Krążek i łapy: Przejęta przez alfę z sąsiedztwa

Krążek i łapy: Przejęta przez alfę z sąsiedztwa

Autor: Lilith Nightshade

#Rozdział 2: Dziwna różowa poświata
Autor: Lilith Nightshade
17 lip 2026
Perspektywa Cassii Po kilku mrugnięciach kolor znika. Pewnie kręci mi się w głowie, myślę. To był długi dzień. Wygląda na zaskoczonego, ale jego wyraz twarzy szybko zmienia się w uśmiech. Boże, ten uśmiech. Bierze głęboki wdech i opiera się o framugę drzwi. — Cześć — mówi. Ma głęboki i łagodny głos. — Jestem twoim nowym sąsiadem. Miałem wpaść z winem, żeby się przedstawić, ale przegapiłem okazję. W końcu wyrywam się z otępienia i zdobywam się na uśmiech. — Cóż, możemy udawać, że to się nie wydarzyło, jeśli to oznacza, że przyniesiesz mi to wino. On się śmieje — Boże, nawet jego śmiech jest pociągający — i wyciąga rękę. — Jestem Killian. Uścisnęłam jego dłoń, uśmiechając się. — Ja jestem Cassia. — Cassia — powtarza. — Piękne imię. Zapamiętam je. — Nigdy nie uważałam, żeby moje imię było szczególnie wyjątkowe, ale kiedy on je wypowiedział, poczułam się, jakby było najcenniejszą rzeczą na świecie. — Ja jestem Felicity, ale to nieważne — wtrąca się wesoło Felicity. — Idziemy dziś pić. Do nowego baru, „The Mooncrest”. Powinieneś do nas dołączyć. — Na pewno masz mnóstwo roboty — mówię szybko. — Ale... jeśli znajdziesz czas, mogłabym zapisać ci nazwę baru? — Killian macha ręką. — Nie martw się. Zapamiętam. — Parska śmiechem. — Jestem wilkołakiem, więc często słyszę o „księżycu”. Serce mi zamiera. Co za pech. Nie ma mowy, bym znów popełniła ten sam błąd. — Powinnyśmy już iść, te margarity same się nie wypiją — mówię. Zanim Felicity zdąży zaprotestować, łapię ją za ramię i odciągam. — Czekaj — mówi Killian. — Tak? — pytam. Zmuszam się do ponownego kontaktu wzrokowego z nim, akurat w porę, by zobaczyć skomplikowaną emocję przemykającą przez jego twarz. — Twoje perfumy — mówi. — Są ładne, ale nieuchwytne. Czy to jakiś specjalny produkt? — Och... dziękuję — odpowiadam — ale właściwie nie używam perfum. — Spodziewam się, że Killian poczuje się zakłopotany, zamiast tego na jego ustach błąka się tajemniczy uśmiech. — Przepraszam — mówi. — To musi być coś innego. Proszę, nie daj się prosić drinkom przeze mnie. Mimo jego przeprosin ta chwila pozostawia we mnie dziwne uczucie. Czuję na sobie wzrok Felicity i widzę jej szeroki uśmiech, gdy ciągnę ją po schodach na zewnątrz. Dopiero gdy siadamy przy barze, w końcu wybucha. — Cassia! — wykrzykuje podekscytowana. — Słyszałaś to? On z tobą flirtował! Zaciskam usta. — Nie wiem — mówię niepewnie. — Może po prostu poczuł coś na korytarzu. — Może — mówi Felicity. — Ale widziałaś, jaki on był gorący?! Do tego miał Rolexa na ręku. Ewidentnie śmierdzi groszem! Wzdycham. — Nie jestem w nastroju. Poza tym to wilkołak. — I co z tego? — Jak to „co z tego”? — pytam. — Nawet gdybym go brała pod uwagę, on i tak w końcu znajdzie swoją przeznaczoną. — No cóż, ty mogłabyś być jego przeznaczoną — mówi figlarnie Felicity. Krzywię się. — Ludzie zazwyczaj nie bywają przeznaczonymi wilkołaków. — Tak powiedział mi Xander. Czuję ukłucie w sercu na to wspomnienie. Przekomarzamy się z Felicity. Widać, że próbuje odwrócić moją uwagę, ale moje myśli błądzą. Nic nie zostało rozwiązane. Jutro w pracy będę musiała spotkać Xandera i Sloane. Kiedy Felicity sugeruje, byśmy zamówiły kilka kolejek, z radością się zgadzam. Postanawiam utopić smutki, ten jeden jedyny raz. Potrzebuję tego. Kłócimy się o coś z Felicity, gdy nagle ktoś zasłania mi światło. Serce podchodzi mi do gardła. Rozpoznam tę sylwetkę wszędzie, nieważne jak bardzo będę wstawiona. — Och — wyrwało mi się — nie myślałam, że przyjdziesz. — Cóż, przepraszam, że cię rozczarowałem — droczy się Killian. Felicity zrywa się na równe nogi. — Zajmij moje miejsce! — nalega. — Ja wychodzę. Już teraz. Gwałtownie odwracam głowę w jej stronę. — Co? Od kiedy? — żądam wyjaśnień. Felicity szczerzy się. — Wybacz! Mój Uber już jest! — Zanim zdążę zaprotestować, wybiega przez drzwi. Jęczę cicho. Byłoby zbyt niezręcznie po prostu zostawić Killiana samego, więc uśmiecham się. — Przepraszam za nią — mówię — Felicity to... niezłe ziółko. Killian śmieje się i wsuwa na kanapę naprzeciwko mnie. — Widzę. Ty też jesteś niezłym ziółkiem. Jesteś