Jego złamana omega

Jego złamana omega

Autor: Adela

Rozdział 2 Kaelen
Autor: Adela
4 maj 2026
Punkt widzenia Kaelena Odrzucenie odbiło się na moim organizmie. Dręczyło mnie wycieńczenie. Budziłem się co noc zlany potem i w męczarniach, podczas gdy moje ciało cierpiało z powodu utraty więzi. Miesiąc zajęło mojemu ciału dojście do siebie, ale powrót do równowagi psychicznej zajął niemal rok. Przez bardzo długi czas nie chciałem mieć nic wspólnego z miłością i miałem nadzieję, że nie otrzymam od losu drugiej szansy na partnera. Przechodzenie przez kolejne odrzucenie nie znajdowało się na mojej liście rzeczy do zrobienia. Widok rozczarowania w oczach kolejnej osoby na widok moich bezużytecznych nóg to coś, czego nie przeżyłbym po raz drugi. Rzuciłem się w wir pracy i ukryłem pod górami papierów, ale w końcu przyjaciele wyciągnęli mnie z mroku, w którym się zaszyłem. Minęło sześć lat od dnia, w którym zostałem odrzucony, i nigdy nie znalazłem drugiej szansy. Pogodziłem się z tym, choć na początku trudno było mi przyjąć do wiadomości, że Bogini nie chce dać kalece kolejnej szansy. Że nawet ona wiedziała, iż lepiej nie próbować, bo i tak zostałbym ponownie odrzucony. Od czasu do czasu znów pogrążam się w tych mrocznych myślach i słyszę jego głos. Momentami słowa człowieka, który powinien mnie zaakceptować, prześladują mnie do dziś i przypominają mi, że nikt nie chciałby kogoś przykutego do wózka. ~§~ – Stary, przygwoździłem dwóch do ziemi, a ten gnojek wyskoczył nie wiadomo skąd i ugryzł mnie w pieprzone ramię, spójrz na to! – powiedział Zareth z przedniego siedzenia pasażera. Odciągnął kołnierzyk i obnażył ramię, wykręcając się, by na nie spojrzeć. – Patrzcie na to! Ten skurwiel próbował wyrwać mi kawał mięsa! – Zareth pchnął ramię bardziej nad oparcie siedzenia, by pokazać je Kasianowi. Kasian wywrócił oczami i westchnął. – Cóż, przynajmniej nie próbował odgryźć ci nogi, tak jak ten drugi palant próbował zrobić ze mną – powiedział Kasian z ramionami skrzyżowanymi na piersi, wyraźnie niezadowolony, że Arkon go przytrzymał, bym mógł opatrzyć mu udo i biodro. Bandaż był już przesiąknięty krwią, ale gdyby to zależało od niego, po prostu spłukałby ranę wodą i uznał sprawę za zamkniętą. Zareth odwrócił się twarzą do Kasiana, klękając na siedzeniu; objął je ramionami i oparł brodę na zagłówku, niecierpliwie czekając na jego opowieść. – Co ty wyrabiasz? – Kasian uniósł brew i poruszył się niespokojnie na siedzeniu. Zareth wyglądał jak cholerny szczeniak czekający na smakołyk. – No i co się stało? Potrzebuję szczegółów! I niczego nie pomijaj! – powiedział Zareth, wygrażając palcem Kasianowi. Kasian westchnął i posłał Becie znudzone spojrzenie. – Nic się nie stało! – uciął, mocniej splatając ramiona. Zareth uniósł brwi. – Czyli pan „znam każdą sztukę walki i potrafię każdemu skopać tyłek” tak po prostu nagle ma wyrwany kawał uda? – Zareth, chcąc jeszcze bardziej podrażnić bestię, sięgnął ręką i pociągnął za jeden z długich, ciemnych dredów Kasiana. Kasian warknął i odepchnął jego rękę. – Mam nadzieję, że zacząłeś już szukać zastępstwa, bo go zabiję, jeśli zaraz nie przestanie! – rzucił Kasian, a ja zakaszlałem, by ukryć śmiech. Kasian groził śmiercią Zarethowi, odkąd pamiętam. Kocha go, ale jednocześnie ma ochotę go udusić. – Zareth, odwróć się i zostaw go w spokoju! – powiedziałem, czując się jak rodzic przerywający kłótnię dzieci, zanim przerodzi się w bójkę. Zareth odwrócił się i klapnął na siedzenie. Droga do domu z watahy Alfy Rorika wydaje się dłuższa niż zwykle. Może dlatego, że wszyscy byli wykończeni walką z niekończącą się falą samotników. Alfa Rorik to dobry przyjaciel. Jego terytorium graniczy z południowo-zachodnim