„Nie wiem, jak to ująć uprzejmie, panie Cross, ale naprawdę nie chcę mieć z panem nic wspólnego”. „Wrócisz, Sienno, i zostaniesz ze mną”. Sienna Sterling spędziła lata, próbując przekonać samą siebie, że pociąg do ojczyma był tylko buntowniczą fazą. Jednak jedno spojrzenie na czterdziestojednoletniego greckiego boga siedzącego za mahoniowym biurkiem sprawia, że cała jej determinacja obraca się w niwecz. Evander Cross wcale się nie zestarzał; stał się tylko bardziej zabójczy, bardziej drapieżny i bardziej zdeterminowany, by sięgnąć po to, co uważa za swoje. Uwięziona na trzymiesięcznym stażu, Sienna jest zmuszona lawirować na zdradliwych wodach korporacyjnej władzy i pierwotnego pożądania. W cichych korytarzach firmy Crossa każde spotkanie jest polem bitwy. Jego głos jest jak smagnięcie biczem, jego dotyk jak wypalone znamię. Powinna czuć obrzydzenie. Był mężem jej matki. Jest na tyle stary, by móc być jej ojcem. Ale kiedy przyłapuje go na obserwowaniu jej z jawnym głodem, jej wnętrze zaciska się gwałtownie, a uda mrowią bezwstydnie. On chce nauczyć ją biznesu. Ona chce poznać smak jego dotyku. W upale nowojorskiego lata tajemnice wyjdą na jaw, a słowo „ojczym” nabierze zupełnie nowego, brudnego znaczenia. Czy Sienna jest tylko stażystką, czy może zdobyczą, na której pożarcie Evander czekał od trzech lat?

Pierwszy Rozdział

Perspektywa Sienny: „Witaj, Sienna” – mówi przez telefon gładki baryton, a moje oczy natychmiast szeroko się otwierają. Puls przyspiesza, gdy mózg niemal w tej samej chwili podsuwa mi twarz pasującą do tego głosu. To ta jedna twarz, o której tak bardzo starałam się zapomnieć – ta jedna twarz, która sprawia, że moje serce bije nieregularnie, a uda bezwstydnie mrowią. Moje zdradzieckie ciało i serce mącą mi zdrowy rozsądek, gdy w grę wchodzi ten jeden mężczyzna. „Kto mówi?” – pytam, nie potrafiąc ukryć drżenia głosu i żałośnie udając, że go nie rozpoznaję. Odchrząkuję, ale serce wciąż wali mi w piersi niczym dzikie, nieokiełznane zwierzę próbujące wyrwać się na wolność. „Nu, nu, nu. Nie poznajesz mojego głosu? To niedobrze, Sienna” – mówi. W jego niskim, gładkim barytonie słyszę rozczarowanie i lekkie rozbawienie. Sprawia to, że tętno mi skacze. W ustach mi zasycha, nawet gdy zwilżam wargi językiem. Harper, moja współlokatorka i najlepsza przyjaciółka, obserwuje mnie z drugiego końca pokoju z brwiami uniesionymi w niemym pytaniu. Odwracam od niej wzrok, mocniej przyciskając telefon do ucha. „Czego pan chce, panie Cross?” – szepczę szorstko. Po co mógłby do mnie dzwonić o tej porze? Jest dziesiąta wieczorem w zwyczajny wtorek. Nie rozmawialiśmy od trzech lat, od pogrzebu mojej mamy. Nie chciałam mieć z nim nic wspólnego. Udało mi się uciec, ukryć przed nim, mając nadzieję, że nie zdoła mnie odnaleźć. „Myślałem, że ustaliliśmy, że będziesz mi mówić po prostu Evan”. Jego głos przeszywa mnie na wskroś, ale nie potrafię odsunąć słuchawki od ucha. Ciągnie mnie do niego, choć mózg wrzeszczy, bym po prostu przerwała połączenie i zablokowała ten nowy numer. Ale nie słucham, bo on i tak zadzwoniłby ponownie. Zawsze mnie znajdzie albo ja zawsze pozwalam się odnaleźć. Harper, wyczuwając moją potrzebę prywatności, wyszła już z pokoju. „Panie Cross” – biorę głęboki, drżący oddech, by opanować nerwy i nie brzmieć przez telefon jak przerażona, piskliwa mysz – „Dlaczego dzwoni pan do mnie o tej porze z nieznanego numeru?”