Na widok Olivera na twarzy Kennetha natychmiast pojawił się uśmiech. Wstał ochoczo, by go powitać; to był bezprecedensowy akt z jego strony.
"Hej... Oliver, wróciłeś?"
Oliver podszedł prosto do kanapy i usiadł. Kenneth wymusił niezręczny uśmiech i wrócił na swoje miejsce.
Dziwne, ale Kenneth, człowiek, który zawsze patrzył na Olivera z góry, poczuł teraz emanującą od niego ogromną presję.
William,
















