim, mdłym głosem.
Wysunąłem się z jej uścisku i podszedłem do lustra, poprawiając krawat. – Co ona tu robi? – zapytałem.
Nienawidzę tego, że tu jest. Nie jest mi potrzebna taka dekoncentracja.
– Seraphina? – Zaśmiała się. – Och, przyjechała tylko na lato. Straciła mamę, jest teraz takim małym przypadkiem charytatywnym, w zasadzie nie ma nikogo, a ja jestem taką wybawicielką. – Powiedziała to beznamiętnie, bez cienia emocji. – Słuchaj, wiem, że jej nie znosisz, ale obiecuję, że ledwo zauważysz jej obecność – dodała, obejmując mnie od tyłu i obracając się tak, by stanąć ze mną twarzą w twarz, przyciągając mnie do siebie.
Ledwo zauważę? Gówno prawda.
Mam obsesję na punkcie tego cholernego ognia w jej oczach i już przychodzi mi do głowy sto rzeczy, które chcę z tym ogniem zrobić.
Usta Genevieve musnęły moją skórę, a ja poczułem to znajome poczucie niechęci. Lucinda – matka, która mnie porzuciła – nie tylko przeprogramowała moje życie, ona przeprogramowała moją biologię.
Od gimnazjum, po tym jak odeszła, nienawidzę być dotykany przez kobiety, a im dłużej to trwa, tym jest gorzej; wszystko, co trwa dłużej niż pięć sekund, wydaje mi się duszące – to dosłowny krzyk o pomoc.
Moja klatka piersiowa się zacisnęła. Ledwo mogłem oddychać.
Odsunąłem się gwałtownie, by stworzyć dystans. – Nie rób tego. Znasz zasady. Nie dotykaj mnie dłużej, niż to konieczne.
Wyraz twarzy Genevieve zmienił się w frustrację. – Alaric, bierzemy ślub. Należysz teraz do mnie, nie muszę przestrzegać tych chorych zasad – warknęła swoim rozkapryszonym tonem.
– Nigdy nie będę należał do nikogo – warknąłem na nią, niemal ją przerażając.
Taki był plan. Skąd jej w ogóle przyszło do głowy, że mogłaby mnie posiadać?
Nikt nie mógł.
Utrzymuję jej spojrzenie, wbijając w nią wściekły wzrok jak ciasną śrubę, mającą na celu utemperowanie jej. – Nikt, nikt nigdy nie będzie mnie posiadał. Owszem, żenię się z tobą, ale nigdy nie będziesz moją właścicielką.
– Tatuś nie będzie zadowolony, że tak mnie traktujesz, a nie chcesz chyba, żeby tatuś wycofał się z interesu – mruczy, lekko drżąc.
– Czy ty mi grozisz, Genevieve? Chcesz pobiec i naskarżyć tatusiowi na mnie? – Kręci głową, nie wydobywając z siebie ani słowa.
Genevieve to Barbie; dopóki ma ten pierścionek, będzie szczęśliwa, ale to nie ona tu rządzi. To ja.
Silas powiedział kiedyś coś, czego nigdy nie zapomnę.
– Teraz powiem jasno. Potrzebuję twojego ojca dla firmy, ale ty i twój ojciec nigdy nie będziecie mną rządzić. Zrozumiano?
Genevieve wybrała mnie, nie ja ją, i jest na tyle roszczeniowa, by wierzyć, że dostanie wszystko, czego pragnie. Utrata mnie to odrzucenie, którego nie udźwignie.
Wiem o tym.
Więc wykorzystuję to na swoją korzyść.
Gapiła się na mnie z drżącymi wargami. Chwytam ją za podbródek, unosząc jej twarz ku moim oczom. – Nigdy więcej nie wyskakuj do mnie z czymś takim.
Skinęła tylko głową. – Będziemy się kochać dzisiaj w nocy? – Jej usta rozchyliły się z pożądania i dokładnie taką lubiłem widzieć moją kobietę – oswojoną i kontrolowaną.
– Bądź naga, kiedy wyjdę spod prysznica.
Przygryza dolną wargę, jej źrenice się rozszerzają. – Pójdę porozmawiać z Seraphiną i zaraz wracam.
Gdy patrzę, jak wypada z pokoju, dociera do mnie, że to nie jej pragnę w moim łóżku. Pragnę Aurelii. Pragnę Seraphiny Grzywki w moim łóżku.
Ale ona jest najlepszą przyjaciółką Genevieve, co czyni ją nietykalną.
Lubię, gdy moje „zabawki” i układ w apartamencie pozostają całkowicie dyskretne.
Pieprzenie najlepszej przyjaciółki Genevieve zrujnowałoby to wszystko.
Poza tym Seraphina jest problematyczna i nieprzewidywalna, jak iskra przyłożona do benzyny. Jestem zbyt skupiony, zbyt uwiązany w świecie, który zbudowaliśmy z Silasem, by ryzykować to wszystko dla jednego lekkomyślnego lata.
Ale wtedy ona znów pojawia się w moich myślach, jej brązowe oczy płoną, jej ciało jest napięte i pełne życia.
Wypuściłem głęboki, drżący oddech.
Trzymaj się z daleka. Trzymaj się od niej z daleka, Alaric. Z daleka.
Lecz stojąc tutaj, przyciąganie staje się niezaprzeczalne i jedną rzecz wiem z przerażającą pewnością:
Trzymanie się z daleka to ostatnia rzecz, jaką zamierzam zrobić.





![Miłość od pierwszego smaku [Ulubienica ojczyma]](https://cos.ficspire.com/2025/07/15/2adc15f6ab89481e9bd91ca90a57e696.jpg?imageMogr2/crop/160x200/gravity/center)







![Miłość od pierwszego smaku [Ulubienica ojczyma]](https://cos.ficspire.com/2025/07/15/2adc15f6ab89481e9bd91ca90a57e696.jpg?imageMogr2/crop/64x96/gravity/center)


