Podczas kręcenia filmu Valerie trzymała się z dala, unikając rodziny Sterlingów oraz Declana.
Ale Declan uparcie zjawiał się tam każdego miesiąca z tym samym zmartwionym wyrazem twarzy, zaklinając się na wszystko, że między nim a Giselle nic nie ma – dokładnie tak samo, jak dawniej ją zapewniał.
Ale ten sposób, w jaki ciągle spoufalał się z Giselle w tych wszystkich programach? To bolało jak cios prosto w serce.
Więc gdy tylko zdjęcia się zakończyły, Valerie pośpiesznie wróciła do Veridia City i bez wahania wynajęła kogoś, kto miał za zadanie wyciągnąć na światło dzienne brudy na temat Declana i Giselle.
Niedługo później film z jej udziałem trafił do kin i odniósł gigantyczny sukces. To był prawdziwy hit, a ona sama zdobyła nawet nominację do nagrody dla najlepszej aktorki na jednym z najważniejszych festiwali filmowych w kraju.
Jej reżyser był tak pewien jej wygranej, że już praktycznie otwierał szampana.
Lecz dokładnie wtedy, gdy wydawało się, że wszystko wreszcie układa się po jej myśli, jej świat legł w gruzach. Została porwana. I jakby tego było mało, w całą sytuację wplątana została też Giselle.
Tego dnia Declan i rodzina Sterlingów desperacko próbowali je namierzyć. Po nerwowych negocjacjach z porywaczami otrzymali brutalny wybór: jedna z nich mogła odejść wolno, ale druga musiała zostać jako zakładniczka.
Valerie nie była zaskoczona decyzją rodziny Sterlingów – byli przewidywalni. Ale Declan? Ta zdrada uderzyła w nią z całą mocą. Wybrał Giselle. Poczuła się tak, jakby dostała z liścia.
Stała tam, oszołomiona, uświadamiając sobie, że facet, który miał zawsze stać za nią murem, w decydującym momencie przedłożył kogoś innego ponad nią.
W tamtej chwili jedna rzecz stała się dla niej krystalicznie czysta: jeśli uda jej się wyjść z tego z życiem, ostatecznie skończy z rodziną Sterlingów i Declanem.
Zanim jednak zdążyła wymyślić sposób na ucieczkę, jeden z porywaczy, nerwowy i poddenerwowany, pociągnął za spust i ją postrzelił.
Upadając, słyszała słabe krzyki Declana i rodziny Sterlingów, skandujących jej imię. Ale prawda była taka, że jej serce już dawno zmieniło się w lód.
Teraz dostała drugą szansę. Więzi z rodziną Sterlingów zostały zerwane, a pożegnanie z Declanem okazało się najłatwiejszą decyzją, jaką kiedykolwiek podjęła.
Declan nie spodziewał się, że Valerie poruszy temat Giselle. Jej kolejne słowa uderzyły w niego z siłą rozpędzonej ciężarówki. Marszcząc brwi, warknął: – Postradałaś zmysły. Nie mam żadnej pieprzonej „dziewczyny marzeń”.
Zanim jednak zdążył dokończyć, Valerie przerwała mu zimnym tonem. – Declan, to koniec. Zrywam z tobą.
Zamarł, pewien, że musiał się przesłyszeć. – Czekaj, co ty właśnie powiedziałaś? – W jego mniemaniu było absolutnie wykluczone, by to Valerie decydowała o takich sprawach.
Jej głos brzmiał jak lód, kiedy powtórzyła: – Powiedziałam, że zrywam z tobą.
Zmienił wyraz twarzy i pospiesznie próbował zbagatelizować jej słowa. – Cofnij to. Udam, że w ogóle tego nie słyszałem.
Valerie przewróciła oczami na jego arogancję. – To nie są negocjacje, Declan. Nie proszę cię o pozwolenie. Jesteśmy skończeni. Ty żyj swoim życiem, a ja swoim.
Jej ton zupełnie zbił go z tropu. – Dlaczego? – zapytał.
Valerie nie owijała w bawełnę. – Declan, masz obsesję na punkcie Giselle – więc leć za nią. Nie marnuj mojego czasu, podczas gdy ty wzdychasz do innej i oczekujesz, że ja po prostu odsunę się na bok. Na takie bzdury chce mi się rzygać.
Gdyby od samego początku był szczery w kwestii swoich uczuć do Giselle, Valerie prawdopodobnie mogłaby odejść na własnych warunkach.
Ale on tego nie zrobił. Mydlił jej oczy, by na koniec zrujnować jej zaufanie tak doszczętnie, że to był definitywny koniec.
– Nie kontaktuj się ze mną więcej. – Z tymi słowami rozłączyła się i natychmiast zablokowała go wszędzie, gdzie się dało.
Głuche pikanie w słuchawce wyrwało go z otępienia. Declan nigdy nie myślał, że Valerie połączy fakty na temat niego i Giselle, a teraz, gdy tak łatwo się od niego odcięła, nie wiedział, co ze sobą zrobić.
