W wieku sześciu lat przerażony, wystraszony i samotny chłopczyk został znaleziony, gdy błąkał się tuż przy granicy terytorium watahy Sanguine Eclipse. Dziecko myślało, że to jego ratunek.
Sądził, że znalazł bezpieczne miejsce do życia i ludzi, którzy się nim zaopiekują, ale okazało się, że było zupełnie inaczej.
Pierwsze dwa lata spędził tam zamknięty w piwnicy – w zimnie, samotności i głodzie.
Głód i pragnienie były na szczęście jedynymi torturami, jakich doświadczał przez te pierwsze dwa lata.
Sytuacja zmieniła się, gdy skończył osiem lat, ale nie na lepsze.
Mimo że był małym dzieckiem, zapędzono go do roboty; musiał nauczyć się gotować i sprzątać cały dom watahy. Dla ośmiolatka było to nie lada wyzwanie. Popełniał mnóstwo błędów, a za błędami szły kary, które miały go nauczyć posłuszeństwa.
Z wiekiem bicie stawało się coraz dotkliwsze. Kiedy skończył 13 lat, nastąpił punkt zwrotny, ale znów nie w tę stronę, co trzeba. Alfa uznał, że mały, wątły chłopiec jest idealnym obiektem, na którym może wyładowywać swoją złość.
Elian dowiedział się, czym jest bat, i nauczył się go bać. Wieszanie pod sufitem stało się standardową formą kary, a bat regularnie szarpał jego skórę i ubrania.
Nikt nie zwracał na niego uwagi, a przynajmniej nie takiej, jakiej by się pragnęło. Ale tam na górze, poza piwnicą, przez okna wpadało słońce, pozwalając mu poczuć ciepło, gdy znajdował się w pobliżu szyb. Tęsknił za wolnością. Pragnął biegać swobodnie po lesie i czuć ziemię pod stopami.
Często zastanawiał się, jak to by było mieć przyjaciela, kogoś, z kim mógłby biegać po lesie. Byłoby miło, gdyby choć jedna osoba nie była dla niego złośliwa. Gdyby choć jedna osoba go zauważyła i zobaczyła w nim człowieka, a nie tylko rzecz.
Na górze było ładnie w tych rzadkich chwilach, gdy był sam i mógł czuć słońce przez okno. Ale w piwnicy przynajmniej nikt go nie podstawiał nogi, nie popychał ani nie wyzywał. W piwnicy nie było błędów do popełnienia ani strachu przed karą. Ale było tam ciemno, zimno, wilgotno i samotnie.
~§~
Punkt widzenia Eliana
Obudził mnie alarm dzwoniący o 4:30 rano. Miałem wrażenie, że dopiero co zasnąłem. Byłem wycieńczony, a ciało mnie bolało. Nie chciałem się ruszać; chciałem wrócić do snu. Marzyłem, by choć raz móc pospać dłużej, ale wiedziałem, że to się nigdy nie stanie.
Leżałem tak przez kilka minut, zanim zmusiłem się do wygramolenia z łóżka. Choć „łóżko” to zbyt duże słowo. To stary, zużyty śpiwór, który znalazłem w śmieciach lata temu, ale lepsze to niż nic. Lepsze niż zimny, twardy beton.
Gdy się obracam, syczę z bólu w żebrach i ostrożnie podnoszę się na nogi. Kolana mi drżały, a pokój na moment zawirował. Odczekałem, aż zawroty głowy miną, zanim ruszyłem z miejsca.
Czuję się, jakby przejechał po mnie pociąg, ale to były tylko pięści alfy. Wspomnienia o tym, dlaczego boli mnie ciało, błyskają mi w głowie; zaciskam oczy, chcąc odpędzić te obrazy.
Wiedziałem, że alfa był wczoraj wieczorem w podłym nastroju. Wiedziałem, że nie przetrwam wieczoru bez wyprowadzenia go z równowagi, choć starałem się z całych sił.
Wciąż świdrował mnie wzrokiem, napychając swoją ohydną gębę. Robiło mi się niedobrze, patrząc, jak je. Był jak świnia, siorbiąc i wgryzając się w jedzenie jak jakieś zwierzę. Prawie się naciągnąłem, widząc soki ściekające mu po twarzy, której nawet nie raczył wytrzeć.
