Porzucona na śmierć, urodzona, by lśnić: Odrzucona dziedziczka

Porzucona na śmierć, urodzona, by lśnić: Odrzucona dziedziczka

Autor: Lucien Vesper

3. Rozdział 3 Koniec ze wszystkim
Autor: Lucien Vesper
23 lip 2026
Słowa Valerie uderzyły Kaelena jak policzek. Nie chciał, żeby to wszystko skończyło się w ten sposób, lecz to właśnie przez jego dawne decyzje ona musiała latami wiązać koniec z końcem, nie czerpiąc żadnych korzyści z bycia spadkobierczynią rodu. Głos Valerie brzmiał jak lód, przecinając zapadłą w pokoju ciszę. – Ustalmy jedno, raz na zawsze: nikt z was nie znaczy już dla mnie zupełnie nic. Nie zamierzam walczyć z Giselle o niczyje względy. Ani teraz, ani nigdy. Dorian posłał jej mroczne spojrzenie, a w jego głosie pobrzmiewało ostrzeżenie. – Lepiej to jeszcze przemyśl. Jeśli zerwiesz z nami kontakty, nie licz na ani jednego centa wsparcia ze strony firmy. Rowan Sterling zawtórował mu z kpiącym uśmieszkiem. – Zadbamy o to, byś trafiła na czarną listę w każdym zakątku branży. Wyraźnie liczyli na to, że uda im się ją przestraszyć i zmusić do ustępstw. Wierzyli, że uświadomi sobie, jak wiele ma do stracenia. Ale Valerie tylko parsknęła, wydając z siebie ostry, drwiący śmiech. – Och, darujcie sobie. Jakbyście kiedykolwiek wyświadczyli mi jakąkolwiek przysługę. Odkąd dołączyłam do waszej drogocennej firmy rozrywkowej, dostawałam mniej ról i do tego znacznie gorszej jakości, niż kiedy byłam w tej taniej agencji, która ledwo mi płaciła. – A te zasoby, które mi rzekomo „daliście”? Najgorsze ochłapy. Kiedy ludzie w internecie wylewali na mnie wiadro pomyj, czy chociaż spróbowaliście mi pomóc? Ani trochę. – Każdą lepszą rolę, którą wywalczyłam sobie sama, próbowaliście podetknąć Giselle. A teraz rzucacie mi w twarz swoje „wsparcie” jako groźbę? Widziałam już bezczelnych ludzi, ale wy dwaj wynieśliście to na zupełnie nowy poziom. Obserwując, jak ich twarze zmieniają wyraz z kwaśnego na rozwścieczony, Valerie kontynuowała z chłodem w głosie: – Całe szczęście, że kiedy do was przeszłam, nigdy nie podpisałam żadnego kontraktu. Nie będę musiała marnować ani sekundy na jego zrywanie. Wtedy Rowan i Dorian zarzekali się, że jako członkowie rodziny nie potrzebują żadnych oficjalnych umów, a ona będzie „pod dobrą opieką”. Lecz Valerie cały czas miała się na baczności i dla własnego bezpieczeństwa zachowała swoją niezależność. I miała rację. Gdyby złożyła swój podpis, musiałaby się teraz mierzyć z górą kar umownych za zerwanie kontraktu, a oni odcięliby ją od wszystkiego bez mrugnięcia okiem. – Od dzisiaj przestałam dla was stawać na rzęsach. Róbcie sobie, co wam się, do cholery, podoba – powiedziała. – Skoro nigdy nawet publicznie nie uznaliście mnie za część rodziny, nie ma potrzeby, bym robiła wielkie przedstawienie z odcięcia się od was. Oszczędzi to nam wszystkim kłopotu. Żegnajcie. Z tymi słowami Valerie odwróciła się, niosąc w dłoni walizkę, i odeszła bez ani jednego spojrzenia za siebie. Przekraczając próg drzwi, mimochodem zatrzymała aplikację dyktafonu w swoim telefonie. Rodzina Sterlingów stała w milczeniu, patrząc, jak zdecydowana sylwetka Valerie znika w oddali. Targała nimi burza emocji – znacznie bardziej skomplikowanych niż sam gniew. Twarz Miriam wykrzywiła się we wściekłości. – Naprawdę tak po prostu od nas odeszła! Co za niewdzięczny bachor! Oblicze Doriana pociemniało. – Skoro jest tak zdeterminowana, żeby działać solo, zobaczymy, jak sobie poradzi, kiedy zabraknie nas za jej plecami. W jego odczuciu to była jedynie zemsta Valerie za to, że wybrali Giselle zamiast niej, co doprowadzało go do jeszcze większej wściekłości. Odwrócił się do Rowana z twardym wyrazem twarzy. – Masz kontakty w branży. Daj im znać, że Valerie jest nietykalna. Nikt ma jej nie zatrudniać. Rowan skinął