Zdesperowany próbował ponownie wykręcić jej numer, ale połączenie przeszło bezpośrednio do poczty głosowej – został zablokowany. Spróbował wideorozmowy, to samo. Wymazała go, jakby w ogóle nie istniał.
Declan siedział wstrząśnięty, podczas gdy narastało w nim poczucie pustki. Szybko wybrał numer Doriana, szukając odpowiedzi.
Kiedy dowiedział się, że Valerie nie tylko skończyła z nim, ale ostatecznie odcięła się od całej rodziny Sterlingów – wyprowadzając się z domu i porzucając wszystko, tylko dlatego, że odmówiła oddania swojego miejsca Giselle – Declan był zdruzgotany. Całkowicie zabrakło mu słów.
*****
Valerie w ciszy przeglądała nieliczne rzeczy, które udało jej się zabrać z domu Sterlingów. Wreszcie wyciągnęła z torby stare papiery adopcyjne, a jej palce zatrzymały się na nich przez krótką chwilę.
Lata temu, kiedy jej mentor, Thaddeus Thorne, oficjalnie ją adoptował, podjął ogromny wysiłek, by zapewnić jej nową tożsamość z dokumentami adopcyjnymi pod nazwiskiem, które już dawno zatarło się w pamięci.
Thaddeus uznał, że całkowicie czysta karta pomoże jej stanąć na własnych nogach i uniknąć problemów związanych z jej przeszłością. Dokument widniał tylko pod jej imieniem – czystym, niezależnym, dokładnie tak, jak to zaplanował.
Kiedy wróciła do rodziny Sterlingów, nawet nie raczyli zająć się formalnościami, ani nazwiskiem, niczym. Wszystko pozostało bez zmian.
Przesuwając palcami po papierze, Valerie poczuła dziwny spokój. To było prawie tak, jakby Thaddeus wiedział, że jeśli kiedykolwiek trafi z powrotem do „rodziny”, najprawdopodobniej potraktują ją jak obcą osobę, a może i gorzej.
Koncepcja rodziny zawsze wydawała jej się płytka, stanowiąca bardziej puste określenie niż coś realnego. Więzy krwi oznaczały dla niej zaledwie fałszywe obietnice, które niosły ze sobą wyłącznie rozczarowanie.
Z tą myślą Valerie podjęła decyzję. W tym nowym życiu będzie osobą, jaką zawsze chciał w niej widzieć Thaddeus – niezależną, stojącą na własnych nogach. Sama czy nie, da sobie radę.
Właśnie skończyła się pakować, kiedy zadzwonił jej telefon. To był znajomy z branży, ostrzegając ją, że znalazła się na czarnej liście.
Okazało się, że dyrektor Sterling Entertainment wspólnie z jednym z najważniejszych agentów rozesłali wiadomość w środowisku: nikt nie ma z nią pracować.
Valerie parsknęła śmiechem. Tego właśnie spodziewała się po swoich małostkowych braciach – zniszczenie jej kariery, by wymusić na niej powrót z podkulonym ogonem.
W klatce piersiowej poczuła ucisk, ale to nie był ból złamanego serca; to raczej dziwna mieszanka złości i rozbawienia. Ci ludzie – będący jej rodziną wyłącznie z nazwy – nie obchodzili jej ani trochę, rzucając ją na pożarcie wilkom z powodu zupełnie obcej im dziewczyny.
Całe szczęście, zdążyła już się nauczyć, żeby nie oczekiwać od nich niczego dobrego. Każda resztka „rodzinnej miłości”, jakiej kiedyś się kurczowo trzymała, została pogrzebana tuż przed jej podróżą w czasie, i teraz został jej już tylko krzywy, gorzki uśmiech na ustach.
Bez marnowania czasu, zadzwoniła do reżysera programu rozrywkowego, w którym miała wziąć udział, by upewnić się, czy nadal ma tam swoje miejsce. Od razu ją uspokoił – wciąż była w programie.
Po zakończeniu rozmowy weszła do internetu, by sprawdzić, jak mogłaby otworzyć własne studio artystyczne.
Sterling Entertainment to jeden z największych graczy na rynku, a skoro Rowan i Dorian postawili sobie za cel umieszczenie jej na czarnej liście, nikt nie odważy się zaryzykować sprzeciwu wobec nich bez wyraźnego powodu.
Ale Valerie się tym nie zrażała. Skoro nikt inny jej nie zatrudni, to zrobi to sama. Stworzy własne studio, weźmie sprawy we własne ręce, a z czasem ściągnie innych artystów, którzy zasługiwali na lepsze traktowanie.
Wraz z tym jak będą rosnąć w siłę i sławę, zbuduje swoje własne wpływy i wykorzysta je na własnych warunkach.
W ciągu zaledwie jednego tygodnia, po szybkiej konsultacji z prawnikiem, do którego miała zaufanie, Valerie złożyła odpowiednie dokumenty do rejestracji studia. Oczywiście wciąż potrzebowała lokalu i odpowiedniego zespołu, ale to wszystko mogło poczekać, aż zakończy pracę nad programem.
