VOKTOR
Cały dzień siedziałem zamknięty w gabinecie, pijąc butelkę za butelką. Nawet nie wiem, ile pieprzonych papierosów wypaliłem. Jej niewinne błagania, bym przestał ją ranić, kompletnie mnie zniszczyły. Nigdy nie powinienem jej wykorzystywać...
Byłem wystarczająco silny, by ją chronić... prawda? Ale to miałoby sens tylko wtedy, gdyby istniał ktoś, kto ochroniłby ją przede mną... Byłem potworem
