krańcem mojego, a nasz wspólny znajomy, Alfa Torin, urzęduje na północy, granicząc ze mną i Rorikiem. Nasze trzy watahy są sojusznikami od niepamiętnych czasów, a my trzej przyjaźnimy się od dzieciństwa. Nie są mi tak bliscy jak Kasian i Zareth, ale to naturalne, skoro my jesteśmy bardziej rodziną niż tylko przyjaciółmi. Jako sojusznicy i przyjaciele pomagamy sobie w potrzebie, a dzisiaj Rorik potrzebował naszej pomocy. Samotnicy (rogues) to nic przyjemnego. To wilki, które zostały albo wygnane, albo odeszły z własnej woli. Wilk bez watahy staje się samotnikiem i jest niebezpieczny. Im dłużej pozostaje się samotnikiem, tym większa szansa, że zdziczeje, a gdy to nastąpi, traci się siebie i swoje człowieczeństwo. Silniejsi samotnicy lubią łączyć się w grupy i atakować watahy. Wygląda na to, że dzisiaj wybrali watahę Rorika. Na szczęście nie jesteśmy daleko i w ciągu 30 minut od naszego przybycia zabezpieczyliśmy jego tereny. I oto jestem, próbując dowieźć nas do domu, zanim ta dwójka się pozabija. Czasem pozwalam im prowadzić, a innym razem lubię poczuć się normalnie i sam siadam za kółkiem. Choć mój samochód nie jest całkiem zwyczajny. Musi być przystosowany dla kogoś, kto nie włada nogami. Specjalna dźwignia po prawej stronie kierownicy dodaje gazu, gdy pchnie się ją w jedną stronę, i uruchamia hamulce, gdy pociągnie się w drugą. Jazda drogą z prędkością 90 km/h z otwartą szybą, czując wiatr we włosach, to moment, w którym czuję się najbardziej normalnie w ludzkiej formie. Choć w zasadzie mógłbym się tym naprawdę cieszyć, gdyby Zareth potrafił zamknąć się choć na minutę; niestety, teraz jest w swoim żywiole, nawijając o wszystkich atrakcyjnych wilczycach u Rorika. Jęczę i rozważam wypchnięcie go z auta. Przypuszczam, że Kasian nie jest jedynym, który przez lata groził Zarethowi śmiercią. Podskoczyłem, przestraszony, gdy Zareth nagle wypalił trochę zbyt głośno: – Hej chłopaki, wiecie, dlaczego golfiści biorą zapasową parę skarpet?... Na wypadek, gdyby udało im się trafić do dołka za pierwszym razem! – Zareth wybuchnął śmiechem (hole-in-one / dziura w skarpecie), a Kasian wywrócił oczami. Westchnąłem i uszczypnąłem się w nasadę nosa, wiedząc, że on się dopiero rozkręca. – Jak Księżyc obcina włosy?... Zaćmienie! – Zareth zaśmiał się jeszcze głośniej i klepnął się w kolano. – Dlaczego szkielety ze sobą nie walczą?... Bo nie mają ikry? – Zareth skulił się do przodu, śmiejąc się do rozpuku z tego ostatniego (no guts / brak wnętrzności). – Kaelen, jeśli ty go nie wykopiesz z auta, to ja to zrobię! – warknął Kasian, piorunując wzrokiem tył głowy Zaretha. Jęknąłem i przesunąłem dłonią po twarzy. – Zareth, na miłość Bogini, przestań już! – prawie błagałem. Zareth skrzyżował ręce na piersi z fochem, wydymając wargi. – W ogóle nie znacie się na żartach – mruknął pod nosem. – Nie, ty po prostu lubisz bawić się aż za dobrze i nie wiesz, jak trzymać język za zębami ani tego czegoś w spodniach! – powiedziałem, przypominając sobie, co ten idiota wywinął u Rorika. Po rozprawieniu się z samotnikami zostaliśmy na lunchu. Wszystko szło dobrze, dopóki nie nadszedł czas odjazdu. Nie wiedziałem, że mój Beta wymknął się na spotkanie z dziewczyną, a ta dziewczyna okazała się być siostrą bardzo potężnego niedźwiedziołaka, dowódcy Rorika, Arkona. Przy całym domu watahy pełnym ludzi, w tym omeg i dzieci, ten idiota postanowił skompromitować nie tylko siebie, ale i mnie. Moja rozmowa z Rorikiem została przerwana przez chaos, gdy Zareth był ścigany przez bardzo wściekłego niedźwiedziołaka. I nie chodziło tylko o to, że Arkon go gonił; chodziło o to, że Zareth był kompletnie nagi i wrzeszczał, podczas gdy Arkon wykrzykiwał pod jego adresem każdą znaną