Nie tylko ja zauważyłem wściekłość alfy; wszyscy w pokoju trzymali się na dystans.
Próbowałem go unikać. Starałem się jak mogłem nie popełnić żadnego błędu podczas kolacji. Wszystko szło dobrze, dopóki nie zacząłem sprzątać ze stołu. Gdy szedłem w stronę kuchni, talerz wyślizgnął mi się z ręki i roztrzaskał o podłogę. Serce mi zamarło, a oczy natychmiast wypełniły się łzami. Wiedziałem, że to był moment, na który czekał, i że nie ma ucieczki przed karą.
W mgnieniu oka alfa chwycił mnie za włosy i zaczął wlec w stronę piwnicy. Krzyknąłem i wyciągnąłem ręce w górę, próbując złapać za swoje włosy, by złagodzić ból i mieć nadzieję, że nie wyrwie mi ich ze skóry.
Próbowałem przepraszać, błagałem go, ale żadne prośby nie mogły go powstrzymać. Czułem każdy stopień schodów, o który obijało się moje ciało, trafiając w siniaki i rany, które jeszcze nie zaczęły się goić.
Alfa rzucił mnie na podłogę w tym samym miejscu, gdzie zawsze otrzymywałem kary. To część piwnicy niedaleko mojego śpiwora.
Myślę, że wybrał to miejsce, bo jako jedyne w piwnicy ma oświetlenie. To mała, przygaszona żarówka wisząca na sznurku u sufitu.
Kopnięcie w brzuch wybiło mi powietrze z płuc. Skuliłem się, trzymając za brzuch, i zakaszlałem, próbując złapać oddech. Niestety, popełniłem błąd, nie chroniąc twarzy. Wszystko pociemniało, gdy ból promieniujący z czaszki po uderzeniu stopą niemal mnie ogłuszył.
Poczułem, jak wokół moich nadgarstków zaciskają się pasy, a chwilę później zostałem gwałtownie szarpnięty w górę i zawisłem w powietrzu. Krzyknąłem z bólu przy tym nagłym szarpnięciu.
Tym razem zachowałem przytomność dłużej, niż bym chciał. Alfa wyładowywał swoje frustracje i gniew pięściami, a gdy mu się to znudziło, sięgnął po bat. Obudziłem się kilka godzin później na zimnej, twardej podłodze, leżąc w kałuży własnej krwi…
Powoli podchodzę do moich dwóch wiader z wodą i wzdycham na widok czerwonej, mętnej cieczy pozostałej po myciu się wczorajszego wieczoru.
Spojrzałem w dół i zobaczyłem, że bandaże wokół mojego tułowia są przesiąknięte. Podchodzę do skrzyni ze starymi prześcieradłami i wyciągam jedno. Siadam na śpiworze i zaczynam drzeć materiał na pasy. Gdy kończę, zaczynam mozolny proces zdejmowania starego opatrunku. Boli jak diabli przy każdym milimetrze. Kwilę, a warga mi drży, gdy łzy spływają po policzkach.
Nienawidzę tego! Wtedy czuję się najbardziej samotny. Nikt o mnie nie dba. Nikt nie pomoże zmienić opatrunku ani nie powie, jak źle wyglądają moje plecy. Wiem, że są rozdarte; boli potwornie. Bandaż odrywa się wraz z zaschniętą krwią, która do niego przywarła, ale muszę iść dalej. Muszę go zmienić, żeby móc się ubrać i zacząć gotować śniadanie.
Samemu jest ciężko, ale jakoś mi się udaje. Jakoś udaje mi się owinąć pas materiału, który służy za bandaż, wokół tułowia i zakryć plecy.
Gdy kończę, grzebię w skrzyni z ubraniami, by znaleźć coś do założenia. Niewiele mi zostało. Alfa niszczy moje rzeczy za każdym razem, gdy mnie bije.
Moje ubrania to nic wielkiego; nawet nie były na początku moje. To rzeczy, których inni już nie chcieli, które wyrzucili, a ja je znalazłem.
