Rozdział 7: Manager studia
Callan
– Okradać? – Mechanik udawał głupiego.
Bryce chwycił faceta i wepchnął go z powrotem na krzesło.
– Zanim was zabijemy za oszukiwanie w naszym lokalu, chcę, żebyś mi pokazał, jak to zrobiłeś – powiedziałem, a jego oczy zrobiły się jeszcze szersze; potrząsał głową wielokrotnie, jąkając się.
– Nie wiem, o czym pan mówi. – Podciągnąłem jego kumpla, któremu krew ciekła z nosa i ust, i posadziłem go naprzeciwko niego. Cała sala zamarła, obserwując.
– Chcesz umrzeć jako oszust i kłamca, zanim cię zastrzelę? Miej trochę honoru – zakpiłem bez cienia uśmiechu.
Facet, który krwawił, próbował wytrzeć twarz. Bryce trzasnął dłońmi o stół, zmuszając go, by trzymał je na blacie, podczas gdy Angelo przeliczył jego wygraną i schował ją do kieszeni.
– Ile razy tu byliście? Ile pieniędzy jesteście nam winni za poprzednie gry? – zapytałem i nie uzyskałem odpowiedzi.
– Kto za was ręczył? – Rozejrzałem się. Rzecz jasna, bratanek Costello zwiesił głowę nisko i podniósł rękę.
– Nie wiedziałem, że są oszustami – wymamrotał.
– Czy ktokolwiek wiedział? Mówcie teraz, bo nie spodoba wam się moja reakcja, jeśli dowiem się później – powiedziałem do tłumu.
Oczy wszystkich były spuszczone, a głowy kręciły się przecząco. Dorośli faceci, a żaden z nich nie potrafił spojrzeć mi w oczy, gdy w powietrzu wisiało morderstwo.
– Bryce, zabierz tych dwóch stąd na pogawędkę – poleciłem mu.
Faceci próbowali szybko wstać w nadziei na ucieczkę, ale jedyne, co zrobili, to wpadli na moich bramkarzy. Dwa wielkie kawały mięsa, tym właśnie są. Obaj zostali schwytani i wyprowadzeni do oddzielnego, bardziej prywatnego pomieszczenia. Rozejrzałem się po tłumie i wsunąłem przewrócone krzesło na jego właściwe miejsce.
– Kontynuujcie, panowie. – Machnąłem ręką, by wszyscy się rozluźnili i wrócili do swoich zajęć.
Wiedziałem, że tamci faceci nie byli problematyczni, byli wystarczająco bystrzy, by ze mną nie zadzierać. Kiedy zeszliśmy do piwnicy, zobaczyłem dwóch mechaników, czyli zawodowych karcianych kanciarzy; wiercili się nerwowo. Jeden krwawił po całej cholernej podłodze, podczas gdy drugi był niemal gotowy się popłakać. Rzuciłem talię kart przed jego stopy i kazałem mu ją podnieść. Byliśmy w pustym pokoju, w którym znajdował się tylko stół i kilka składanych krzeseł. Miejsce, gdzie niektórzy z moich żołnierzy przesiadywali, czekając na transport; w tej chwili używałem go do przesłuchania. Kiedy facet podniósł karty, zadałem mu to samo pytanie.
– Pokaż mi, jak to zrobiłeś.
Myślę, że w końcu zdał sobie sprawę z powagi sytuacji, więc usłuchał i bez zbędnego pieprzenia odpowiedział. Małymi palcami potrafił poruszać tak szybko, że ledwo można było zarejestrować jakikolwiek ruch. Mrugnięcie oka i pomyślałbyś, że zwariowałeś; był prawdopodobnie jednym z najlepszych, jakich kiedykolwiek widziałem w rozdawaniu ze spodu talii.
– Co sprawiło, że byliście na tyle głupi, by próbować tego tutaj, w moim klubie? Wiecie, kim jestem? – zapytałem. Obaj pokiwali głowami, a ten ociekający krwią wciąż używał swojej koszuli do wycierania bałaganu na twarzy. Wypluwali z siebie bzdury, dopóki Bryce nie trzasnął ręką, uciszając ich.
