Rozdział 68
Aron
Moja łapa uderza w miękkie poszycie lasu, a wiatr muska moje gęste, czarne futro. Każdy oddech, który biorę, jest rześki i przesycony tysiącem zapachów lasu. Delektuję się nimi wszystkimi – mchem na wilgotnych skałach, sokiem spływającym powoli po pobliskiej sośnie i wonią rzeki.
Moje zmysły są zalewane bodźcami, podczas gdy moje ciało ciężko pracuje, by przedzierać się przez las.
