krótko głową, a jego usta wygięły się w szyderczym uśmiechu. – Już się tym zajmuję. Nagły bunt Valerie po latach bycia tą uległą sprawił, że Rowan miał ochotę siłą wbić jej do głowy odrobinę rozsądku. Niedługo przekona się na własnej skórze, że występowanie przeciwko nim niesie za sobą konsekwencje. Widząc entuzjazm brata, Dorian zmrużył oczy, obdarzając go okrutnym uśmiechem. – Niech udaje twardzielkę. Założę się, że przyczołga się z powrotem szybciej, niż jej się wydaje. – Zamierzał dopilnować, by cała branża dowiedziała się, że Valerie z nikim już nie będzie współpracować. Giselle, która przysłuchiwała się wszystkiemu z boku, poczuła przypływ satysfakcji, choć na jej twarzy malowało się wyłącznie poczucie winy. – To wszystko moja wina. Nie powinnam była jej aż tak denerwować. Rowanie, Dorianie, proszę, nie róbcie tego. Nie chciałam, żeby przez to odeszła. Ze spuszczoną głową i głębokim westchnieniem dodała: – Dajcie jej trochę czasu. Kiedy ochłonie, przeproszę ją. A jeśli z nią porozmawiacie, na pewno wróci. Jej słowa jedynie utwierdziły rodzinę w przekonaniu, że to Valerie była wszystkiemu winna, a ich złość względem niej rosła. Rowan zbył ją machnięciem ręki. – To nie twoja wina, Giselle. To ona kąsa rękę, która ją karmi. Pozostali bracia natychmiast mu zawtórowali: – Dokładnie! Ma już nasze rodowe nazwisko, a i tak musi odstawiać takie numery? Zdecydowanie żałosne. – Nie musisz jej przepraszać, a my z pewnością nie będziemy przed nią stawać na rzęsach. – Potrzebuje twardego zderzenia z rzeczywistością, inaczej nigdy nie zaznamy w tym domu spokoju. Spokojna i „wyrozumiała” postawa Giselle sprawiała tylko, że zachowanie Valerie wydawało im się w zestawieniu z tym jeszcze bardziej oburzające. Po chwili namysłu Miriam poklepała uspokajająco Giselle po ramieniu. – Nie martw się, kochanie. Twoi bracia wiedzą, co robią. Kiedy Valerie wróci, będzie już wiedziała, gdzie jest jej miejsce. Giselle skinęła głową, zręcznie udając niechęć. – Dobrze, skoro tak mówisz. Victor słuchał tego wszystkiego w ciszy, będąc przekonanym, że po kilku mocnych życiowych uderzeniach Valerie sama przyczołga się do domu. Nie miał co do tego najmniejszych wątpliwości, więc zadowolił się obserwowaniem, jak ich plan powoli nabiera kształtów. ***** Valerie wróciła do swojego starego mieszkania w Veridia City – miejsca, które traktowała jako schronienie od momentu, gdy z powrotem sprowadziła się do rodziny Sterlingów. Kiedy w domu sytuacja stawała się zbyt napięta, to stawało się jej ucieczką. Ledwo skończyła rozpakowywać rzeczy, gdy jej telefon zawibrował. Spojrzała na ekran, a jej twarz wykrzywiła się w czymś z pogranicza poirytowania i sarkazmu. Declan Waldorf. Przyjaciel z dzieciństwa, były chłopak, a ostatnio także facet, którego starała się unikać jak ognia. Po tym, jak zaadoptował ją jej mentor, Thaddeus Thorne, Valerie mieszkała tuż obok dziadka Declana. Obie rodziny były ze sobą zżyte, nic więc dziwnego, że ona i Declan od dziecka dorastali blisko siebie. W tamtym czasie była pokiereszowanym wewnętrznie dzieckiem, zbyt przerażonym, by postawić choćby krok poza ich małe podwórko. Ale to Declan, ze swoim ciepłem i pewną ręką, wyciągnął ją z tej skorupy prosto do świata. Od tego momentu chodziła za nim jak cień. Był od niej o pięć lat starszy, a kiedy wyjechał do liceum w Veridia City, była zdeterminowana, by dotrzymać mu kroku. Rzuciła się w wir nauki, przeskakując klasy, by dostać się do miasta. Kilka lat później Declan wkroczył w świat przemysłu rozrywkowego, a gdy tylko ukończyła szkołę, od razu podążyła jego śladem. Wreszcie, po powrocie do rodziny Sterlingów, zebrała się na odwagę, by wyznać mu swoje uczucia. Nie odrzucił jej, a przez krótką chwilę myślała nawet, że ma u niego szanse. Ale tuż przed