Lilac wyglądała tego ranka tak pięknie, stojąc u boku Luny Jasmine i Alfy Jamesa przy bramie wjazdowej na terytorium watahy Złotego Pazura.
Za nimi zgromadziło się mnóstwo ludzi, oczekujących na powrót swoich bliskich, którzy dołączyli do wojny przeciwko lykanom.
– Widzę ich – wyszeptała Luna Jasmine, ściskając mocno dłoń Lilac. Jej oczy były pełne łez szczęścia, podobnie jak oczy Lilac. Jej twarz wyrażała mieszankę zdenerwowania i oczekiwania.
Nie mogła się doczekać, aż zobaczy swojego partnera.
Zgadza się. Była przeznaczoną Aidena. Głównego bohatera dzisiejszego wydarzenia i następnego w kolejce do tytułu Alfy tej watahy.
– Tak, ja też ich widzę, matko – odpowiedziała Lilac, mocno ściskając dłoń Luny Jasmine. Trzymały się nawzajem dla otuchy, gdy ulga i szczęście zalewały ich istoty.
Lilac była sierotą, więc kiedy Luna Jasmine kazała jej nazywać się „matką”, była to najlepsza chwila w jej życiu. Ustępowała jedynie momentowi, w którym po raz pierwszy spotkała Aidena i oboje zdali sobie sprawę, że są sobie przeznaczeni.
– Tam! To Aiden! – Lilac wskazała palcem na tłum, który miarowo zbliżał się w ich stronę. Jasne światło słoneczne za ich plecami tworzyło tło, rzucając przed nimi długie cienie. Aiden prowadził za sobą około tysiąca wojowników.
Gdyby Lilac mogła, pobiegłaby w stronę Aidena i mocno go przytuliła. Rozłąka trwająca rok to długi czas dla nowo odnalezionych partnerów, ponieważ Aiden wyruszył na pole bitwy zaledwie dwa tygodnie po tym, jak się poznali.
Po tym czasie mogli kontynuować komunikację jedynie listownie. Było to trudne, ale ostatecznie im się udało, a przynajmniej tak myślała Lilac.
Nie mogła jednak zrobić nic impulsywnego, ponieważ wokół było tak wielu ludzi, a ona była przyszłą Luną watahy, więc musiała uważnie pilnować swojego zachowania.
Kiedy długa świta zbliżyła się, a Aiden zsiadł z konia, udał się prosto do ojca, by zameldować, że wypełnił swój obowiązek.
– Jestem z ciebie taki dumny – powiedział Alfa James, obejmując syna, a tłum wiwatował głośno na ich cześć; niedługo potem wszyscy powitali członków swoich rodzin.
– Matko – zawołał Aiden, a Luna Jasmine podeszła, by mocno przytulić syna. Rozpłakała się i powtarzała, jak bardzo za nim tęskniła i jak się cieszy, że znów go widzi.
W międzyczasie Lilac bardzo denerwowała się, czekając na swoją kolej; czuła się przytłoczona świadomością, że nie musi już na niego czekać ani wypatrywać jego listów, bo teraz on już tu był. Jej przeznaczony. Spędzą razem resztę życia, a przynajmniej tak jej się wydawało.
A kiedy nadeszła kolej Lilac, podeszła do niego z otwartymi ramionami, gotowa przytulić swojego partnera, ale Aiden cofnął się o krok, by jej uniknąć, i odwrócił wzrok.
Lilac zamarła w miejscu, widząc jego reakcję, jej ramiona opadły wzdłuż ciała i musiała użyć całej swojej siły woli, by nie zapłakać, gdy Aiden jedynie skinął jej głową od niechcenia, jakby próbował nie zauważyć jej istnienia, co sprawiło, że serce Lilac zamarło.
Dlaczego był tak chłodny i zdystansowany teraz, gdy w końcu znów się spotkali?
– Ja... tak bardzo się cieszę, że cię widzę – powiedziała Lilac cichym głosem, czując zażenowanie, i cofnęła się o krok, by znów stanąć obok Luny Jasmine. Nie chciała, by zobaczyli, jak bardzo jest zdenerwowana, i pomyśleli, że próbuje zwrócić na siebie uwagę, podczas gdy nie otrzymała tak bardzo zasłużonego, namiętnego powitania od własnego partnera.
– Cieszę się, że wróciłem – powiedział Aiden oschłym tonem, ale jego oczy lekko przygasły, gdy na krótki moment spojrzał na Lilac. W jego spojrzeniu był ból i dyskomfort, zanim odwrócił się i ujął dłoń kobiety, która najwyraźniej stała za nim, niezbyt daleko od nich.
Kobieta ta miała długie rude włosy opadające na plecy i niebieskie oczy; wyglądała tak pięknie i atrakcyjnie.
Lilac nie zauważyła jej do tej pory, ponieważ skupiała się wyłącznie na Aidenie. A kiedy on faktycznie zwrócił ich uwagę na tę piękną kobietę, jej przeczucie w końcu podpowiedziało jej, że z tą całą sytuacją jest coś nie tak.
Serce zabiło jej mocniej, gdy patrzyła, jak Aiden zacieśnia uścisk na dłoni tej kobiety, splatając z nią palce.
– Ojcze, matko, to jest kobieta, o której wspominałem w liście – powiedział Aiden. Nadal odmawiał spojrzenia w stronę Lilac. Próbował udawać, że jego partnerka jest niewidzialna, ale wyraźnie było widać, jak niekomfortowo czuje się z obecnością Lilac.
Kobieta?
Lilac próbowała sobie przypomnieć, gdzie Aiden kiedykolwiek wspomniał o tej kobiecie w ich listach, ale nie mogła sobie przypomnieć niczego takiego.
– Kim ona jest? – Pytanie wymknęło się z ust Lilac, zanim zdążyła je przetworzyć, a Luna Jasmine natychmiast chwyciła ją za rękę i uśmiechnęła się do niej smutno.
– Wróćmy najpierw do domu watahy i porozmawiajmy o tym później, dobrze? Aiden musi być bardzo zmęczony – powiedziała do niej cicho Luna Jasmine swoim matczynym tonem, co sprawiło, że Lilac nie miała innego wyboru, jak tylko się zgodzić.
Zanim odeszli, Lilac zerknęła przez ramię i zobaczyła, jak Aiden spuszcza głowę ze wstydem pod surowym spojrzeniem ojca. Alfa James wyglądał na tak wściekłego, a jego dumny wyraz twarzy dawno zniknął.
– Co się dzieje? – zapytała Lilac Lunę Jasmine. Wyglądało na to, że coś przed nią ukrywają, a ona nie mogła zrozumieć, dlaczego Aiden trzymał za rękę inną kobietę, odmawiając uznania jej samej. – Matko, kim jest ta kobieta?
Luna Jasmine pokręciła głową, prowadząc Lilac z powrotem do domu watahy, gdzie zamierzali urządzić przyjęcie powitalne dla wszystkich wojowników, którym udało się bezpiecznie wrócić po długiej wojnie, a jutro miał odbyć się pogrzeb, by pochować zmarłych.
– Porozmawiamy o tym później. – Luna Jasmine wciąż powtarzała to samo.