Myślałam, że śmierć ojca będzie moim wyzwoleniem. Myliłam się. Dla watahy Meridia nie byłam córką Alfy; byłam pozbawioną wilka hańbą, „rozczarowaniem”, którym można handlować jak bydłem. Zanim w ogóle zdążyłam pogrążyć się w żałobie, Beta mojego ojca zaciągnął mnie w srebrnych kajdanach do mroźnego piekła Borealu. Mój cel podróży? Trzej Królowie Północy – mężczyźni, którzy nienawidzą mojego rodu i łakną moich ziem. Odarli mnie z ubrań, godności i dziedzictwa. Z aktem przymusowego małżeństwa w ręku i zimnym, wygłodniałym spojrzeniem zamierzają złamać to, co jeszcze ze mnie zostało. Nazywają mnie „dziwką”, słabeuszem, pionkiem. Myślą, że wygrali, bo ukradli moje ziemie i skrępowali mi dłonie. Ale gdy lód Borealu zaczyna wsączać się w moje żyły, budzi się we mnie zupełnie inna moc. Kupili złamaną dziewczynę, lecz już wkrótce poznają potwora, którego mój ojciec tak bardzo starał się ukryć.

Pierwszy Rozdział

Perspektywa Valerii Beta Boris ciągnął mnie za włosy po szorstkiej, zimnej podłodze, a każde pociągnięcie wywoływało piekący ból skóry głowy. Męka była nie do zniesienia, każde szarpnięcie sprawiało wrażenie, jakby moja skóra miała się rozedrzeć. Moje oczy wypełniły się łzami, i bez względu na to, jak bardzo starałam się je powstrzymać, wylały się, gorące i niepowstrzymane, spływając po moich policzkach. Każdy centymetr mojej nagiej skóry był zdarty, ocierając się o ostre, wyszczerbione kamienie poniżej, a każde otarcie otwierało nowe rany, które piekły i paliły. Nie mogłam nawet opłakiwać śmierci ojca. Nie dano mi ani chwili na żałobę, na refleksję czy złapanie tchu, zanim zdecydowano, że będę następną, którą należy odrzucić. Mój ojciec — Alfa Viktor Draganov — zginął z powodu zatrucia srebrem po brutalnej bitwie. Był Alfą Meridii, którego wielu się bało, lecz nikt nie kochał. Był bezlitosny, był człowiekiem o żelaznym sercu i takich samych pięściach. Jego potęga była przytłaczająca, a on sam rządził z legendarnym okrucieństwem. Brał wszystko, czego zapragnął, bez wahania i litości, pozostawiając za sobą złamanych ludzi. Chciwy i wiecznie nienasycony, zawsze pragnął więcej. A ja, jego jedyne dziecko, nie stanowiłam wyjątku od jego okrucieństwa. Dla niego byłam rozczarowaniem od chwili narodzin. Pragnął syna, a ja — słaba, późno dojrzewająca dziewczyna — byłam w jego oczach hańbą. Z założenia Alfowie z rodu Valkin zyskiwali swoje wilki w wieku szesnastu lat, a ja, mając osiemnaście, wciąż byłam bez wilka, uznana za nic więcej niż zwykłego wilkołaka. Winił za to moją matkę i nigdy nie wahał się okazywać tej nienawiści. Gardził nią, ponieważ nie była jego przeznaczoną partnerką. Wilkołaki Alfa Valkin, takie jak mój ojciec, prawdziwie manifestowały swoją magię tylko wtedy, gdy łączyły się więzią ze swoją przeznaczoną partnerką, a on wybrał moją matkę. Pozbawiony magii, która wzmocniłaby jego potęgę, całą swoją gorycz i urazę przelał na nią. Ja, jego córka, jego niechciane dziecko, symbol jego żalów, również ponosiłam tego ciężar. Alfowie Valkin różnili się od innych wilkołaków Alfa. Posiadali ogromną moc, niezrównaną siłę i magię, która czyniła ich wyższymi. Mogli dominować nad innymi Alfami, wzbudzać szacunek jednym spojrzeniem, ale tylko wtedy, gdy