W odległym magazynie Emma Wilson była pogrążona w szalejącym piekle, odurzona i związana, niezdolna do ruchu.
Przez śmiertelne płomienie dostrzegła swoją przyrodnią siostrę i jej nowego męża – tego samego, za którego wyszła za mąż wcześniej tego dnia w urzędzie miasta – stojących bezpiecznie i bez szwanku. W rozpaczy krzyknęła: "Czemu, kurwa, mi to robicie?!"
Stojąc w bezpiecznej odległości, jej siostra, Aria Wilson, odezwała się z pogardą: "Emma, naprawdę? Jeszcze się nie domyśliłaś? Eliasz cię nie zdradził – on cię nigdy nie kochał! Zabiegał o ciebie tylko po to, żeby położyć łapy na twoich udziałach. Teraz, kiedy je ma, a ty byłaś jego żoną przez jeden dzień, nadszedł czas, żebyś umarła!"
Oszołomiona zdradą, Emma z trudem pojmowała, że mężczyzna, któremu ufała przez trzy lata, może być tak okrutny.
Jej oczy wypełniła wściekłość, gdy Aria kontynuowała: "Rozumiesz, dlaczego musieliśmy to wszystko zaaranżować, prawda? Żeby Eliasz mógł się ciebie pozbyć, nie dzieląc się majątkiem. Cała fortuna Wilsonów będzie moja! Aha, i te dwa miliony dolarów, które zostawiła ci twoja kochana mama? Wydałam je na moje studia za granicą trzy lata temu, dzięki twojej naiwności. Przewracałaby się w grobie, wiedząc, że jej mąż został skradziony, jej córka zamordowana, a oszczędności życia sprzątnięte przeze mnie!" Wybuchnęła ohydnym śmiechem.
Gdy ogień szalał coraz głośniej, Emma, przez łzy, patrzyła, jak Aria i Eliasz odchodzą, trzymając się za ręce i śmiejąc się.
Oślepiona żalem i wściekłością, oczy Emmy płonęły nienawiścią. Nie była gotowa umrzeć – nie w ten sposób.
Nagle eksplozja wstrząsnęła magazynem, a betonowa belka runęła w jej kierunku. Emma próbowała się uchylić, ale jej ciało było wyczerpane z sił.
Wtem usłyszała szybkie kroki. Mężczyzna rzucił się w jej stronę i osłonił ją swoim ciałem. Sekundę później belka zmiażdżyła mu plecy.
Wśród szalejących płomieni Emma dostrzegła twarz mężczyzny i zamarła. "Liam… Co on tu robi?"
"Nie bój się, Emma" – wymamrotał Liam Hall, a jego oczy były przekrwione ze zmęczenia.
Przybył, jak tylko dowiedział się o wszystkim, ale było już za późno.
"Nie – uciekaj stąd!" – krzyknęła Emma, gdy sufit groził zawaleniem.
Ale Liam został, zaciekle ją chroniąc, gdy płomienie i gruz spadały wokół niego, a zapach palonego ciała wypełniał powietrze.
"Dlaczego… Czemu, do cholery, to robisz?" – płakała Emma, a łzy spływały jej po twarzy.
"Nie martw się, Emma" – głos Liama był spokojny, niemal pogodny pośród chaosu. "Nie pozwolę ci zmierzyć się z tym samej. Nawet w śmierci. Zawsze będę z tobą…" Jego przystojna twarz stopniowo znikała w płomieniach.
Rozpacz ogarnęła Emmę, gdy zamknęła oczy, przysięgając sobie: "Eliasz! Ario! W innym życiu przysięgam, że wam nie odpuszczę!"
"Liam… następnym razem to ja cię ochronię" – wyszeptała mu do ucha. Zanim skończyła mówić, ogień buchnął, pochłaniając obejmującą się parę w swoim zaciekłym uścisku.
*****
Oczy Emmy otworzyły się gwałtownie. Zamiast piekła, którego się spodziewała, znalazła się w ciepłym, przytulnym pokoju.
Instynktownie sprawdziła dłonie. Były nienaruszone, nie nosiły już odcisków po treningu sztuk walki i żadnych śladów oparzeń – co się działo?
Skanując wzrokiem pokój, Emma zdała sobie sprawę, że to miejsce nie jest zwykłym hotelem. Było wyposażone w sprzęt medyczny i unosił się w nim delikatny zapach środka dezynfekującego, przypominający bardziej luksusowy apartament szpitalny niż cokolwiek innego. Wszystko to wydawało się niepokojąco znajome.
Nagle ją olśniło. "To dzień, w którym zostałam zabrana z powrotem do Wilsonów, kiedy skończyłam 18 lat! Odrodziłam się w dniu, w którym wróciłam do Troln City!"
