logo

beletrystyka

Połączona z bliźniakami Alfa.

Połączona z bliźniakami Alfa.

Autor: Katarzyna Kowalski

Rozdział 5
Autor: Katarzyna Kowalski
27 mar 2025
Następna lekcja była z Alekiem, Tori i Grace. Zaczynałam mieć relację typu miłość-nienawiść z tymi konkretnymi zajęciami. Nie było tak źle, bo mogłam siedzieć obok Tori, co powstrzymywało Aleca przed dręczeniem mnie. Minusem było to, że Grace i jej przyjaciółki ciągle rzucały w moją stronę obelgi. Jak na kogoś, kto zachowuje się, jakby był kuloodporny, jej zniewagi bolały całkiem mocno. Cały dzień obawiałam się WF-u. Przez następny miesiąc lub coś koło tego byliśmy podzieleni na siatkówkę i koszykówkę. Sport zawsze był dla mnie wyzwaniem. I choć brzmi to zabawnie, piłka zawsze wydawała się przyciągana do mojej twarzy. Wybrałam opcję, która nie obejmowała Aleca ani Kade'a, czyli siatkówkę. Ku mojemu przerażeniu Grace również wybrała siatkówkę. Moje opcje nie wyglądały najlepiej. Wybrać koszykówkę i znosić natrętny dotyk bliźniaków albo siatkówkę i znosić wredne komentarze Grace. Wybieram wredne komentarze każdego dnia. Podczas gdy średniej wielkości koszulka gimnastyczna pasowała na mnie wygodnie, spodenki mieli tylko w rozmiarze S. Z natury byłam szczupła, ale miałam szerokie biodra i pełne pośladki. Szorty ciągle podjeżdżały mi do góry na udach i moim zdaniem wyglądały, jakby miały się rozerwać w każdej chwili. Na szczęście ten dziwny siatkowy materiał, z którego robiono spodenki na WF, był zazwyczaj mocny. Jakoś udało mi się przetrwać piętnaście minut uników przed piłką do siatkówki, kiedy coś musiało się wydarzyć. Grace zaserwowała piłkę, a ktoś z przeciwnej drużyny ją odbił. Piłka leciała prosto na moją twarz, więc przygotowałam się na uderzenie. Zamiast dostać w twarz, zostałam gwałtownie powalona na ziemię. Moja głowa odbiła się od linoleum z przyprawiającym o mdłości trzaskiem. Oszołomiony jęk wyrwał mi się z ust, gdy moje zęby zderzyły się ze sobą. – Cholera, Auroro. Nic ci nie jest? – Znajomy głos Autumn odezwał się nade mną. Wyciągnęła rękę, a ja z wdzięcznością ją chwyciłam, gdy pomagała mi wstać. Ziemia zachwiała się lekko i wiedziałam, że jutro będę miała morderczy ból głowy, ale przeżyję. – Co się, do diabła, stało? – jęknęłam, dotykając palcami boku głowy w poszukiwaniu śladów krwi. Zwróciłam uwagę na to, gdzie patrzy Autumn, i spojrzałam w zadowolone z siebie oczy Grace. Chichotała z jedną z dziewczyn, a kiedy przyłapała mnie na patrzeniu, pomachała mi drwiąco. – Grace się stała. – Zacisnęłam zęby, odpowiadając na własne pytanie. Zauważyłam, że reszta klasy przestała grać w koszykówkę i postanowiła gapić się na to, co właśnie zaszło. Moje oczy przeskanowały innych uczniów, aż zatrzymały się na Alecu i Kade'dzie. Serce prawie mi stanęło, gdy ogarnęłam wzrokiem ich spocone sylwetki i potargane włosy. Ale tym, co sprawiło, że krew zastygła mi w żyłach, były mordercze spojrzenia, które rzucali w moim kierunku. – Autumn, zabierz Aurorę do pielęgniarki – warknął nauczyciel WF-u. – Reszta wracać do gry! Kilka gwizdnięć później było tak, jakby nic się nie stało. Autumn zaprowadziła mnie do gabinetu pielęgniarki, gdzie obie usiadłyśmy, czekając. – Zaraz wracam, kochanie. Jakieś biedne dziecko zwymiotowało na przyrodzie. – Pielęgniarka wzdrygnęła się i wybiegła z pokoju. – Przynajmniej nie tylko ty masz zły dzień? – Komentarz Autumn był sformułowany jak pytanie, po czym wydała z siebie cichy chichot. – Słuszna uwaga. – Zaśmiałam się oschle, a bok głowy zaczął mi pulsować. – Przynajmniej wszyscy inni widzieli, jak mnie popchnęła. – To nie tak, że coś jej się stanie. – Autumn skrzywiła się, zaciskając mocno usta. Zmarszczyłam brwi. – Dlaczego, do cholery, nie? Wszyscy widzieli, jak mnie przewróciła. Od kiedy to jest w porządku? – Odkąd