ludzkości obelgę. Wyraz twarzy Zaretha był mieszanką przerażenia i rozbawienia. Najwyraźniej uważał, że bycie ściganym przez śmierć jest zabawne. – Wracaj tu, ty pieprzony kundlu! To była moja młodsza siostra, ty palancie! Urwę ci tego fiuta i wepchnę do gardła! – wrzeszczał Arkon, a Zareth pisnął, gdy dowódca prawie go dopadł. Na szczęście Rorik i Rydian byli na miejscu, by uspokoić Arkona. Zareth kuli się teraz na siedzeniu i przez chwilę w samochodzie wreszcie panuje cisza. Niestety, spokój nie trwał długo – pięć minut później znów zaczął nawijać. Nie mogąc już tego znieść, gwałtownie zahamowałem, a ponieważ nie miał zapiętych pasów (o czym doskonale wiedziałem), czoło Zaretha zapoznało się z moją deską rozdzielczą. To kupiło mi kolejne pięć minut ciszy i na szczęście, zanim znów zaczął mówić, byliśmy już w domu. ~§~ Siedziałem pod prysznicem, a gorąca woda spływała mi po plecach. Myjąc swoje pokryte tatuażami nogi, przypomniałem sobie, jakie były kiedyś umięśnione. Teraz są szczupłe i zanikłe od lat bezruchu. Przestałem myć i przesunąłem palcem wzdłuż tatuażu na prawej nodze. Zastanawiałem się, czy gdzieś tam wciąż czeka na mnie partner i czy byłby w stanie przymknąć oko na te bezużyteczne nogi. Westchnąłem i puściłem nogę, pozwalając jej opaść, po czym odwiesiłem myjkę. Trzydzieści minut później jestem już ubrany i jadę korytarzem swojego apartamentu na najwyższym piętrze domu watahy. Gdy dotarłem na koniec korytarza, odkryłem, że Zareth wszedł bez pytania i rozgościł się w moim salonie. Beta siedzi na kanapie, gra w gry i wyjada chyba wszystko, co miałem w kuchni. Zareth wychyla głowę zza oparcia i uśmiecha się z pełną buzią. – Hej, co tam? – Zareth nie trudzi się przełknięciem, zanim zacznie mówić, a ja kręcę głową na widok tej przeżuwanej masy. Podjechałem wózkiem pod kanapę i wyrwałem Zarethowi z ręki torebkę chipsów, po czym zacząłem zbierać resztę jedzenia rozrzuconego po stoliku kawowym. – Nie wiem, po co jesz to świństwo! Zaraz idziemy na dół na ucztę, a ty opychasz się tutaj tymi śmieciami – skarciłem go, zastanawiając się, skąd połowa tych rzeczy się wzięła. Nie przypominam sobie, bym kupował Doritosy czy pączki. – Spokojnie. Na tamto też znajdę mnóstwo miejsca! – powiedział ten żarłok z pełną buzią. – Cała ta robota u Rorika sprawiła, że nabrałem apetytu – dodał Zareth, a ja uśmiechnąłem się drwiąco. – Tak, ta „ciężka praca” z siostrą Arkona musiała być wyczerpująca. Moje komentarze przyniosły odwrotny skutek do zamierzonego i na twarzy Bety wykwitł szeroki uśmiech. – Hej, nic na to nie poradzę. Sama mnie dopadła! – Zareth położył rękę na piersi, udając niewiniątko. – Wiesz, musisz się nauczyć trzymać to coś w spodniach! Co zrobisz, jak znajdziesz swojego partnera? – zapytałem, a Zareth mruknął coś pod nosem i zapadł się w kanapę, jakby chciał się przede mną schować. ~§~ Zanim dotarłem na zewnątrz, obchody pełni księżyca trwały już w najlepsze. Ognisko płonęło, dzieci się bawiły, a reszta watahy mieszała się ze sobą, ciesząc się ciepłym letnim wieczorem. Z głośników płynęła łagodna muzyka, a w powietrzu unosił się zapach jedzenia. Zająłem miejsce u szczytu stołu, blokując koła wózka, po czym zacząłem jeść. Zdążyłem wziąć zaledwie trzy kęsy, gdy obok mojego talerza wylądował kolejny. Podniosłem wzrok i zobaczyłem Zelenę, która posłała mi spojrzenie mówiące: „Nawet nie próbuj protestować”. Zaśmiałem się i pokręciłem głową. Oczywiście, uważa, że nałożyłem sobie za mało. Przysięgam, ta kobieta chce mnie podtuczyć. – Hej, nie śmiej się! Widziałam, ile sobie nałożyłeś, i to zdecydowanie za mało. Poza tym, nie wziąłeś pieczonego prosiaka! Moja babcia cały dzień pomagała Maerze przy tym tłuściochu. Skopie mi