W trzecim roku małżeństwa, w dniu śmierci starszego brata Caleba Hamptona, Sydney Wilson zażądała rozwodu.
Caleb zmarszczył brwi w zakłopotaniu. – Tylko dlatego, że przyjąłem cios za Penny?
„Penny. Z jaką czułością wypowiada jej imię” – pomyślała Sydney.
Prawda była taka, że Penelope Monroe była jego bratową.
Sydney uśmiechnęła się chłodno. – Tak. Właśnie dlatego.
Czy jeden policzek naprawdę mógł zniszczyć małżeństwo? Trudno było zignorować czerwony ślad na twarzy Caleba tamtej nocy. Osłonił Penelope tak jawnie, że nawet rodzina Hamptonów zamarła ze zdumienia. Tylko Sydney nie drgnęła.
Trzy dni wcześniej, w rocznicę ich ślubu…
Sydney zaplanowała niespodziankę i poleciała nocnym lotem do miasta, w którym pracował Caleb. Zamiast czułego powitania, usłyszała jego rozmowę z dwoma przyjaciółmi.
– Caleb, stary, muszę to powiedzieć. Uciekanie co roku w rocznicę ślubu? To bezduszne. Sydney jest dla ciebie ucieleśnieniem dobroci.
Caleb, zazwyczaj opanowany i szarmancki, wyglądał na znużonego. – Myślisz, że tego chcę? Gdybym jej nie unikał, nigdy by nie uwierzyła, że przez te wszystkie lata jej nie dotknąłem.
– Ona… – Jeden z przyjaciół, najwyraźniej powstrzymujący się do tej pory, w końcu wybuchnął. – Masz na myśli Penelope? Caleb, czy ty do reszty postradałeś zmysły? Zamierzasz wciąż za nią wzdychać, nawet gdy spodziewa się kolejnego dziecka?
Prychnął. – A co z Sydney? Wciąż traktujesz ją w ten sposób. Nie boisz się, że Julian Sterling się o ciebie upomni?
– Nie zrobi tego. – Caleb ze spokojem potarł o siebie palce. – Wyszła za mnie. To był ich koniec. Julian zablokował ją na WhatsAppie trzy lata temu.
Na zewnątrz Sydney odeszła bezszelestnie. Jej kroki były pewne, lecz palce drżały niemal niedostrzegalnie.
Podejrzewała, że był ktoś inny. Rozpytywała, próbowała dowiedzieć się kto, ale nikt nie pisnął ani słowa. Zakładała wiele możliwości, lecz nigdy nie pomyślała, że to Penelope – ta sama „bratowa”, z którą od trzech lat uprzejmie się witała.
„Boże, jakie to upokarzające” – pomyślała z goryczą.
Kiedy Sydney opuściła klub, oberwała się chmura. Nawet nie zareagowała, gdy deszcz przemoczył ją do suchej nitki, sprawiając, że wyglądała niczym zepsuta lalka.
Tamtej nocy wsiadła w późny lot powrotny do Jouleston.
Gdy tylko dotarła do domu, rozchorowała się. Przez dwa dni trawiła ją gorączka. Kiedy zaczęła wracać do zdrowia, Lucas Hampton, starszy brat Caleba, miał wypadek.
…
Tydzień później w Jouleston odbył się pogrzeb Lucasa.
Sydney sypiała w rezydencji Hamptonów zaledwie po dwie, trzy godziny na dobę. Po pogrzebie, gdy wychodziła z cmentarza, jej ciało parło naprzód, podczas gdy dusza wlokła się z tyłu.
Przy bramie czekał ich kierowca.
Sydney wsiadła do środka i zamknęła oczy. – Jack, zawieź mnie do domu.
– Nie wracamy do posiadłości rodziny? – zapytał.
– Nie.
Pogrzeb dobiegł końca, ale dramat u Hamptonów dopiero się zaczynał.
Lucas był najstarszym synem i złotym dzieckiem rodziny. Zginął, ponieważ Penelope uparła się na skoki spadochronowe. Jego sprzęt zawiódł i spadł z dużej wysokości. Zanim dotarli do szpitala, chodziło już tylko o zszycie jego ciała, a nie o ratowanie życia.
Furia rodziny Hamptonów wobec Penelope wcale nie osłabła. Sydney nie miała ochoty patrzeć, jak jej mąż broni innej kobiety. Miała własne życie, z którym musiała się uporać.
Niespodziewanie, gdy samochód ruszył, tylne drzwi się otworzyły.
Stał w nich Caleb, ubrany w idealnie skrojony czarny garnitur. Wysoki, smukły, opanowany, lecz z rzadkim przebłyskiem dyskomfortu na twarzy.
– Syd, wracasz do domu? – zapytał.
– Mhm. – Sydney ledwie na niego spojrzała, po czym dostrzegła stojącą obok niego kobietę. To była Penelope, trzymająca na rękach pulchnego małego chłopca.
Syn Penelope i Lucasa, Timothy Hampton, miał cztery lata. Był okrągły i miękki jak piłka plażowa.
Zanim Sydney zdążyła zapytać, co oni tu robią, Timothy wczołgał się do samochodu, jakby należał do niego. – Ciociu Sydney, podwieziesz mnie i mamę do domu?
Sydney zmarszczyła brwi i spojrzała na Caleba.
Zacisnął usta. – Mama i tata wciąż są wściekli. Niech Penny i Timmy zatrzymają się na razie u nas.
Widząc jej wahanie, dodał: – Nie mówiłaś, że chcesz mieć dziecko? To dobry moment, by poćwiczyć na Timmym.
Sydney omal nie wybuchnęła śmiechem, ale przypomniała sobie, gdzie jest, i powstrzymała się.
Więc teraz wysyłał Penelope i jej syna, by zamieszkali z nimi, podczas gdy on miał stawiać czoła gniewowi w rezydencji Hamptonów? Cóż za szlachetny człowiek.
…
W domu gospodyni, Nancy Potts, zdążyła już przygotować pokój gościnny. Caleb musiał zadzwonić wcześniej.
Sydney to nie obchodziło. Po prysznicu padła na łóżko i spała jak zabita. Kiedy w końcu się obudziła, była dwudziesta pierwsza. Gdy sięgnęła po telefon, ten akurat zadzwonił. To była jej najlepsza przyjaciółka, Tiffany Voss.
– Przygotowałam projekt umowy rozwodowej, tak jak prosiłaś. Chcesz, żebym ci go podesłała do przejrzenia? – zapytała Tiffany.
– Dziękuję, panno Voss, moja ukochana pani mecenas. – Głos Sydney był zaspany i cichy. – Nie trzeba. Po prostu wezwij kuriera i prześlij.
– Spieszy ci się? – W głosie Tiffany zabrzmiała troska. – Jesteś tego pewna? Caleb może nie jest najlepszym mężem, ale pod pewnymi względami…
Sydney zapaliła lampkę i usiadła. Jej umysł się rozjaśnił. – Jestem pewna, Tiff. Nakryłam go, jak masturbował się do zdjęcia innej kobiety.