Na mojej twarzy pojawia się cień uśmiechu, gdy znajduję swój ulubiony zestaw. Dla innych to nic, ale dla mnie to najładniejsza rzecz, jaką mam. Spodnie w miarę pasują, nie potrzebuję sznurka, żeby je podtrzymać, a ta jasnoturkusowa koszulka ma najpiękniejszy kolor, jaki widziałem. Nie ma na niej ani jednej plamy. Za każdym razem, gdy ją noszę, dbam, by niczym jej nie pobrudzić – i to samo zrobię dzisiaj, pomyślałem, uśmiechając się podczas ubierania.
Wkrótce zapach jajek, boczku, kiełbasy i naleśników wypełnił dom watahy.
Chowałem się w głębi kuchni, przy blacie i spiżarni, podczas gdy wszyscy jedli śniadanie. Próbowałem być niewidzialny. Ostatnią rzeczą, jakiej chcę, to żeby ktoś mnie zauważył. Oni nie krzywdzą mnie tak jak alfa, ale się nade mną znęcają. Popychają mnie, podstawiają nogi i śmieją się moim kosztem.
Jedyną osobą, na którą naprawdę muszę uważać, poza alfą, jest jego młodszy syn, Draken.
Alfa ma dwóch synów. Mael jest starszy o rok, a Draken ma 24 lata. Mael nigdy mnie nie uderzył; wręcz przeciwnie, gdy byliśmy młodsi, bywał całkiem miły. Draken za to bywa gorszy od swojego ojca. Nie bije mnie tak jak on, robi inne rzeczy.
Twierdzi, że nie jest gejem, ale za każdym razem, gdy przyłapie mnie samego, używa moich ust dla własnej przyjemności.
Przypuszczam, że powinienem się cieszyć, że nigdy mnie nie zgwałcił. Powiedział, że nigdy tego nie zrobi, bo nie jest pedałem i nigdy nie wsadzi fiuta w tyłek drugiego faceta. Ale nie ma problemów z pieprzeniem moich ust.
Próbowałem odmawiać wielokrotnie, ale to zawsze kończyło się biciem, a ostatecznie i tak byłem zmuszany do zrobienia mu dobrze.
To jest moje życie… piekło, w którym żyję każdego dnia.
~§~
Jestem wykończony, gdy kończę sprzątać po śniadaniu, ale muszę pracować dalej. Nie wolno mi przestać. Słaniając się na nogach, wchodzę po schodach do pokoju Drakena. Lubię sprzątać u niego najpierw, bo wiem, że będzie na polu treningowym. W ten sposób nie ma szans, bym na niego wpadł i został zmuszony do padnięcia na kolana.
Czuję się, jakbym działał na autopilocie, sprzątając jego pokój. Mój umysł się wyłączył, ale robię to tak długo, że ciało zna ruchy na pamięć.
Jego pokój jest w miarę czysty, ale pościel zawsze jest w całkowitym nieładzie. Jakby co noc walczył we śnie z jakimś potworem.
Gdy kończę z sypialnią, przechodzę do łazienki i zaczynam od prysznica. Kiedy wszystko lśni, kończę sprzątanie na podłodze.
Wziąłem wiadro z wodą i uklęknąłem na czworaka, by wymyć podłogę. Zaczynam od tyłu i kieruję się w stronę drzwi.
Jestem w połowie pracy, gdy słyszę kogoś w pokoju za mną. Spoglądam przez ramię. Serce mi zamarło, gdy zobaczyłem Drakena stojącego w drzwiach.
Co on tu robi? Powinien być na treningu jeszcze przynajmniej przez godzinę!
Jego usta wyginają się w uśmiechu, gdy widzi strach na mojej twarzy i to, jak moje ciało zaczyna drżeć.
– To idealna pozycja dla ciebie. Takiego cię lubię najbardziej – na kolanach – powiedział Draken i zaczął iść w moją stronę.
Odwróciłem głowę i patrzyłem przed siebie, byle nie na niego. Zacisnąłem oczy i modliłem się, by odszedł, ale tego nie zrobił. Moje usta drżały, gdy zatrzymał się bezpośrednio za mną.