– Naprawdę chcę was obu zabić, ale mam dla was, głupcy, propozycję. Oddacie mi każdy cent, który kiedykolwiek ukradliście z tego miejsca, a potem będziecie dla mnie pracować. Wasze umiejętności należą teraz do mnie.
*****
Punkt widzenia Brianny
Mój brat powiedział mi, że znalazł mi pracę, co było szybkie, zważywszy na to, że jestem tu dopiero od dwóch dni. Mieliśmy się z nimi spotkać dzisiaj na oficjalne zapoznanie i byłam zaskoczona, gdy powiedział mi, że to studio tatuażu. Nie potrafię tatuować, więc nie byłam pewna, co mieliby mi tam zlecić. Lokal nazywa się Bizzyaski Ink i wszystko, co do tej pory wiedziałam, to to, że miejsce należy do pary bliźniaków. Było blisko miejsca, gdzie mój brat ma swoje biuro, więc może ta sama lokalizacja da nam szansę częstszego widywania się.
Mieli fajny szyld wiszący na zewnątrz, a po wejściu okazało się, że miejsce jest bardzo czyste i białe. Po obu stronach przedsionka znajdowały się antyczne meble. Podłoga w całym studio była z twardego drewna, ściany były gładkie i białe, a na nich wisiały oprawione zdjęcia różnych szkiców tatuaży. Dwie małe półścianki oddzielały strefę wejściową i poczekalnię od właściwych stanowisk do tatuowania, a za nimi znajdowała się lada. Wokół leżało mnóstwo odjechanych, fajnych rzeczy i to miejsce zdecydowanie miało swój klimat.
– Młoda? – zawołał mój brat, ale studio nie było jeszcze technicznie otwarte, więc cała strefa frontowa była cicha.
Zza ciemnych drewnianych drzwi usłyszałam przytłumiony głos, zanim się otworzyły i wyszedł z nich mężczyzna. Mężczyzna, który miał być moim przełożonym, starszy ode mnie o parę lat, miał krótko przystrzyżone włosy z cieniowaniem typu low fade, w kolorze bardzo jasnego brązu, który był prawie ciemnym blondem. Górne pasma były dłuższe i zaczesane do tyłu w nieładzie, miał zadbany zarost i prosty, lekko zadarty nos na smukłej twarzy. Jego ciemne oczy przesuwały się, gdy taksował mnie wzrokiem po raz pierwszy; jest przystojny.
– Brianna, to mój kumpel, o którym ci mówiłem – powiedział Bryce i oboje wyciągnęliśmy ręce do uścisku. Kiedy uścisnęłam jego dłoń, zauważyłam, że ma niezłe ramiona, ale reszta jego sylwetki jest raczej szczupła.
– Bardzo miło mi cię poznać, ten gość tutaj dużo o tobie wspominał. Miło dopasować twarz do imienia, Brianno. – Uśmiechnął się szeroko w czarujący sposób.
– Dziękuję za samo rozważenie zatrudnienia mnie – powiedziałam, a on machnął ręką i klepnął mojego brata w plecy.
– Oprowadzę cię po studiu, ale na razie usiądźmy na chwilę, żebym mógł ci wyjaśnić, na czym będzie polegała twoja praca, dobrze? – powiedział facet o imieniu Zaveri i zaprosił nas na te podwójne, pasujące do siebie szezlongi.
Usiadłam obok brata, a on usiadł naprzeciwko nas, na samym brzegu poduszki.
– Mianuję cię managerem studia, a twoje obowiązki będą obejmować zadania zarządcze, takie jak śledzenie wydatków, umawianie wizyt dla naszych artystów i ich klientów oraz pilnowanie inwentarza. Czy to ci odpowiada? – zapytał mnie, ale spojrzał na mojego brata, jakby szukając aprobaty.
Bryce był dziś znowu w pełnym garniturze, więc zgaduję, że teraz tak się zawsze ubiera, co było zabawne. Opierał się na sofie, kiwając głową w milczeniu; to było dziwne, że bije od niego teraz taka aura szefa. Nie jestem przyzwyczajona do tej wersji jego osoby, która wchodzi do pokoju i sprawia, że ludzie szukają jego aprobaty. David robił wczoraj to samo.
















