Lilac nie mogła już usiedzieć w miejscu ani cieszyć się przyjęciem, gdy Aiden unikał jej jak zarazy. Wymyślał najbardziej absurdalne wymówki, byle tylko nie zostać z nią sam na sam, ignorując jednocześnie wszystkie jej pytania o to, dlaczego się od niej dystansuje.
Od momentu powrotu do watahy nie było żadnego uścisku, pocałunku ani nawet cienia wyjaśnienia z jego strony na temat jego zachowania. Lilac nie mogła mu nawet pogratulować ani powiedzieć, jak bardzo cieszy się z jego powrotu.
Nie mogła domagać się jego uwagi, ponieważ na głównym dziedzińcu otaczało ich tak wielu ludzi, podczas gdy kobieta, która przybyła z Aidenem tego ranka, przebywała w jego sypialni. Co to miało znaczyć? Luna Jasmine i Alfa James nic jej nie powiedzieli, rzucając tylko: porozmawiamy o tym po przyjęciu.
Prawdopodobnie przemawiała przez nią paranoja, ale ciągle czuła, że reszta wojowników, którzy wyruszyli na wojnę z Aidenem, patrzy na nią z litością.
I po długich godzinach bolesnego oczekiwania, gdy Lilac zmieniła się niemal w kłębek nerwów, w końcu usiedli razem w gabinecie Alfy.
Lilac usiadła obok Luny Jasmine. Trzymała ją mocno za rękę, a w oczach miała niewylane łzy. Dlaczego płakała?
– Co tu się dzieje? Co wiecie, o czym ja nie wiem? Kim jest ta kobieta? – Wszystkie pytania Lilac spotkały się z milczeniem.
– Poczekajmy na przyjście Aidena, on wszystko wyjaśni – powiedział w końcu Alfa James. Ponieważ Lilac nie mogła sprzeciwić się Alfie, przestała zadawać pytania.
Czekali w ciszy kolejne piętnaście minut, aż Aiden wszedł do gabinetu z „nią”, kobietą z dzisiejszego ranka. Szli razem, a ten widok sprawił, że Lilac poczuła się nieswojo. Czuła ten zły omen dotyczący tego, co miało się wydarzyć, ale wciąż tkwiła w zaprzeczeniu.
Nie było mowy, żeby Aiden zrobił jej coś takiego. Byli sobie przeznaczeni, mieli być razem. Musiało tu zajść jakieś nieporozumienie.
I oto usiadł obok tej kobiety, wciąż próbując unikać jej wzroku. Jak ten mężczyzna mógł szarżować na wroga bez strachu, a nie potrafił znaleźć w sobie odwagi, by na nią spojrzeć?
– Matko, ojcze – odezwał się Aiden po odchrząknięciu. Wyglądał na tak zdenerwowanego, splatając dłonie. To był jego nawyk. – Kobieta, o której wspominałem w liście, Ruby. – Zerknął na kobietę siedzącą u jego boku i znów odchrząknął. – Biorę ją za moją wybraną partnerkę.
Nie było ani jednego słowa uznania dla Lilac, która siedziała tam oszołomiona, a Luna Jasmine wciąż trzymała jej dłonie, jakby próbując utrzymać ją w całości przed tym, co miała usłyszeć.
– A co ze mną? – zapytała Lilac. – Kim ja teraz dla ciebie jestem? Dlaczego mi to robisz? Kim jest ta dziewczyna? – Lilac nie mogła się powstrzymać i zadała wszystkie pytania, które kłębiły się w jej głowie. Jej ciało drżało, gdy najgorsza możliwość urzeczywistniała się na jej oczach.
Aiden wziął głęboki oddech, po czym podniósł głowę i spojrzał Lilac w oczy po raz pierwszy od powrotu. Jednak nie widziała w nich nic poza mężczyzną tonącym w poczuciu winy i wstydzie, próbującym znaleźć usprawiedliwienie dla własnych czynów.
– Co tu się właściwie dzieje? – zapytała ponownie Lilac, ale echo jej głosu w tym pokoju brzmiało tak pusto i beznadziejnie.
Uścisk drugiej dłoni Aidena zacieśnił się, gdy próbował znaleźć odwagę, by jej powiedzieć, ale w rzeczywistości to dziewczyna imieniem Ruby odezwała się pierwsza, zanim on zdążył cokolwiek wyjaśnić.
– Ty musisz być Lilac – powiedziała Ruby. – Przykro mi, że tak to się dla ciebie skończyło, nie chcieliśmy, żeby do tego doszło, ale w tej chwili Aiden musi wziąć na siebie odpowiedzialność.
– O jakiej odpowiedzialności mówisz? – Lilac poczuła, jak dłoń Luny Jasmine zaciska się mocniej, gdy ta zaczęła cicho szlochać; wtedy wiedziała już, że jej najgorszy koszmar stał się prawdą.
Aiden zacisnął usta w wąską linię, znów unikając jej wzroku, więc to dziewczyna przemówiła za niego.
– Jestem w ciąży z pierwszym dzieckiem Alfy – powiedziała Ruby. – Przykro mi, że musisz dowiadywać się o tym w ten sposób. – Przeprosiła ją, ale wcale nie brzmiała, jakby było jej przykro.
Instynktownie Lilac skierowała wzrok na jej brzuch. Jeszcze nie było nic widać, więc prawdopodobnie była we wczesnym stadium ciąży. To oznaczało, że sypiał z nią, pisząc jednocześnie te słodkie listy miłosne do Lilac, mówiąc jej, jak bardzo ją kocha i jak nie może się doczekać dnia ich ponownego spotkania.
Lilac nie mogła tego dłużej znieść. Nie chciała przejść załamania nerwowego na oczach tych ludzi. Byli tak nikczemni, a co więcej...
– Od jak dawna o tym wiecie? – Tym razem Lilac zapytała Alfę Jamesa i Lunę Jasmine, która teraz płakała.
– Od dwóch miesięcy – odpowiedział Alfa James.
A więc ukrywali to przed nią od dwóch miesięcy, udając, że nic się nie stało?
Nie mogąc tego dłużej znieść, Lilac strzepnęła dłonie Luny Jasmine i wstała. Nie powiedziała nic, pędząc w stronę drzwi, ale usłyszała, jak Aiden woła jej imię, biegnąc za nią.
– Lilac! – Aidan dogonił ją na korytarzu i obrócił ją twarzą do siebie. – Nie zachowuj się tak, możemy o tym porozmawiać.
– O czym tu jeszcze rozmawiać?! – Naprawdę miała ochotę uderzyć go z całej siły. – Zapłodniłeś inną kobietę!
– To błąd! Ciebie tam nie było, a ja byłem samotny! – Aiden również podniósł głos.
Z drugiej strony Lilac nie dowierzała temu, co usłyszała. To była najlepsza wymówka, jaką mógł jej dać? – Oczekujesz, że pójdę na linię frontu, żeby grzać ci łoże?
