Krzyknąłem, gdy chwycił mnie garścią za włosy i szarpnął moją głowę do tyłu, zmuszając mnie, bym na niego spojrzał.
Jego uśmieszek stał się szerszy, gdy lustrował wzrokiem moją twarz. Przygryzł dolną wargę, gdy jego oczy spoczęły na moich ustach.
– Uwielbiam patrzeć na te usta owinięte wokół mojego fiuta – powiedział niskim głosem, sięgając wolną ręką do rozporka.
Puścił moje włosy i obrócił mnie twarzą do siebie. Chwycił mnie za twarz i ścisnął policzki, wykrzywiając moje usta w „rybkę”, podczas gdy drugą ręką grzebał w spodniach i wyciągnął członka.
Łzy płynęły mi po policzkach, a klatka piersiowa drżała, gdy próbowałem nie wybuchnąć płaczem. Nie chciałem tego robić. To była ostatnia rzecz, na jaką miałem ochotę. Byłem wyczerpany, ciało potwornie mnie bolało i byłem głodny. A teraz ten drań chce, bym brał go do ust...
Ale Draken nie chciał tylko, by Elian mu dogodził; nie mógł się doczekać, by go tym dławić. Kochał widzieć strach w oczach omegi i uwielbiał, gdy tamten płakał.
Członek Drakena wyskoczył na zewnątrz, a ramiona Omegi trzęsły się od płaczu.
Omega wzdrygnął się, gdy Draken spoliczkował go swoim fiutem. – Otwórz szeroko – uśmiechnął się Draken.
Gdy tylko usta Omegi się otworzyły, Draken pchnął członka do środka. Poczuł, jak żołądź uderza o tył gardła Eliana, wślizgując się głęboko i dławiąc go. Łzy spływały po twarzy Eliana, podczas gdy Draken pieprzył jego usta.
Wydawało się, że Draken ma w sobie własną złość, którą musiał rozładować, i używał do tego ust Eliana.
Draken był brutalniejszy niż zwykle. Trzymał mocno głowę Eliana, a jego biodra poruszały się szybko, wpychając i wyciągając członka z ust Omegi – brutalnie, mocno, sprawiając, że tamten się krztusił i miał odruchy wymiotne.
– O tak! – wydyszał Draken, mocniej ściskając głowę Eliana i pojękując.
– Kurwa!... Tak, ssij tego fiuta, ty jebany pedale! – warknął Draken, nie mogąc się już dłużej powstrzymać. Widok Omegi, którego tak urządził, był dla niego zbyt podniecający. Twarz chłopaka była mokra od łez, czerwona i opuchnięta od płaczu. Ślina ciekła mu po brodzie, a pełne usta były czerwone i nabrzmiałe, wyglądając pięknie wokół jego członka.
Członek Drakena napęczniał. Jego ruchy stały się szybsze i bardziej chaotyczne. Warknął, wbijając się jeszcze głębiej w gardło Omegi, i zajęczał, gdy szczytował…
Poczułem pulsowanie jego członka, gdy każda kolejna obrzydliwa, gorąca strużka lądowała w moich ustach. Czułem to na tyłach gardła i dławiłem się po raz setny.
Wyjął fiuta z moich ust i cofnął się o krok. Jego klatka piersiowa falowała, gdy łapał oddech. Przyjrzał mi się i widziałem, jak bardzo jest zadowolony z tego, co mi zrobił.
– Połknij to i nie waż się uronić ani kropli! – zażądał Draken, po czym pchnął moją głowę, zmuszając mnie do upadku na tyłek.
Przełknąłem i natychmiast wziąłem głęboki wdech, by napełnić płuca, ale zacząłem kasłać. Poczułem, jak ten palant klepie mnie po głowie, jakbym był jego zwierzakiem. – Dobry chłopiec – powiedział Draken, śmiejąc się podczas wychodzenia z łazienki.
Pozwoliłem swojemu ciału opaść na podłogę, a moje ramiona trzęsły się od płaczu. Wypłakałem wszystko, pozwoliłem sobie na głośny szloch. Nienawidzę swojego życia i w takich chwilach pragnę, by się skończyło.
