Sasha jechała do rodzinnego miasta Elli.
Przed śmiercią Ella najbardziej pragnęła wrócić do swojego rodzinnego miasta.
Wtedy Sasha była zbyt zajęta pracą. Poza tym, to miasto kojarzyło jej się z bólem, więc ciągle odkładała sprowadzenie prochów Elli.
Chociaż powstrzymywała emocje, kiedy poczuła chłodne powietrze na twarzy, wszystkie ostre, bolesne wspomnienia głęboko ukryte w jej umyśle wróciły, uderzając w nią z całą mocą.
Ella była tą drugą kobietą. Po narodzinach Sashy, Ella została zdemaskowana przez Priscillę Berg, żonę mężczyzny, z którym się spotykała.
W odwecie Priscilla nie tylko rozpuściła zdjęcia Elli po całym mieście. Za każdym razem, gdy Ella próbowała znaleźć pracę, Priscilla i jej ludzie pojawiali się i robili sceny – niszczyli rzeczy, rozdzierali jej ubrania, robili wszystko, żeby ją upokorzyć.
Z dzieciństwa Sashy pamiętała tylko obrazy Elli zasłaniającej się publicznie lub błagającej Priscillę na kolanach.
Ella, nie mogąc utrzymać żadnej pracy z powodu ciągłych zakłóceń, nie miała wyboru i zabierała Sashę ze sobą, żeby przeszukiwać śmietniki i mieszkać pod mostem.
Nawet kiedy komitet sąsiedzki pomógł Sashy dostać się do szkoły, Priscilla nie dawała im spokoju.
Wywiesiła transparenty przed szkołą Sashy, rozdawała zdjęcia Elli rodzicom innych uczniów i oskarżała ją o bycie niemoralną kochanką.
Nazwała Sashę "nieślubnym dzieckiem", które nie zasługuje na edukację.
Chociaż Sasha była wtedy tylko małą dziewczynką, czuła ukłucie drwin i litości w spojrzeniach wszystkich wokół.
W końcu, po tych wszystkich męczarniach, Ella nie wytrzymała. Zabrała Sashę na 20. piętro budynku.
Sasha nigdy nie zapomni zawrotów głowy, które poczuła stojąc na tym smaganym wiatrem dachu, i zaszlochanej twarzy Elli, pełnej rozpaczy.
"Tak mi przykro, Sasha. Sprawiłam, że tyle wycierpiałaś. Ale nie martw się. Teraz nas uwolnię. Jeśli skoczymy stąd, już nie będziemy cierpieć. W końcu będziemy wolne."
Mówiąc to, Ella złapała Sashę i próbowała zaciągnąć ją na skraj.
Sasha tak bardzo cierpiała, ale wciąż chciała żyć. Padła na kolana i zaczęła niekontrolowanie szlochać.
"Mamo, proszę… Proszę, nie zabieraj mnie ze sobą. Chcę żyć. Chcę zostać przy życiu, nawet jeśli to życie jest wszystkim, co mi zostało. Wyjdźmy stąd. Pojedźmy gdzieś daleko i ukryjmy się na resztę życia. Proszę."
Sasha mocno uderzyła czołem o szorstki beton.
Dźwięk jej głowy uderzającej o ziemię rozległ się w ciszy, jak dzwon pogrzebowy.
Prawie czuła, że pęknie jej czaszka. Dopiero kiedy myślała, że zaraz pęknie, Ella podczołgała się do niej i mocno ją objęła.
"Przepraszam, Sasha. Nie umrzemy. Nie umrzemy."
Kołysana w ramionach Elli, Sasha poczuła rdzawy zapach krwi sączącej się z jej czoła.
I wtedy po raz pierwszy zrozumiała, co to znaczy nienawidzić.
Nie mogła nienawidzić Elli, która ją urodziła i wychowała, ale nienawidziła mężczyzny, który zapłodnił Ellę, i Priscilli, która doprowadziła ich na skraj zagłady.
Może ból przeszłości był po prostu zbyt trudny do zniesienia. Po opuszczeniu lotniska Sasha wypaliła trzy papierosy, żeby uspokoić dławiący ciężar w sercu.
Potem pojechała do baru swojego wuja Arthura Barlowa.
W momencie, gdy weszła, Arthur spojrzał na nią z obrzydzeniem na twarzy.
"Sasha, czy ty wiesz, że przez twoją matkę nie mogę się tu pokazywać? A teraz masz czelność tu wracać?"
Sasha mu nie odpowiedziała. Zamiast tego, spokojnie wyjęła kopertę z torebki. "Tutaj jest 50 tysięcy dolarów. Pochowaj prochy mojej mamy w grobie rodzinnym Barlowów."
Twarz Arthura, dotychczas pełna pogardy, natychmiast zmieniła się w fałszywy uśmiech.
"Powinnaś od razu powiedzieć, że masz pieniądze. To tylko urna. Zaraz się tym zajmę. Nie martw się. Postaram się znaleźć dla niej dobre miejsce pochówku.
"Co powiesz na miejsce obok grobu twojej babci? Ona kochała Ellę najbardziej, nawet wspominała przed śmiercią, że chciałaby, żeby Ella ją odwiedzała."
Sasha nie chciała słuchać gadaniny Arthura. Chłodno zostawiła swój numer telefonu i wyszła z restauracji.
Na zewnątrz, widząc delikatnie padający śnieg, Sasha nie mogła się powstrzymać, wyciągnęła papierosa i włożyła go między wargi.
Obserwując dym wirujący i tańczący w chłodnym powietrzu, jej oczy w końcu wypełniły się łzami.
Wypuściła kłąb dymu, zanim wydusiła z siebie: "W końcu cię sprowadziłam do domu, mamo."
