zabawna. I tajemnicza. — Zbyt dobrze o mnie myślisz — mówię, unosząc szklankę do ust, by ukryć zmieszanie. — Wręcz przeciwnie. Myślisz o sobie zbyt mało — odcina się. Przywołuje kelnera, by zamówić drinka, dając mi chwilę na zebranie myśli. Gdy kelner odchodzi, znów skupia na mnie uwagę. — Opowiedz mi o sobie — mówi. Intensywność jego spojrzenia sprawia, że serce mi drży. — Co chcesz wiedzieć? — Wszystko — mówi niskim głosem. — Ale na początek, czym zajmujesz się zawodowo? Lekko się odprężam. Przynajmniej pierwsze pytanie nie jest zbyt intymne. — Jestem agentką nieruchomości — mówię. — Nic szczególnie „tajemniczego”. Killian uśmiecha się. — To z pewnością ważna praca. Sam właśnie szukam domu, więc mam dla twojej branży teraz szczególny szacunek. Jestem w tym kompletnie zielony. — Natychmiast ożywiam się. — Och, chętnie pomogę! — mówię entuzjastycznie. — W tej okolicy jest wiele rzeczy do rozważenia. Chodzi przede wszystkim o planowanie przestrzenne. Układ pomieszczeń też robi wielką różnicę... — Głos mi cichnie, gdy dociera do mnie, że zaczynam się rozwodzić. Chcę go przeprosić, ale zauważam, że Killian pochyla się do przodu. — Masz pasję — zauważa Killian. Patrzy na mnie, jakbym była najciekawszą osobą na świecie. Moje serce trzepocze. — Chyba tak — mówię z zawstydzonym uśmiechem. — Ale naprawdę... jeśli będziesz potrzebował pomocy, nie wahaj się odezwać. — Będę o tym pamiętał. Mam jutro spotkanie w biurze nieruchomości, ale jeśli nie pójdzie dobrze, zapukam do ciebie. Rozmowa między nami klei się zaskakująco naturalnie. Nasze poczucie humoru idealnie do siebie pasuje. Zamawiamy kolejkę za kolejką, nie chcąc, by ta noc się skończyła. Nawet nie zauważam, ile czasu minęło. Przez moment wydaje mi się, że znów widzę ten dziwny różowy blask. Uznaję, że muszę być tak pijana, że mam majaki. Kiedy zamykają bar, oboje jesteśmy już solidnie wstawieni. Wychodząc, opieramy się mocno o siebie, wciąż się śmiejąc. Dopiero gdy wchodzimy po schodach, uświadamiam sobie, że od przybycia Killiana ani razu nie pomyślałam o Xanderze. Nawet nie zauważam, kiedy mijam swoje mieszkanie. Orientuję się dopiero wtedy, gdy stajemy przed drzwiami Killiana. — Och — mówię. Jestem zbyt wstawiona, by czuć zażenowanie. — Po prostu szłam za tobą. Na ustach Killiana pojawia się przebiegły uśmiech. — Nie narzekam — mówi. Otwiera drzwi kluczem. — Nie powstrzymam cię, jeśli będziesz szła dalej. Przełykam ślinę. Killian odwraca się i wchodzi do mieszkania. Waham się tylko przez ułamek sekundy, po czym wchodzę za nim. Killian siedzi już na łóżku. Jeszcze do niego nie dołączam. Stoję metr od niego. — Więc — mówię — czy zamierzasz zaprosić mnie do siebie? Wzrok Killiana wędruje po moim ciele. Wypuszcza głęboko powietrze. — Proszę — mówi niskim głosem. Nie musi prosić dwa razy. Pokonuję dzielący nas dystans i siadam na nim okrakiem na krawędzi łóżka. Przyciąga mnie do siebie tak delikatnie, że aż wzdycham. Gdy tylko jestem wystarczająco blisko, wciąga mnie w czuły, a zarazem namiętny pocałunek. Ten pocałunek jest inny niż wszystko, co do tej pory czułam. Killian opada na plecy na łóżko, a ja za nim. Szybko staje się jasne, że nie potrzebujemy słów, by się porozumieć. Nasze ciała poruszają się synchronicznie, jakbyśmy zostali dla siebie stworzeni. Kiedy w końcu zaplątujemy się w pościel, skóra przy skórze, dociera do mnie, że nigdy wcześniej nie zaznałam takiego poziomu satysfakcji. Gdy Killian przyciska się do mnie, słyszę w uchu jego ciężki oddech. Moje paznokcie wbijają się w mięśnie jego pleców. Gdyby jego usta nie znajdowały się tak blisko mojej szyi, mogłabym nie usłyszeć tego, co powiedział. — To naprawdę ty. Nie mam czasu zastanawiać się nad jego słowami, bo oboje zostajemy porwani przez ekstazę. Przez długą chwilę leżymy w łóżku. Słyszę, jak bicie jego serca stopniowo zwalnia. Nie wiem, czy kiedykolwiek w życiu czułam się tak zrelaksowana. Komfortowa cisza trwa jakiś czas. Wkrótce jednak Killian przesuwa dłonią po moim ramieniu i nasze ciała znów lgną do siebie. Nie wiem, czy kiedykolwiek będę chciała przestać.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

#Rozdział 2: Dziwna różowa poświata – Krążek i łapy: Przejęta przez alfę z sąsiedztwa | Czytaj powieści online na beletrystyka