Nie pozwoliłem sobie leżeć tam długo; wiedziałem, że mam jeszcze robotę do skończenia przed lunchem.
Lunch minął bez incydentów, za co byłem wdzięczny. Po sprzątnięciu kuchni wróciłem do porządkowania domu. Na szczęście zostało mi tylko trzecie piętro. Jeśli uda mi się przetrwać kolację bez zdenerwowania alfy, będę miał cały wieczór wolny, co pozwoli mi odespać zaległości. Może mój wilk będzie potem na tyle silny, by pomóc w gojeniu tych ran.
Szybko przekonałem się, że łazienki nie są dzisiaj moimi szczęśliwymi miejscami. Właśnie skończyłem sprzątać łazienkę alfy. Chwyciłem wiadro i odwróciłem się, by wyjść, ale niestety, gdy wychodziłem, wpadłem prosto na alfę. Brudna woda z mopa wylała się prosto na niego i na dywan. Serce mi zamarło – wiedziałem, że to mój koniec. Wiedziałem, że tym razem mogę z tego nie wyjść żywy.
Przeszywający ból wybuchł na mojej twarzy i poleciałem do tyłu. Krew natychmiast trysnęła mi z ust i nosa, a obraz stał się niewyraźny. Wszystko brzmiało przytłumione i odległe; czułem się bardziej bezradny niż kiedykolwiek w życiu.
Jego ręka zacisnęła się na moich włosach, szarpnęła moim ciałem i zaczął wlec mnie z sypialni po schodach w stronę piwnicy.
Niedługo potem znów wisiałem w tej znajomej pozycji pod sufitem. Moje ciało drżało i nie mogłem przestać płakać, nawet gdybym chciał. Zacząłem szlochać jeszcze głośniej, gdy wyciągnął bat.
Każde uderzenie było jak dotyk ognia. Bat trafiał w moje plecy i owijał się wokół tułowia. Miałem wrażenie, że skóra jest zdzierana z mojego ciała. Czułem ciepło własnej krwi spływającej po zimnej skórze.
Moje krzyki były tak głośne, że cała wataha musiała mnie słyszeć. Moje ulubione ubranie zostało rozerwane w strzępy i zwisało ze mnie bezwładnie.
Nie wiem, kiedy zemdlałem, ale gdy się ocknąłem, wciąż wisiałem pod sufitem, a jego już nie było. Nie byłem przytomny długo, ale obudziłem się w momencie, gdy moje ciało uderzyło o podłogę z głuchym łoskotem. Krzyknąłem, gdy upadłem. Ból był nie do zniesienia.
Alfa zostawił mnie tam leżącego i bez słowa wszedł po schodach, gasząc światło.
Leżałem tam przez długi czas, płacząc. Nie mogłem pojąć, dlaczego on mnie tak nienawidzi. Nie rozumiałem, dlaczego wszyscy mnie nienawidzą. Co zrobiłem tak złego? Dlaczego choć jedna osoba nie może o mnie zadbać?
Dlaczego życie musi być takie trudne?
Jak długo będę musiał tak żyć?
Czy tak będzie wyglądać moje życie aż do śmierci?
Nie chcę tak umierać!
Zebrałem tyle sił, ile zdołałem, i powoli odepchnąłem się od ziemi. Zignorowałem ból promieniujący przez całe ciało.
Nie mogłem tu dłużej zostać. Jeśli zostanę, tak właśnie zginę. On jest dla mnie coraz gorszy i nie wiem, ile jeszcze zniosę. Jeśli mam umrzeć, wolę zginąć podczas próby ucieczki.
Gdzieś tam musi być coś innego. Musi być coś lepszego niż to! Wolę umrzeć, próbując to odnaleźć.
Nie wiem, kiedy rozbił mój zegar, ale jest zepsuty. Bez okien nie mam pojęcia, która jest godzina.
Ostrożnie i cicho wchodzę po schodach i modlę się, by była noc. Delikatnie uchylam drzwi i widzę tylko ciemność. Pcham je mocniej i wyglądam, by upewnić się, że droga wolna. Oddycham z ulgą, gdy nikogo nie widzę, i całkowicie wychodzę z piwnicy.