jej podróżą w czasie uderzył w nią zdradą, która zraniła ją do żywego. Nie miała zamiaru popełnić dwa razy tego samego błędu. Gdy odebrała połączenie, jej głos brzmiał jak lód. – Tak? Czego chcesz? Declan wyczuł chłód w jej tonie, ale zignorował to. – Więc naprawdę wycofujesz się z tego reality show? – Kto ci to powiedział? – rzuciła w odpowiedzi, od razu domyślając się, że to sprawka Giselle. Declan zawahał się. – Dorian wspomniał, że rozważałaś rezygnację ze swojego miejsca. Nie wahała się nawet przez sekundę. – Nie ma mowy. Nie zamierzam zrezygnować z mojego miejsca dla nikogo. Jego ton stał się bardziej stanowczy. – Czyli teraz ignorujesz słowa Doriana? Valerie prychnęła. – Od kiedy to muszę robić wszystko, co on mi każe? Declan i Dorian byli ze sobą absolutnie nierozłączni. Wcześniej, przed jej powrotem do przeszłości, była na tyle naiwna, że sądziła, iż Declan chciał jej po prostu pomóc, kiedy doradził jej usunąć się w cień; nie zdawała sobie sprawy, że Giselle zaaranżowała to wszystko od samego początku. Głos Declana stwardniał. – Dorian jest twoim menedżerem. Stoi za tobą murem. Nie bądź tak cholernie uparta. Odprychnęła szyderczo. – Och, więc mówienie Giselle „nie” czyni mnie „upartą”? Niech zgadnę – gdybym potulnie podwinęła ogon i robiła wszystko, czego ona zapragnie, byłabym nagle „rozsądna”, a ty mógłbyś pogalopować w stronę zachodzącego słońca ze swoją „dziewczyną marzeń”, mam rację? Tak to u was działa? Miała już ich wszystkich dość. Wszystkich. Zmęczyło ją bycie ciągle oszukiwaną i manipulowaną. Zanim cofnęła się w czasie, Valerie ostatecznie poddała się bezlitosnej presji ze strony rodziny oraz Declana, porzucając swoją jedyną szansę i oddając ją Giselle. Dzięki starannemu wizerunkowi wykreowanemu przez rodzinę – oraz Declanowi odgrywającemu w tym reality show rolę oddanego i wspierającego partnera – Giselle w mgnieniu oka stała się nową ulubienicą internetu, zyskując ogromną popularność niemal z dnia na dzień. Tymczasem ta „wielka szansa”, którą Dorian wymachiwał jej przed nosem, okazała się zwykłym żartem – mało znaczącą epizodyczną rolą z praktycznie zerowym czasem ekranowym. A kiedy myślała, że gorzej już być nie może, produkcja serialu została bezterminowo opóźniona z powodu ogromnego skandalu z głównym aktorem w roli głównej. Kariera Valerie zawisła na włosku. Jednak najgorszym ciosem było to, że Declan już dawno temu podpisał kontrakt na udział w tym programie, słowem jej nawet o tym nie wspominając. Dowiedziała się o tym dopiero, gdy w telewizji wyemitowano premierowy odcinek i proszę bardzo – oto i on, jedna z tajemniczych, stałych gwiazd programu. Patrzenie, jak obdarowuje Giselle swoimi względami, było jak brutalny cios prosto w twarz: tych dwoje łączyło znacznie więcej, niż przypuszczała, a jego „uczucia” z pewnością nie były jedynie czysto przyjacielskie. Zanim jednak zdążyła w ogóle przetrawić tę zdradę, została wezwana w trybie pilnym na zamknięte zdjęcia na plan. Gdy w końcu skończyła pracę i wróciła, minęło pełne sześć miesięcy. Przez te wszystkie miesiące tkwiła w stanie zawieszenia i poczucia osamotnienia, z trudem starając się podjąć decyzję: czy ma na dobre odciąć się od rodziny i Declana, czy mimo wszystko nadal trzymać się tej tlącej się jeszcze w niej nadziei, że może jednak coś ulegnie zmianie. I wtedy los się do niej uśmiechnął. Dzięki przypadkowemu spotkaniu otrzymała absolutnie niesamowitą, wywalczoną w pełni samodzielnie rolę w filmie niezależnym. Ożywiona zapałem, Valerie spakowała walizki i wyruszyła na plan do oddalonego od cywilizacji miasteczka.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

3. Rozdział 3 Koniec ze wszystkim – Porzucona na śmierć, urodzona, by lśnić: Odrzucona dziedziczka | Czytaj powieści online na beletrystyka