Emma powstrzymała falę ekstatycznej ulgi. Mając tę drugą szansę na życie, przysięgła, że doszczętnie zniszczy szumowiny, które wcześniej zrujnowały jej życie.
"Emma, twoja krew została wysłana do badań. Teraz zdejmij płaszcz, żebym mógł cię zbadać" – rozległ się głos, gdy wszedł mężczyzna w białym fartuchu. Był uderzająco przystojny, a łezkowaty pieprzyk podkreślał jego oczy.
To był Eliasz Taylor. Wściekłość zawrzała w Emmie, gdy stanęła twarzą w twarz z mężczyzną odpowiedzialnym za tak wiele jej przeszłych cierpień.
W poprzednim życiu posłusznie zdjęła płaszcz bez wahania, a właśnie wtedy wpadli reporterzy, zaalarmowani przez Arię i jej okrutną macochę Norę Wilson. Oszkalowali ją, przedstawiając jako bezwstydną uwodzicielkę, która rzekomo próbowała uwieść lekarza już pierwszego dnia po powrocie. Jej ojciec, babcia i cała rodzina Wilsonów odwrócili się od niej, napiętnując ją jako hańbę.
"Oczywiście, to wszystko było od początku ustawione przez Eliasza i Arię" – zdała sobie sprawę Emma. Napędzana wściekłością, chwyciła wazon z szafki nocnej i rzuciła nim w głowę Eliasza, rozbijając go z głośnym hukiem.
Eliasz zatoczył się, a z jego głowy trysnęła krew. Nigdy nie spodziewał się, że pozornie naiwna i krucha Emma wybuchnie.
"Co, kurwa, Emma?" – ryknął Eliasz, trzymając się za zranioną głowę.
"Eliaszu, myślisz, że możesz mnie porwać i ci się upiecze? Spuszczę ci łomot!" – odkrzyknęła Emma, a jej głos był przesiąknięty furią.
Eliasz był całkowicie zaskoczony. Jeszcze przed chwilą Emma potulnie poszła za nim do szpitala, a teraz oskarża go o porwanie. "Czy ona się czegoś domyśliła?" – zastanawiał się.
"Emma, o czym ty, do cholery, mówisz? Porwanie? Przyszłaś tu z własnej woli –" Urwał, gdy uderzyła go ponownie wazonem.
Opanowała go panika i zawołał o pomoc: "Pomocy! Powstrzymajcie ją!"
Siedmiu lub ośmiu rosłych mężczyzn wbiegło do pokoju.
"Więc miałeś swoich zbirów czekających na zewnątrz?" – zadrwiła Emma, a w jej oczach malowała się pogarda. "Co, gotowi mnie zmusić, jeśli nie będę posłuszna?"
Twarz Eliasza wykrzywiła się wściekłością, a wszelkie ślady jego wcześniejszej dżentelmeńskiej postawy zniknęły. "Chciałem cię tylko zbadać, a ty przekręcasz to w porwanie! Złapać tę wariatkę, już!" – rozkazał.
Emma prychnęła, a jej umysł pracował na pełnych obrotach. "Te dranie" – pomyślała. "Jeśli będę miła, obrzucą mnie błotem. Jeśli będę się bronić, nagle stanę się osławioną wariatką. Cóż, jeśli mają mnie nazywać wariatką, równie dobrze mogę się z tym pogodzić".
"Jeśli jestem winna, niech prawo mnie ukarze, a nie wy, opryszki!" Z tymi słowami strzeliła knykciami i rzuciła się na nich.
Przez tych szumowin jej powrót do rodziny Wilsonów był koszmarem. Obsypywali Arię wszystkim, co najlepsze, zostawiając Emmie okruchy i codzienne obelgi.
Doprowadzona do rozpaczy Emma uciekła z rodziny Wilsonów i dołączyła do tajemniczej organizacji, poświęcając się nauce, jak się bronić. Teraz nadszedł wreszcie czas na zemstę.
Zbiry początkowo osłupieli, gdy Emma na nich runęła, ale jej szybkie kopnięcie w szyję jednego z nich i bezlitosny cios w oko drugiego szybko zamieniły ich zaskoczenie w krzyki.
Chwilę później wszyscy zbiry leżeli pokonani na ziemi.
W pokoju ochrony szpitala grupa ochroniarzy oglądała monitor w milczącym osłupieniu. Musieli przyznać, że ludzie Eliasza nie dorównywali jej. Jednak zaciekłe umiejętności Emmy sprawiły, że nawet ci zahartowani ochroniarze byli ostrożni.
Wśród nich mężczyzna na wózku inwalidzkim był przyklejony do ekranu, a jego wzrok był niezachwiany.