Serce mi wali, gdy powoli skradam się w stronę frontu ciemnego domu. Patrzę przez okno – zgodnie z oczekiwaniami, jest noc.
To ten moment… teraz albo nigdy.
Moje usta się rozchylają, biorę drżący wdech i pędzę do drzwi. Szarpię za klamkę i wybiegam na zewnątrz, zeskakując z ganku. Czuję trawę pod stopami, ale nie mogę się tym cieszyć; jedynym celem jest uciec jak najdalej od tego piekła.
Czekam, aż znajdę się w lesie, i wtedy pozwalam Rime'owi (mojemu wilkowi) przejąć kontrolę. Przemiana nie była tak szybka, jak powinna. Ale trudno tego oczekiwać od wilka, który nigdy nie biegał wolno i rzadko się przemienia, nie wspominając o stanie, w jakim jest moje ciało.
Pazury Rime'a wbijają się w ziemię, gdy odbija się i biegnie głębiej w las. Po raz pierwszy czuje ziemię pod łapami, ale tak jak ja, nie ma czasu, by się tym nacieszyć.
Mnóstwo różnych zapachów atakuje jego nos, a on walczy z pokusą ich zbadania. Potrzeba oddalenia się jak najszybciej jest zbyt nagląca. Musimy uciec, zanim ktoś nas zauważy.
Czuć już zbliżającą się granicę terytorium i zalewa nas fala ekscytacji. Ale ta radość szybko znika, gdy znikąd pojawia się dwóch strażników patrolu i próbuje nas schwytać.
Rime kluczy między drzewami, próbując ich zgubić, i udaje mu się to, gdy jeden z nich stacza się ze wzgórza. Niestety, nie zgubiliśmy obu i Rime skomle, gdy zostajemy powaleni na ziemię.
Rime próbuje z nim walczyć, ale jest zbyt słaby przeze mnie. Czystym fuksem udaje mu się zrzucić wilka z siebie. Głowa tamtego uderza o skałę i wilk wiotczeje. Rime zrywa się na równe nogi i pędzi ku granicy, która jest już tak blisko.
Poczułem moment, w którym przekroczyłem tę niewidzialną linię wyznaczającą koniec naszego terytorium, ale nie zatrzymaliśmy się. Rime biegł dalej. Teraz goniło nas więcej wilków, więc musieliśmy uciekać.
Rime zahamował gwałtownie na krawędzi klifu, a ja wyszedłem mentalnie do przodu, patrząc wraz z nim w dół.
Spojrzeliśmy za siebie na pędzącą watahę wilków, która była już blisko, i serce mi zamarło. Rime znów spojrzał w przepaść, a ja wraz z nim, próbując ocenić, jak wysoki jest ten skok i czy przeżyjemy lądowanie w rwącej wodzie poniżej.
Nie potrafiłem tego stwierdzić; wiedziałem tylko, że jest bardzo głęboko, woda na dole pędziła szybko, a ani ja, ani Rime nie potrafiliśmy pływać.
Spojrzałem raz jeszcze na watahę wilków, które warczały i były tuż-tuż, i wiedziałem, że jeśli zostaniemy, rozszarpią nas i zabiją.
Popatrzyliśmy ostatni raz na rzekę, a potem na wilki, i wiedziałem, że wolę zginąć skacząc, niż być rozdzieranym na strzępy. Z tą myślą Rime obrócił się i skoczył w przepaść.
Poczułem spokój podczas upadku.
– Kocham cię, Rime! – powiedziałem do swojego wilka, zanim nasze ciało uderzyło o taflę wody i wszystko pociemniało.



![Ocalony przez Alfę: Blizny Noaha [MM]](https://cos.ficspire.com/2026/03/27/2f8b2936c0ba4205abe3cbe5f4a6913c.jpg?imageMogr2/crop/160x200/gravity/center)







![Ocalony przez Alfę: Blizny Noaha [MM]](https://cos.ficspire.com/2026/03/27/2f8b2936c0ba4205abe3cbe5f4a6913c.jpg?imageMogr2/crop/64x96/gravity/center)