Pojechała podpisać kontrakt z zespołem produkcyjnym. Kiedy zeszła po schodach, o mało co nie zderzyła się z Dorianem, Kaelenem i Giselle. Wszyscy świetnie się bawili i głośno śmiali, ale gdy tylko ją zauważyli, nastrój natychmiast uległ zmianie.
Giselle po prostu nie mogła się powstrzymać i rzuciła Valerie złośliwy, zadowolony uśmieszek. – Och, Valerie, też jesteś tu podpisać umowę?
Valerie od razu wyłapała w głosie dziewczyny prowokacyjny ton. Uniosła brew i zapytała: – Co, a wy też tu jesteście, żeby podpisać kontrakty?
Giselle przytaknęła, a z jej głosu kapała wręcz fałszywa słodycz. – Oczywiście! Zrobiłabym wszystko, żeby wziąć w tym udział, więc Dorian załatwił mi spotkanie z reżyserem, a Kaelen poszedł z nami w formie wsparcia. Reżyser już się zgodził.
Dorian obdarzył Valerie zarozumiałym spojrzeniem. – Nie chcesz zrezygnować ze swojego miejsca? To nie ma znaczenia – mamy wiele innych sposobów, by upewnić się, że Giselle zdobędzie to, co jej się należy.
Valerie odwzajemniła jego spojrzenie zimnym uśmiechem. – A więc cały czas miałeś siłę przebicia, by wywalczyć dla niej miejsce, ale wolałeś włożyć ten sam trud w zmuszenie mnie do oddania ci mojego? Można tylko pomarzyć o takiej wspaniałej rodzinie, co?
Bracia Sterling byli w świecie branży rozrywkowej prawdziwymi legendami: Rowan jako magnat stojący na czele potężnego imperium rozrywkowego; Dorian jako agent promujący nowe gwiazdy; Caleb jako ulubieniec słuchaczy; Silas, genialny, wschodzący reżyser; a wreszcie Kaelen, muzyk święcący triumfy na listach przebojów.
Kiedy Kaelen, jako jedna z największych gwiazd, zaoferował udział w programie rozrywkowym, reżyser nie posiadał się z radości. Sam fakt, że Kaelen wszedł w projekt, gwarantował znakomite wyniki oglądalności oraz niezwykle dobrą reputację u rodziny Sterlingów.
Nie domagali się od reżysera ustąpienia miejsca dla Giselle; zamiast tego cały czas naciskali na Valerie, by oddała je dobrowolnie. A oczywiście, Giselle była więcej niż zadowolona z możliwości zaogniania konfliktu, pociągając za sznurki zza kulis.
Czysta ironia polegała na tym, że to Giselle ukradła całe życie Valerie – jej własne imię, rodzinę i wszystko, co tylko mogła – a Sterlingowie mimo to wciąż traktowali Giselle, jakby była ich ciałem i krwią, z kolei Valerie postrzegali zaledwie jako „tę, którą przygarnęli”.
Z jakiegoś pokrętnego powodu, w ich absurdalnym sposobie myślenia, Valerie ciągle była dłużna Giselle za to, że to ona zabrała jej dawne życie. Mimo że Valerie wróciła do rodziny, a całe wyższe sfery były z tym zaznajomione, rodzina Sterlingów nigdy publicznie jej nie uznała.
Dla nich Giselle zawsze pozostanie ich najcenniejszą małą księżniczką, a reszta świata po prostu się do tego dostosowywała. Absurd tej sytuacji sprawiał, że Valerie chciało się wymiotować.
Gdy ich uśmiechy natychmiastowo zniknęły i zastąpiły je surowe spojrzenia, w oczach Valerie pojawiło się obrzydzenie. Rzuciła w ich kierunku lodowate słowa: – Mam cholerne szczęście, że ostatecznie się od was odcięłam. W przeciwnym razie miałabym teraz nieodpartą ochotę zwymiotować.
Dorian wydawał się zbity z tropu. – Co ty, do jasnej cholery…
Twarz Kaelena pociemniała, a w jego głosie rozbrzmiała złość. – Uważaj, Valerie. Nie przeginaj, do cholery. – Im bardziej broniła swojego stanowiska, z tym większą chęcią miał ochotę ją uderzyć.
Valerie zrzuciła na niego pełne pogardy spojrzenie. – Nie powinnam przeginać? Gdy przypomnę sobie tylko, ile czasu zmarnowałam na udawanie tej uroczej, kochającej rodziny z wami, natychmiast wzbiera mi się na mdłości.
Z tymi słowami wyminęła ich bez ani jednego, ponownego spojrzenia, pozostawiając Doriana i Kaelena z surowymi spojrzeniami utkwionymi w jej plecach, podczas gdy Giselle z cichą rozkoszą chłonęła cały ten teatr, stojąc nieopodal.
















