Aiden spuścił głowę, słysząc te słowa, a jego obecny widok sprawiał Lilac ogromny ból. Nie mogła uwierzyć, że to ten sam mężczyzna, na którego czekała przez ten cały czas, jej partner, jej bratnia dusza... ktoś, z kim miała spędzić resztę życia.
– Walki były tak intensywne. Nie będziesz w stanie tego zrozumieć, bo cię tam nie było. – Szczęka Aidena stwardniała, gdy mówił Lilac o tym, co musiał znosić podczas wojny. – Byłem samotny, a ciebie tam nie było.
– Więc pierwszą rzeczą, która przyszła ci do głowy, było znalezienie innej kobiety do pieprzenia?! – Lilac podniosła głos, tak bardzo zraniona jego żałosnymi wymówkami. W zasadzie powiedział jej, że zapłodnił tamtą kobietę tylko dlatego, że nie mógł znieść bycia sam i nie potrafił utrzymać członka w spodniach.
– Lilac! – Aiden również podniósł głos, ale nie miał żadnego sensownego argumentu, by odeprzeć jej stwierdzenie. – Nie rozumiesz, co czuję! To nie ty walczyłaś z tymi lykanami! Nie wiesz, jak to jest być o krok od własnej śmierci!
Łza wypłynęła z oka Lilac, gdy to usłyszała. Nawet nie przeprosił za to, co zrobił. Próbował usprawiedliwić swoje czyny i chciał, żeby Lilac spojrzała na to z jego punktu widzenia, żeby go zrozumiała.
Ale co z nią?!
– Czekałam na ciebie, próbując nauczyć się, jak być dla ciebie idealną Luną, kiedy wrócisz. Chciałam, żebyś był ze mnie dumny. – Lilac brutalnie starła łzy z policzków. – Ja też byłam samotna. Chciałam, żebyś był przy mnie. Każdego dnia i każdej nocy modliłam się o twój bezpieczny powrót, żebyśmy znów mogli być razem. Ani razu nie przeszło mi przez myśl, że mogłabym znaleźć innego mężczyznę, by wypełnić pustkę po twojej nieobecności.
Aiden zgrzytnął zębami. Widok Lilac płaczącej tak gorzko napełnił go ogromnym bólem. Więź partnerska wciąż między nimi działała. Czuł ból, który Lilac musiała znosić, czuł go w swojej krwi; czuł, jak bardzo zranił swoją drugą połówkę. Jej głos drżał przy każdej sylabie, ponieważ z trudem powstrzymywała emocje.
– To co innego, Lilac. – Aiden potrząsnął głową. – Nie rozumiesz. Nasze sytuacje są różne.
Wciąż to samo. Nadal jej nie przeprosił.
Lilac zacisnęła zęby, patrząc na Aidena z niedowierzaniem. – Nawet nie przeprosiłeś za to, co zrobiłeś, Aiden, a ja tu stoję, myśląc, że przynajmniej jest ci mnie choć trochę żal.
Aiden wyglądał na zaskoczonego, nie pomyślał o tym. Był tak zajęty bronieniem się i byciem w napięciu, wiedząc, że nie ma racji, a jego podstawowym instynktem było sprawienie, by Lilac go zrozumiała.
– Lilac, ja... – zająknął się lekko. – Przepraszam.
To słowo brzmiało dla Lilac tak tanio, gdy w końcu je wypowiedział. – Nie jest ci przykro, Aiden, nie żałujesz tego. Twoje słowa brzmią pusto.
– Lilac. – Aiden podszedł bliżej i mocno chwycił jej dłonie. – Lilac, znajdziemy z tego jakieś wyjście... wciąż możemy być razem.
Lilac zmrużyła oczy. Miała przeczucie, które podpowiadało jej, że nie spodoba jej się cokolwiek, co teraz wyjdzie z ust Aidena.
– Co masz na myśli?
Aiden miał skomplikowany wyraz twarzy, gdy znów się odezwał. – Wciąż możemy być razem... – powtórzył tylko to, co powiedział wcześniej, i to wystarczyło Lilac.
Strzepnęła jego dłonie i zgromiła go wzrokiem. – Jeśli myślisz, że pójdę tą drogą, to bardziej mylić się nie możesz – powiedziała stanowczo przez zaciśnięte zęby.
I zanim Aiden zdążył powiedzieć coś więcej, Lilac odwróciła się i uciekła od niego. Powstrzymywała się od głośnego płaczu, podczas gdy w oddali słychać było głośną muzykę, gdzie ludzie wciąż świętowali powrót wojowników z pola bitwy.
Ale w tej chwili Lilac opłakiwała śmierć więzi, którą dzieliła ze swoim partnerem.
Chciała odrzucić Aidena, ale jej serce nie było jeszcze gotowe na to odrzucenie. Nigdy nie czuła tak ogromnego bólu, jak teraz.
Przez resztę tygodnia Lilac nie wychodziła ze swojej sypialni, rzadko się pokazywała, a za każdym razem, gdy Aiden przychodził się z nią zobaczyć, drzwi zawsze były zamknięte.
Tylko Luna Jasmine, Alfa James i kilkoro jej bliższych przyjaciół wiedziało, co się stało, podczas gdy reszta ludzi zastanawiała się nad kobietą, która zawsze kurczowo trzymała się Aidena.
– Lilac, nie bądź już smutna... – Aria przemówiła do niej łagodnie. Była bliską przyjaciółką Lilac, znały się od małego i wciąż były razem w sierocińcu. – Wyjdźmy, poczujesz się lepiej, jeśli weźmiesz udział w uroczystościach. – Aria trąciła ją lekko, próbując udawać radosną, mimo że było jej tak przykro z powodu Lilac.
Jak czyjś partner mógł zrobić coś tak potwornego, jak to, co Aiden zrobił jej?
– Nie chcę poczuć się lepiej, Aria. Chcę zniknąć. – Łzy znów popłynęły z jej pięknych oczu; jej długie włosy były w nieładzie, jako że od dni przestała o siebie dbać. Wyglądała, jakby opłakiwała Aidena, mimo że mężczyzna bezpiecznie wrócił do ich watahy.
– Nie zachowuj się tak, Lilac. Wyjdźmy na krótki spacer, dziś wieczorem odbędzie się przyjęcie powitalne dla ludzi z watahy lykanów.
Tak. Wataha lykanów miała tu gościć przez co najmniej tydzień, jako że ich przywódca miał podpisać traktat pokojowy z pozostałymi pięcioma Alfami.
Pięciu Alfów przybyło wczoraj i teraz musieli tylko czekać na przybycie Alfy Lykanów i jego ludzi.
Właśnie wtedy Luna Jasmine zapukała do drzwi, a Aria je otworzyła.
– Lilac. Chcę ci pokazać suknię, którą założysz na dzisiejsze przyjęcie. Myślę, że poczujesz się lepiej, jeśli weźmiesz w nim udział.
