jest Grace, ulubioną zabawką Kade'a. – Autumn zaśmiała się bez humoru. Pokręciłam głową. – Co jest, do diabła, z tymi ludźmi? Jak mogą nie wpadać w kłopoty? – Ich rodzice chyba są właścicielami miasta czy coś. – Autumn wzruszyła ramionami, wyglądając na szczerze zdezorientowaną. – Nikt nie chce im podpaść, zwłaszcza bliźniakom. – To musi się zmienić – mruknęłam. – Wiesz, nie musisz tu ze mną siedzieć. – Każda wymówka, by opuścić WF, jest dla mnie dobra. – Autumn zachichotała. – Jak twoja głowa? – Jakbym potrzebowała nowej. – Pokręciłam głową. Miałam nadzieję, że pielęgniarka da mi jakiś Advil. – O, to mi przypomina, że w tę sobotę jest impreza i chcę, żebyś ze mną poszła. Zaproszę też Tori po szkole. – Autumn uśmiechnęła się szeroko, pokazując rząd białych zębów. Pokręciłam głową. – Jak ci to przypomniało o imprezie? Autumn wzruszyła ramionami. – Nie mam pojęcia, ale jesteś zainteresowana? Autumn była jedną z tych dziewczyn, które zdawały się pasować do każdej grupy społecznej. Wielu jej przyjaciół to sportowcy, ale Autumn zwykle pasowała wszędzie. – Chyba tak. – Wzruszyłam ramionami. Pracowałam tylko od ósmej rano do szóstej po południu. To dawało mi mnóstwo czasu na wzięcie prysznica i przebranie się. – Świetnie! – Autumn uśmiechnęła się. – Załóż sukienkę albo coś. Mam te szpilki, które umieram, żeby założyć. Zacisnęłam usta, nie chcąc przerywać jej monologu o butach. – Nie mam żadnych sukienek, poza tym wolałabym czuć się wygodnie. – Wzruszyłam ramionami. Nie będzie dla mnie picia ani palenia, szłam po prostu dla towarzystwa. A ostatnią rzeczą, jakiej chciałam, było rzucanie się w oczy. – Czekaj, czy bliźniacy tam będą? – Skrzywiłam się. Zdecydowanie nie zamierzałam się pokazywać, jeśli oni mieli przyjść. – Oni nigdy nie przychodzą na nasze imprezy. – Autumn prychnęła. – Muszą myśleć, że ich są lepsze czy coś. Kto w ogóle urządza imprezy w środku lasu? Dziwacy. Uniosłam brew. – To dziwne i lekko mordercze. Autumn została zmuszona do powrotu na lekcję, gdy pielęgniarka wróciła. Przyprowadziła do pokoju raczej zielono wyglądającego dzieciaka i zagoniła go do łazienki. Po obejrzeniu mnie przez chwilę i podaniu mi kilku tabletek przeciwbólowych (na szczęście), powiedziała, że mogę iść do domu. – Nie, dziękuję. – Pokręciłam głową. – Koleżanka mnie odwozi, a naprawdę nie mam ochoty iść pieszo. – Zawsze mogę zadzwonić do twojej mamy, kochanie. – Pulchna pielęgniarka posłała mi łagodny uśmiech. Pokręciłam głową trochę zbyt energicznie, krzywiąc się z bólu. – Nie, nie. Nie ma potrzeby. Pracuje i nie będzie zadowolona, jeśli dostanie telefon. – Cóż... w porządku, moja droga. Tylko się oszczędzaj i pij dużo wody. Nie zaszkodziłoby, gdyby obejrzał cię lekarz. – Pielęgniarka spojrzała na mnie dziwnie, ale uśmiechnęła się uprzejmie. Kiwnęłam głową, naprawdę chcąc wyjść. – Tak, jasne. Pójdę do lekarza. Nie było szans w piekle, żebym w najbliższym czasie poszła do lekarza. Po pierwsze, nie miałam pojęcia, gdzie jest najbliższy lekarz, a po drugie, jestem prawie pewna, że nie mam ubezpieczenia. Opuściłam gabinet pielęgniarki, zanim zdążyła powiedzieć cokolwiek więcej, i skierowałam się do swojej szafki. Siedziałam na korytarzu przez kolejne pół godziny, zanim znalazłam motywację, by podnieść się z podłogi. Wcześniejszy powrót do domu po prostu nie wchodził w grę. Frank prawdopodobnie byłby w domu i poszedłby prosto do Melissy, gdyby zobaczył mnie wcześniej. Dzwonek sygnalizujący koniec lekcji zadzwonił, gdy w końcu wstałam z podłogi. Poruszałam się powoli, otwierając szafkę i wpychając książki do zniszczonego plecaka. Gdy zadzwoni drugi dzwonek, dzieciaki zaczną wylewać się z klas. Znajomy, a jednak odurzający zapach wody kolońskiej i męskiego potu wypełnił mój nos. Oparłam się chęci westchnięcia i trzasnęłam