Rozdział 8: On jest wcieleniem grzechu
Brianna
– Tak, to wszystko brzmi świetnie, jestem pracowita – zapewniłam go. Zaveri uśmiechnął się półgębkiem w uroczy sposób i klepnął dłońmi w swoje uda, pocierając je.
– Och, założę się, w ogóle się nie martwię – powiedział.
Przy bliższych oględzinach zauważyłam, że ma delikatny kolczyk w nosie, a spod jego t-shirtu i szortów widziałam początki kilku tatuaży na ramionach i nogach. Właściwie był bardzo przystojny, im dłużej na niego patrzyłam, i był też miły, chociaż nie jestem pewna, czy to ze względu na mnie, czy mojego brata.
– Moja siostra bliźniaczka powinna tu być lada chwila – poinformował nas, a ja byłam ciekawa, żeby ją poznać.
Wszystko, co o niej słyszałam, pochodziło od Bryce’a, a on powiedział, że jego przyszła żona jest seksowna. Zaveri oprowadził mnie po studiu i zanim wróciliśmy do głównej sali, Bryce i Sandra prowadzili już małą, flirtującą rozmowę.
Ma włosy pofarbowane na popielaty blond i ten sam lekko zadarty nos co jej brat. Ma też ciemne oczy, które podkreśliła czarnymi kreskami. Mają wysokie kości policzkowe, ale ona ma jeszcze więcej tatuaży niż jej brat. Sądząc po jej stroju, miała je wszędzie i jest też bardzo ładna, więc widziałam, co pociągało w niej mojego brata. Ma też wiele widocznych kolczyków: angel bites i przekłucie typu anti-eyebrow, a jej usta są zaokrąglone, ale pełne.
– Hej, czy to ona? – Uśmiechnęła się od razu na mój widok.
Nie była najwyższą dziewczyną, ale była o kilka cali wyższa ode mnie. Ma na szyi tatuaż przedstawiający pawia lub coś w tym stylu, o którym można by pomyśleć, że ujmuje jej urody, ale tak nie jest. Właściwie idealnie pasuje do jej aury i ja nigdy nie wyglądałabym w czymś takim dobrze. Jest twardzielką, już to widzę.
– Cześć – pomachałam głupio.
– Umm, dzięki, że pozwalacie mi tu pracować – powiedziałam do niej i jej brata.
– Wszystko dla tego człowieka. On i jego przyjaciel utrzymują nas w biznesie – zażartowała na temat tego, ile razy przychodzą tu się tatuować.
Nie widziałam mojego brata bez koszulki ani nic takiego, więc nie wiem, ile miał tatuaży, ale niewiele było widocznych.
– Mamy kilku innych pracowników, ale poznasz ich z czasem. Na razie myślę, że pokazaliśmy ci wszystko. Sandra, chcesz ustalić jej godziny pracy? Nie jestem pewien, na ile godzin liczysz? – powiedział Zaveri, odwracając się do mnie z półkola, w którym staliśmy w recepcji.
Spojrzałam na mojego brata, chociaż nie wiem dlaczego. Zawsze sama załatwiam swoje sprawy, ale oni ciągle patrzyli na niego w poszukiwaniu aprobaty i przypadkowo zrobiłam to samo.
– Nie musimy przesadzać, niech przychodzi w wasze najbardziej ruchliwe dni. – Bryce wzruszył ramionami, a bliźniaki spojrzały na siebie, jakby porozumiewały się jakąś dziwną bliźniaczą telepatią.
– Wtorki, chociaż soboty są zawsze najbardziej zajęte. Czwartek i sobota to nasze dni szczytu. – Mój wzrok biegał między tą dwójką, podziwiając ich zgodność w odpowiedzi.
– Brzmi dobrze, trzy dni pracy w tygodniu. – Brat trącił mnie, a ja tylko przytaknęłam. Robili mi przysługę.
– Nasze godziny otwarcia to od jedenastej rano do siódmej wieczorem. Wszystkiego dowiesz się, kiedy zaczniesz umawiać dla nas wizyty – dodał Zaveri.
– Szczerze mówiąc, nie sądzę, żebyś musiała być tu przez pełne osiem godzin dziennie bez nudzenia się. Przy tym, co będziesz robić, myślę, że od pierwszej do siódmej będzie dla ciebie najlepiej – powiedziała Sandra, a jej brat spojrzał na nią i mojego brata, a potem na mnie.
