Victor
Stałem przed sięgającymi od podłogi do sufitu oknami mojego gabinetu, a panorama miasta rozciągała się pode mną niczym obraz, który zdążył mi się już znudzić. W szybie odbijały się nikłe zarysy mojej sylwetki: ręce w kieszeniach, poluzowany krawat, zaciśnięta szczęka.
Za moimi plecami znajomy głos przerwał ciszę.
— Panie Kincaid.
Nie odwróciłem się natychmiast. Wiedziałem już, kto t
