byli złączeni ze swoją przeznaczoną partnerką. Mój ojciec nigdy nie posiadł tej magii, ponieważ wybrał moją matkę — wybór, który sprawił, że jego uraza i gniew narastały, aż całkowicie go pochłonęły. A nienawiść ta stawała się jeszcze mroczniejsza, gdy odkrył prawdę: moja matka zabiła jego prawdziwą partnerkę, aby go zatrzymać. Mając takich rodziców, wiedziałam, że wszyscy patrzą na mnie i widzą to, co najgorsze. Ludzie szeptali, że skończę tak samo jak oni. Zakładali, że noszę w sobie ten mrok. Ale w głębi duszy, całą sobą miałam nadzieję, że się mylili, że mogę być inna. Moja matka zmarła ze złamanym sercem, wygnana sprzed jego oblicza, jakby to ona sama miała moc dać mu syna. Wyrzucił ją, obwiniając za rzeczy, nad którymi nikt nie miał kontroli, a kiedy w końcu odeszła ze złamanym duchem, gniew i rozczarowanie ojca zwróciły się przeciwko mnie. Nigdy nie podniósł na mnie ręki, ale nie musiał, żeby jego pogarda zabolała. Odmówił mi miłości, odmówił uznania, jakbym była zaledwie duchem w jego domu. Był Alfą Meridii, a jednak nie mógł znieść, by traktować swoje jedyne dziecko, swoją córkę, z szacunkiem, jaki powinnam była otrzymać. Byłam dla niego nikim. I wszyscy inni o tym wiedzieli. Więc gdy Beta Boris wlókł mnie po podłodze, półnagą, boso, ze srebrnymi kajdanami wbijającymi się w nadgarstki, moje zdezorientowanie piekło równie mocno co upokorzenie. Co takiego zrobiłam, żeby na to zasłużyć? Dlaczego tak bardzo rwał się, żeby rzucić mnie wilkom na pożarcie, żeby odrzeć mnie z resztek godności, jakie mi pozostały? Jego dłoń szarpnęła mnie brutalnie, a ja krzyknęłam zdesperowanym głosem, lecz pozbawionym jakiejkolwiek mocy bez mojego wilka. – Puść mnie! Puść mnie! – Moje słowa odbiły się echem, puste i bezradne. Ale Boris tylko się skrzywił, a jego śmiech był okrutnym przypomnieniem mojej słabości, faktu, że bez mojego wilka byłam wobec niego bezsilna. Zaciągnął mnie w stronę czekającej furgonetki, gdzie stał kolejny nieznajomy, wysoki i postawny, z brodą zaplecioną w grube, szorstkie sploty. Jego obecność była lodowata, a jego ciemne, puste oczy taksowały mnie z rodzajem obojętności, która przyprawiała o dreszcze. Nie mogłam powstrzymać fali strachu, która mnie obmyła, ale przełknęłam go, zdeterminowana, by nie pozwolić mu zobaczyć, jak kuliłam się w sobie. – To ona? – zapytał nieznajomy, a jego głos był szorstki jak papier ścierny. Nie patrzył na mnie, gdy mówił, jakbym była jedynie przedmiotem do przekazania. Boris szybko skinął głową, aż nazbyt chętnie, jakby pozbycie się mnie było nagrodą samą w sobie. Nieznajomy wyciągnął rękę, podnosząc mnie jednym szybkim, płynnym ruchem, a jego uścisk był nieustępliwy. Obejrzał mnie, studiując z obojętną ciekawością. – Bez wilka? – zapytał, odwracając się do Borisa. – Ma osiemnaście lat – powiedział Boris, a jego lekceważący ton przypominał im obu, że minęłam już wiek, by zyskać wilka, a jednak tu byłam — bez wilka, bez magii, w ich oczach niewiele więcej niż zwykły wilkołak. – Jest z Draganovów? – dopytywał mężczyzna. Boris znów skinął głową, z cieniem drwiącego uśmiechu. – Ostatnia z nich. A na te słowa usta nieznajomego wykrzywiły się w przerażającym uśmiechu.

Odkryj więcej niesamowitych treści