szafką. – Wygląda na to, że mała laleczka ma zły dzień. – Alec uśmiechnął się złośliwie, a jego ciemne oczy przeskoczyły na brata, a w końcu z powrotem na moją twarz. Alec stał po jednej mojej stronie, dodam, że zdecydowanie zbyt blisko. Kade stał po drugiej, patrząc ciemnymi oczami na moją głowę. – Jak twoja głowa, skarbie? – Głos Kade'a był szorstki, ale kąciki jego ust opadły w dół. Od ich gierek psychologicznych głowa znowu zaczęła mi pulsować i przysięgłabym, że dostanę rozstroju od ich wahań nastroju. W jednej chwili mnie wyzywają, obrażają. W następnej Alec nie może utrzymać przy sobie tych cholernych rąk. Potem rzucają mi śmiercionośne spojrzenia, tylko po to, by później martwić się o moją głupią głowę. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, szorstka dłoń Kade'a chwyciła moją brodę, obracając moją twarz w jego stronę. Jego dotyk wywołał dziwny dreszcz na moim kręgosłupie i wzdrygnęłam się, gdy oddech Aleca uderzył w moje ucho. Druga ręka Kade'a była znacznie delikatniejsza, niż bym się spodziewała, co tylko wprawiło mnie w większe zakłopotanie. Jego dłoń wyciągnęła się delikatnie i dotknęła miejsca, w które uderzyłam o podłogę sali gimnastycznej. Syk bólu wydobył się z moich ust pod jego dotykiem i cofnęłam się, przyciskając plecy bliżej Aleca. – Biedna mała laleczka jest ranna – mruknął Alec mi do ucha. – Wiesz, co to oznacza, Kade. – Sprawimy, że poczujesz się lepiej, skarbie. – Głos Kade'a był szorstkim pomrukiem, gdy jego palce mocno trzymały moją brodę. Serce łomotało mi w piersi, a chęć ucieczki była wciąż obecna w moim umyśle. Toczyłam walkę z samą sobą. Z jednej strony chciałam uciec, a z drugiej pławiłam się w ich delikatnym dotyku, w uwadze, którą mi poświęcali. Okrzyk zaskoczenia wyrwał mi się z ust, gdy dłonie Aleca chwyciły mnie w talii. Jego palce drażniły brzeg mojej koszulki, muskając miękką skórę pod spodem. – P-przestań – wymamrotałam, używając rąk, by odepchnąć jego dłonie. Moje ręce zostały odtrącone bez wysiłku, gdy Kade przechylił moją głowę na bok. – Ćśś. – Jego miętowy oddech owiał moją twarz kusząco. Kade z łatwością przechylił moją głowę na bok, a ja wyraźnie podskoczyłam, gdy para miękkich ust zderzyła się z moją szyją. – Co wy robicie! – pisnęłam, gdy jego usta przesuwały się w dół mojej szyi. Powiedzieć, że było to przyjemne, to mało. Jakaś ukryta cząstka mnie chciała zostać w tym pustym korytarzu z nimi dwoma na zawsze, nie nękana już życiem poza naszą małą bańką. Życiem, w którym wróciliby do dręczenia mnie przy pierwszej okazji. – Sprawiamy, że czujesz się lepiej, laleczko – mruknął Alec mi do ucha, a jego palce kreśliły wzory na moim gołym brzuchu. Kade był zręczny ustami. Zostawiał małe pocałunki i ugryzienia na mojej szyi i ramieniu, sprawiając, że łapałam powietrze zarówno z bólu, jak i przyjemności. – Aurora? – Znajomy głos Tori odbił się echem w korytarzu wraz z odgłosem jej kroków. Zegar na odległej ścianie wskazywał 14:12, dwie minuty po drugim dzwonku. Szybciej, niż byłam w stanie to psychicznie ogarnąć, Kade i Alec odsunęli się ode mnie. – Do następnego razu, skarbie – mruknął Kade mi do ucha, a lekki zarost na jego twarzy połaskotał mój policzek. Wyraźnie zadrżałam od jego szorstkiego głosu. Mój wzrok był przyklejony do uśmieszku, który formował się na jego pełnych ustach. Chciałam ich obu pocałować, ale chciałam też odepchnąć ich i uciec. W jakie gierki psychologiczne oni grali? Zaczynałam myśleć, że powinniśmy byli zostać w Kalifornii. Odwrócili się i zostawili mnie samą na korytarzu. Tori pojawiła się w polu widzenia zaledwie sekundę później, a na jej twarzy malował się dziwny wyraz. Cóż, bliźniacy mieli rację co do jednego. Mój ból głowy stał się bladym wspomnieniem.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki