Jazda samochodem była niezręczna i cicha, podczas gdy Tori rzucała mi podejrzliwe spojrzenia.
– Byłaś strasznie czerwona, kiedy znalazłam cię na korytarzu. – Tori uniosła brew.
Chciałam powiedzieć jej prawdę, ale wiedziałam, że nic z tego nie wyniknie. Jeśli ci bliźniacy byli naprawdę tak „nietykalni”, jak wszyscy twierdzili, co by to dało?
Wciąż byłam kompletnie rozdarta co do tego, co właściwie się wydarzyło. Dotykali mnie wbrew mojej woli, całowali wbrew mojej woli. Skoro to wszystko było wbrew mojej woli, to dlaczego tak bardzo mi się to podobało? Dlaczego jakaś część mnie chciała, żeby to się powtórzyło?
Przypisałam to chwilowemu szaleństwu i faktowi, że bliźniacy byli nieodparcie gorący.
Po tym, jak milion i jeden razy zapewniłam o swojej niewinności, Tori niechętnie przestała mnie przesłuchiwać.
Poruszałam się po domu ostrożnie, prawie skacząc z radości, gdy zobaczyłam Franka chrapiącego na fotelu.
Po skończeniu pracy domowej opadłam na łóżko i dotknęłam głowy ze złością.
Nawet już nie bolała.
Stłumione dzwonienie wyrwało mnie z łóżka. Zaczęłam szukać gównianego telefonu, który sprawiła mi Melissa.
Nasza pracownica socjalna praktycznie zażądała, by Melissa zapewniła mi telefon komórkowy. Więc Melissa, będąc Melissą, kupiła mi najgorszy możliwy model. Nawet nie wiedziałam, że wciąż produkują te pękate telefony z klapką. Jedyne, do czego ten telefon się nadawał, to dzwonienie do ludzi.
– Halo? – westchnęłam, wiedząc już, kto jest po drugiej stronie.
Jedyną osobą, która dzwoniła na ten telefon, była pracownica socjalna.
– Cześć, Auroro. – Jenny, moja opiekunka socjalna od kilku lat, zachichotała. – Dzwonię tylko, żeby sprawdzić, co u ciebie i jak leci.
– Wszystko po staremu. – Wzruszyłam ramionami. – Nie jest źle, po prostu tak samo.
– Przykro mi to słyszeć, Auroro. – Jenny westchnęła; nie było tajemnicą, że Melissa nigdy mnie nie chciała. – Właśnie otrzymaliśmy informację, że twój ojciec wysyłał czeki wypisane na ciebie, i chciałam zobaczyć, jak ci pomagają.
Prychnęłam śmiechem.
– Minęły lata, a wy dopiero teraz dostaliście informację?
– Twój ojciec wydaje się być dość prywatną osobą. – Jenny zachichotała. – Powinny dość szybko zapełnić twój fundusz na studia.
– Tak, gdybym dostała którykolwiek z nich. – Prychnęłam, przewracając oczami.
Melissa spodziewała się kolejnego czeku lada dzień. Bez wątpienia rzuci jakąś złośliwą uwagę, gdy tylko go otrzyma.
Po drugiej stronie nastąpiła pauza.
– Nie dostałaś żadnego z czeków?
– Melissa dostawała je bez problemu. – Wzruszyłam ramionami. Dawno temu zrezygnowałam z otrzymywania jakichkolwiek czeków, nie żeby zależało mi na czymkolwiek od nieobecnego dawcy nasienia.
Kolejna długa pauza.
– Rozumiem. – Jenny brzmiała na poirytowaną. – Dzięki za informację, Auroro. Zobaczę, co da się z tym zrobić.
– Nie kłopocz się. – Pokręciłam głową. – Nie dostałam żadnego, odkąd zmarła babcia, i naprawdę nie mam ochoty słuchać, jak Melissa na mnie wrzeszczy.
– Skoro tak mówisz. – Jenny brzmiała na nieprzekonaną.
Sen nie przychodził tej nocy łatwo. Bliźniacy nękali moje sny, jakby dręczenie mnie w prawdziwym życiu im nie wystarczało.
Obudziłam się z kilkoma urywanymi oddechami. Mój sen rozgrywał się w szkole, gdzie bliźniacy rzucali w moją stronę okrutne obelgi. Po zniewagach zaciągnęli mnie do schowka i kontynuowali tam, gdzie skończyli w rzeczywistości, zostawiając mnie jeszcze bardziej zdezorientowaną.
Zerwałam się z łóżka, gdy trzask pioruna rozdarł powietrze. Deszcz bębnił o dom, a to, co kiedyś uważałam za kojące, teraz brzmiało złowrogo.
Włączyłam lampkę i zwlekłam się z łóżka. Chłód mojego pokoju w niczym nie pomógł na moją rozgrzaną skórę. Praktycznie czułam gęsią skórkę pod szorstkim dotykiem bliźniaków, jakby mój sen był prawdziwy.
Opierając głowę o chłodną szybę w sypialni, wyjrzałam w deszcz. Mieszkałyśmy w tej części Kalifornii, która przez większość roku była potwornie sucha. W Georgii wszystko było zielone i mokre, i nie byłam pewna, czy uważam to za niepokojące, czy pocieszające.
Rozległ się kolejny trzask pioruna, a ja patrzyłam jak w transie, jak błyskawica posłała żółty błysk przez las obok domu. Wszystko było całkowicie ciemne w bladym świetle księżyca, ale piorun oświetlił wszystko, zanim pogrążył las z powrotem w ciemności.
Stałam z czołem przy chłodnej szybie, a moje oczy odbijały jasne błyski piorunów. Od czasu do czasu rozlegał się ogłuszający grzmot, sprawiając, że lekko podskakiwałam.
Zmrużyłam oczy mocniej, patrząc na las pode mną. Nie mogłam stwierdzić, czy to szalejący wiatr, czy może coś innego porusza gałęziami na dole. Błyskawica zapewniała tylko sekundy jasności, zanim wracała ciemność.
Odskoczyłam od okna w szoku. Piorun uderzył, oświetlając las, i nie byłam pewna, co właśnie zobaczyłam.
Dwie bardzo duże, futrzaste głowy wystawały z lasu. Futro wokół ich inteligentnych oczu było ciemne jak noc. Miałam tylko chwilę na spojrzenie na wydłużone pyski, ale gdybym miała zgadywać, powiedziałabym, że to wilki albo czarny niedźwiedź. Czy wilki i niedźwiedzie w ogóle żyją w Georgii?
Najbardziej niepokojące było to, że te dwa wilki zdawały się patrzeć prosto w okno mojej sypialni.
Następnego dnia zostałam w domu, udając chorobę. Szczerze mówiąc, nie byłam psychicznie gotowa na szkołę dzisiaj. Nieustanne sny obudziły mnie, a widok dziwnych zwierząt nie pozwalał mi zasnąć przez resztę nocy.
Wiedziałam, że Melissa nie zauważy, jeśli zostanę w domu. Jak zwykle to na Franka trzeba było uważać. Byłam zdeterminowana spędzić cały dzień w swoim pokoju, wymykając się tylko na okazjonalne wizyty w łazience.
Przekręciłam zamek w drzwiach i zwinęłam się z powrotem w łóżku. Nie byłam pewna, jak długo spałam, ale byłam niezmiernie wdzięczna, że była to spokojna drzemka. Moje sny nie były nękane przez Kade'a i Aleca.
Dzień minął szybko i bez wysiłku, a gdy wybiła czternasta, ubrałam się do pracy. Na szczęście nie była to długa zmiana.
Nie byłam do końca pewna, czy Tori pojawi się, by zabrać mnie do pracy, zwłaszcza że opuściłam dziś szkołę. O dziwo samochód Tori wjechał na podjazd, a ja zakradłam się na dół.
Uwagę Franka pochłaniała powtórka jakiegoś meczu futbolowego, więc wybiegłam z domu.
– Gdzie ty się, do cholery, podziewałaś dzisiaj? – Tori zmarszczyła brwi. – Nie byłam pewna, czy powinnam po ciebie przyjechać, czy nie.
Zmarszczyłam czoło.
– Przepraszam, miałam ciężką noc.
– Burza ci przeszkadzała? – Tori zmarszczyła brwi, nawijając na palec lok włosów muśniętych ogniem.
Wzruszyłam ramionami.
– Tak, obudziła mnie. Miałam problem z ponownym zaśnięciem. Po prostu potrzebowałam przerwy, to wszystko.
– Następnym razem daj znać koleżance! – Tori prychnęła i pokręciła głową.
– Nie mam zbytnio telefonu. – Zacisnęłam usta. Nie było mowy, żebym wyciągnęła moją cegłę z klapką. Lepiej nie mieć telefonu niż mieć ten.
Tori zmarszczyła brwi.
– Nie masz telefonu? Nie możesz po prostu wykupić własnego abonamentu?
– Nie mam jeszcze osiemnastki. – Zmarszczyłam brwi. – Poza tym muszę uzupełnić oszczędności.
Tori wydawała się zakłopotana i nigdy nie przyszło mi do głowy, że może pochodzić z jednej z wielu zamożniejszych rodzin w mieście.
– Dlaczego musisz je uzupełniać? – Tori zmarszczyła czoło.
Zachichotałam z jej zmieszania.
– Wydałam już za dużo pieniędzy na jedzenie, przybory szkolne i ubrania.
– Um, czy to nie są rzeczy, w których powinni pomagać ci rodzice? – Tori skrzywiła się, potwierdzając moje przypuszczenia co do niej.
Westchnęłam.
– To długa historia, ale sama o siebie dbam.
– To nie brzmi zbyt fajnie. – Tori pokręciła głową.
– Nie każdy jest fajny. – Wzruszyłam ramionami, wyskakując z jej samochodu.
Na szczęście Tori porzuciła ten temat i zaczęła nowy. Narzekanie na Kyle'a było jedną z jej ulubionych rozrywek. W pewnym momencie prawie pomyślałam, że dziwnie się w nim podkochuje. Tori niechętnie wyznała, że umawiała się z Kylem dwa lata temu i dostała nauczkę, gdy zostawił ją dla innej dziewczyny.
Pierwsza połowa mojej zmiany przebiegła idealnie. Mniej więcej po czterech godzinach udało mi się wpaść na inną kelnerkę i ochlapać sosem alfredo całą moją ciemną koszulkę. Kierownik zmiany dał mi inną na zmianę, ale niestety miała krótki rękaw. Siniak, którego nabawiłam się kilka dni temu, już się goił, ale teraz miał brzydki żółty kolor.
Założyłam czarną koszulkę z krótkim rękawem w łazience, zawiązując fartuch w pasie.
Wychodząc z łazienki, wpadłam na coś twardego. To coś wydzielało znajomy, odurzający zapach, a ja zachwiałam się, próbując utrzymać równowagę.
Para ciepłych i szorstkich dłoni przytrzymała moje ramiona, stabilizując mnie.
Surowa twarz Aleca spoglądała na mnie z góry, a jego gęsta brew uniosła się, gdy wpadłam na niego po raz drugi.
– No proszę, czyż to nie mała laleczka. – Alec uśmiechnął się do mnie z góry, opuszczając ręce wzdłuż boków. Jego niesforne i potargane włosy opadały mu na czoło, a jeden kosmyk sięgał oczu. Wyglądał jak typowy niegrzeczny chłopiec, jakiego widuje się we wszystkich filmach, typ faceta, którym nigdy nie byłam zainteresowana. Aż do teraz.
– Przepraszam. – Odchrząknęłam i starałam się, by mój głos brzmiał równo.
Alec i Kade mieli w sobie jakąś niewidzialną moc, która sprawiała, że w ich towarzystwie zachowywałam się jak kompletna idiotka.
– Nie było cię dzisiaj w szkole – zauważył Alec z poważnym wyrazem na swojej przystojnej twarzy.
Gniew i irytacja wezbrały we mnie. Alec i jego brat dręczyli mnie, a teraz on chciał udawać troskę? Było jasne, że moje podejście nie miało żadnego wpływu na ich zachowanie. Chcieli, żebym zareagowała? Dobrze. Może to ich znudzi i zakończy ich dziwną fiksację na moim punkcie.
– Nie widzę, jak to może być twoim interesem – warknęłam na niego, wpatrując się w jego ciemne oczy.
Byłam pewna, że w porównaniu z potężną budową Aleca wyglądam jak nastroszone kociątko, ale nie obchodziło mnie to. Wszystko zaczynało mnie przytłaczać i nie byłam pewna, jak długo wytrzymam, zanim całkowicie postradam zmysły.
Ominęłam Aleca i pośpiesznie udałam się do kuchni, nie ważąc się szukać wzrokiem intensywnego spojrzenia Kade'a.
Byłam w kuchni łącznie sześć minut, gdy kelnerka, na którą wpadłam, podbiegła do mnie z wściekłością.
– Co jest w tobie takiego specjalnego? – warknęła.
Patrzyłam na nią osłupiała. Jasne, wpadłam na nią przez przypadek, ale przeprosiłam za to.
Zmierzyła mnie wzrokiem z kwaśną miną. Jej piwne oczy przeszywały moją skórę oceniającym spojrzeniem.
– Co? – Prychnęłam, reagując o wiele za wolno jak na jej gust.
Kelnerka skrzyżowała ręce na piersi.
– Musisz myśleć, że jesteś taka, kurwa, świetna, co?
– Dosłownie nie mam pojęcia, o czym mówisz – odwarknęłam, wdzięczna, gdy zobaczyłam Tori pędzącą w naszą stronę.
– Woah, co jest, do cholery, Cameron? – szczeknęła Tori na kelnerkę o karmelowych włosach. – O co chodzi?
– Nie mam pojęcia. – Wzruszyłam ramionami, starając się nie skurczyć pod spojrzeniem Cameron.
– To już drugi raz, kiedy bliźniacy przychodzą tu i pytają konkretnie o nią – warknęła Cameron. – Jakby była, kurwa, wyjątkowa czy coś.
Zaschło mi w ustach, gdy to powiedziała, a serce załomotało nieszczęśliwie.
– Proszę bardzo, bądź ich kelnerką. – Wymusiłam te słowa z ust.
Na twarzy Cameron pojawiło się zaskoczenie, a po chwili podejrzenie.
– Już próbowałam. Chcą ciebie.
Przez ułamek sekundy rozważałam rzucenie pracy, ale to niczego by nie rozwiązało. Czy naprawdę miałam pozwolić dwóm facetom wypłoszyć mnie z pracy? Ze szkoły? Nie ma mowy.
Wyszłam z kuchni z mruknięciem; żołądek wywijał mi fikołki, a serce waliło. Poświęciłam chwilę, by się opanować.
– Witaj, skarbie. – Kade uśmiechnął się złośliwie, gdy podeszłam do ich stolika. Alec siedział po drugiej stronie z identycznym uśmieszkiem na twarzy.
Zacisnęłam zęby.
– Co podać do picia?
Zamówili napoje gazowane, a ja odeszłam wściekła, zanim zdążyli powiedzieć coś więcej.
Zajęło mi to tylko minutę, ponieważ nie mieliśmy dziś dużego ruchu.
Zawsze o wiele łatwiej obsługiwało się stoliki z trzema lub mniejszą liczbą osób. Nienawidziłam używać tych wielkich tac do noszenia napojów. Jeden mały błąd i wszystkie napoje leciały. O wiele łatwiej było balansować jedzeniem. Większość moich wypadków dotyczyła napojów.
Postawiłam oba napoje przed nimi, gdy szorstka dłoń Kade'a wystrzeliła i chwyciła mnie za ramię.
– Co to, kurwa, jest?
