– Chyba że potrzebujesz godzin dla pieniędzy. Jeśli nie, to ona ma rację. Nie musisz tu siedzieć przez cały ten czas. – Zgodził się z nią, a mój brat przytaknął.
Czułam się jak podczas transakcji biznesowej, ale wszystko to mi odpowiadało. Nie chciałam być zasypana pracą, chciałam też mieć tu życie, teraz gdy czułam, że mogę. Pracowałam ciężko przez tak wiele lat, harowałam w obu szkołach i w pracy przez ostatnie lata, a wcześniej przeżywałam dzięki pracy, z której nie byłam dumna, mieszkając z facetem, który nie był dla mnie dobry. To była długa walka, ale może teraz wreszcie mogę odetchnąć. Bryce powiedział mi, że ma dość pieniędzy za nas dwoje, powiedział, że mogę odpocząć. Nie pamiętam, kiedy ostatnio słyszałam coś takiego, to było miłe uczucie.
– Cóż, skoro dzisiaj jest poniedziałek, zakładam, że chcecie, abym zaczęła jutro? – Przeszłam prosto do rzeczy, a kiedy przytaknęli, ustaliliśmy szczegóły i spędziliśmy jeszcze kilka minut na rozmowie. Pracuję teraz w studiu tatuażu, jakie to interesujące.
Zostałam sama w domu Callana, gdy brat mnie podwiózł. Nie wiem, gdzie on chodzi, ale zawsze go nie ma, tak samo jak Callana. Postanowiłam spędzić wieczór z chińszczyzną na wynos, kieliszkiem czerwonego wina i „Seksem w wielkim mieście” na gigantycznym płaskim telewizorze w tym ogromnym salonie. Stopy podwinęłam pod siebie na kanapie, balansując kieliszkiem na długiej nóżce opartym na udzie.
Śmiałam się na głos, ale mój śmiech urwał się, gdy zdałam sobie sprawę, że winda zadzwoniła, co oznaczało, że ktoś wszedł. Zerknęłam za siebie na foyer i zesztywniałam. Callan właśnie wszedł do holu w ciemnym garniturze i białej koszuli, bez krawata. Rozmawiał przez komórkę, więc na początku nie patrzył w górę, ale gdy tylko wyczuł moją obecność, jego oczy gwałtownie powędrowały w moją stronę i napotkały mój wzrok. Te wszystkie ciemne włosy na głowie, zmarszczone brwi, rzęsy i broda – były jak cienie rzucone na jego przystojną twarz i kaptur dla jego genialnych, sypialnianych oczu. Nie sądzę, by mężczyzna mógł wyglądać bardziej wykwintnie niż on. Jeśli Szatan jest rzeźbą, to naprawdę wyrzeźbił Callana Harolda z samego wcielonego grzechu.
Nawet zatrzymując się w miejscu, jego postawa wciąż była wysoka i dumna, stanowcza i pewna. Wsunął telefon z powrotem do kieszeni, a jego buty stuknęły, gdy zrobił kilka niezbędnych kroków, by wejść do pokoju.
– Cześć – pisnęłam, a jego oczy przesunęły się po mnie, a potem po stoliku kawowym zastawionym kilkoma pojemnikami z jedzeniem. Przełknęłam ciężko ślinę.
– Zapraszam do jedzenia – zaoferowałam. Zrobił jeden, a potem dwa kroki w moją stronę i było to najbliżej, jak kiedykolwiek podszedł. Był kilka stóp ode mnie, zwrócony twarzą do mnie zamiast w stronę schodów, do których myślałam, że pójdzie.
– Czy łączysz butelkę wina za pięć tysięcy z jedzeniem za pięć stów? – Jego głęboki głos był jak miód na żwirze. Moje oczy zrobiły się wielkie i spojrzałam w dół na kieliszek na moim udzie.
– Czy to aż tyle kosztuje? – Byłam przerażona, on nie zareagował.
Po prostu patrzył na mnie z tym samym kamiennym wyrazem twarzy, co sprawiało, że byłam niesamowicie zdenerwowana, ale też czułam się niesamowicie winna.
