tyłek, jak się dowie, że nic z niego nie zjadłeś! – Zelena pogroziła mi widelcem i posłała stanowcze spojrzenie. – Cóż, w takim razie lepiej najpierw zjem to, co mi przyniosłaś – zaśmiałem się, zamieniając talerze. – A gdzie jest ten twój wspaniały partner? – zapytałem, zauważając, że nigdzie go nie widzę. – Miejmy nadzieję, że nie zabija właśnie Zaretha. Skoczyli na chwilę do głównej bramy. Powinni wrócić w każdej minucie – powiedziała Zelena, biorąc kolejny kęs. – Ktoś tu jest? – przerwałem i spróbowałem wyczuć strażników przy bramie. – Nie. Tych dwóch po prostu zawsze szuka pretekstu, żeby pobiegać, a poza tym wiesz, jacy są. Wiecznie chcą się upewnić, że wszystko jest bezpieczne – odparła Zelena, zlizując sos barbecue z palców przed sięgnięciem po serwetkę. Właśnie gdy niosłem do ust kęs sałatki ziemniaczanej, Zareth wypadł z linii drzew z pełną prędkością. Co chwila zerkał przez ramię, a ja jęknąłem, domyślając się dlaczego. Zelena odwróciła się na krześle akurat w momencie, gdy w twarz oberwała parą szortów. – Teraz są twoje! – wydyszał Zareth. Beta wpadł w poślizg, omijając mój wózek, i klapnął na krzesło obok mnie. Jego klatka piersiowa falowała, gdy próbował złapać oddech. Bez słowa sięgnął i zabrał z mojego talerza udko kurczaka. Piorunowałem go wzrokiem, posyłając mu spojrzenie z cyklu „co ty, kurwa, wyprawiasz?”, ale idiota po prostu posłał mi swój popisowy uśmiech i wziął gryza. Zelena ściągnęła szorty z twarzy i trzymała je przed sobą, patrząc z dezorientacją. W tej samej sekundzie z lasu wypadł kompletnie nagi i bardzo wściekły Kasian, warcząc. Szybko dostrzegł Zaretha i pobiegł w stronę naszego stołu. Zahamował gwałtownie, widząc, co Zelena trzyma w ręku. – A więc to ty zabrałeś moje pieprzone gacie! – rzucił Kasian, wyrywając szorty z rąk Zeleny i wciągając je na siebie. Dowódca wysunął krzesło obok niej i usiadł, uśmiechając się do niej filuternie. – Jeśli chciałaś mnie zobaczyć nago, wystarczyło poprosić – powiedział figlarnie Kasian do pięknej kobiety siedzącej obok. Oparł łokieć na stole i podparł brodę pięścią. Jego uśmieszek stał się szerszy, a on sam poruszył znacząco brwiami. Zelena wypuściła z głośnym westchnieniem powietrze i wywróciła oczami. – Ten facet! – rzuciła, kręcąc głową. – I ten facet należy do ciebie! – odparł Kasian, przesuwając dłońmi wzdłuż swojego ciała w pokazowy sposób. – Zareth, musisz przestać spędzać tyle czasu z moim partnerem. Zaczynasz mieć na niego zły wpływ! – powiedziała Zelena, zanim wrzuciła kawałek kurczaka do ust. Zaśmiałem się, a twarz Zaretha pojaśniała. – Kurczę, teraz będę z nim spędzał jeszcze więcej czasu! Ani się obejrzysz, a zaczniemy kończyć za siebie zdania – powiedział podekscytowany Zareth. Kasian jęknął i przesunął dłonią po twarzy. – Błagam cię, skarbie. Pozwól mi go zabić – prosił Kasian z zamkniętymi oczami. Zelena zaśmiała się, gładząc go po plecach. – Przestań udawać, że tego nie lubisz. Wiesz, że kochasz tego wariata! – Oczywiście, że kocham tego idiotę. Co nie zmienia faktu, że wciąż chcę go zabić! – odparł Kasian, a twarz Zaretha znów się rozpromieniła. – Ooo, ja też cię kocham, starszy bracie!... Albo młodszy. Jesteś w sumie trochę niższy ode mnie – Zareth posłał Kasianowi swój głupkowaty uśmiech, a dowódca warknął na niego. Zelena położyła dłoń na ramieniu Kasiana. – Zareth, jeśli chcesz dożyć spotkania ze swoim partnerem, sugeruję, byś przestał drażnić bestię! – powiedziała, masując plecy Kasiana. Wyraz twarzy dowódcy złagodniał, gdy odwrócił się do swojej partnerki, a ona zarumieniła się, gdy pocałował ją w policzek.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 2 Kaelen – Jego złamana omega | Czytaj powieści online na beletrystyka