. Ponoszę porażkę; przygryzam dolną wargę w tłumionej złości. Minęło tyle czasu, odkąd słyszałam jego głos, ten głęboki baryton, który wywołuje stada motyli w dole mojego brzucha, sprawiając, że sutki twardnieją mi jak orzechy, mocno ocierając się o materiał krótkiego topu. „Ponieważ zablokowałaś wszystkie moje poprzednie numery i odcięłaś się od wszystkich innych” – warczy. Choć w jego głosie wciąż pobrzmiewa nuta rozbawienia, jakby cieszyło go to igranie z moimi emocjami. Wie, co robi; zawsze wie, i przysięgam na własne życie, że dosłownie widzi oczami wyobraźni, jak drżę pod jego wpływem. „Tak, i co z tego?” – mówię, unosząc brew, jakby mógł mnie widzieć, mając nadzieję, że dobrze udaję niewzruszoną i obojętną, zupełnie jakbym godzinę temu nie masturbowała się przy jego półnagim zdjęciu, które zapisałam w telefonie z mediów społecznościowych. O tak! Można powiedzieć, że ja też go stalkuję. Boże! Widok jego bez koszulki, z szortami zwisającymi nisko na biodrach, wywołał fale zakazanych uczuć, o których istnieniu w sobie nie miałam pojęcia. Moja cipka zwilgotniała na ten widok, pulsując i zaciskając się niczym u rozpustnej zdziry. „Sisi, kochanie, martwisz mnie” – szepcze do słuchawki Evander Cross, mój ojczym, a na dźwięk tego cholernego przezwiska krew uderza mi do twarzy. To miano padające z jego zakazanych ust zdolne jest sprawić, że palce u moich stóp się kulą, a kolana uginają przed nim, pragnąc przyjąć go całego głęboko do gardła. „Nie nazywaj mnie tak!” – krzyczę, przerywając mu. Moja twarz robi się czerwona. Nienawidzę tego, jak moje ciało na niego reaguje. Każda cząstka mnie budzi się na dźwięk jego głosu. To mnie przeraża; to mnie podnieca. „Będę cię nazywał, jak mi się podoba” – odpowiada spokojnie i groźnie nisko, po czym kontynuuje tym samym opanowanym tonem, jakbym wcale nie sapała do niego wściekle przez telefon: „Minęły trzy lata i musiałem wiedzieć, co u ciebie słychać. Nie mogłem przestać o tobie myśleć”. Przerywa, jakby na nowo dobierał słowa, a ja wstrzymuję oddech, nie chcąc zbyt wiele myśleć o tym, że właśnie powiedział, że nie mógł przestać o mnie myśleć. „Zastanawiałem się, jak sobie radzisz” – dodaje w końcu. Wypuszczam powietrze. Nagła bezbronność w jego głosie uderza mnie prosto w serce niczym ostre żądło. Przez sekundę boli, a potem znów wznoszę mury obronne, strzegąc tego zdradzieckiego organu zwanego sercem. „To nie pana sprawa, by się o mnie martwić. Nie jestem pana odpowiedzialnością. Świetnie radzę sobie sama” – odcinam się, ale głęboko we mnie zaczyna wzbierać fala radości. Nie mógł przestać o mnie myśleć. To ostatnie zdanie utknęło mi w głowie, głęboko wyryte w umyśle. Ścisnęłam uda, mając nadzieję, że ukoi to dręczące uczucie między nimi. Czułam, jak tam pulsuje, pulsuje dla niego. Oczywiście nie zadzwonił, by rozmawiać o moich błędach w sposobie, w jaki poradziłam sobie z następstwami pogrzebu matki trzy lata temu. Dlatego właśnie zablokowałam jego numery. Wiem, że Evander Cross jest wystarczająco bogaty, by odnaleźć mnie w kilka dni, ale miałam nadzieję, że zdrowy rozsądek podpowie mu, by mimo wszystko mi nie przeszkadzał, i tak właśnie było. „Wiesz, że to nieprawda. Jestem twoim opiekunem; oczywiście, że to moja sprawa, by się o ciebie martwić” – mówi Evan, a jego gładki baryton smaga mnie niczym bicz. Wyobrażam go sobie, jak z cichą frustracją przeczesuje dłonią swoje gęste, falujące, kruczoczarne włosy. To była jedna z rzeczy, które zauważyłam w nim natychmiast, gdy przedstawiono mi go po raz pierwszy cztery lata temu. Te gęste włosy o barwie północy. Jak na jego wiek, to niebywałe, by włosy wciąż wyglądały tak młodo, tak apetycznie – to najseksowniejszy mężczyzna, jakiego kiedykolwiek widziałam. Ale taki właśnie był Evander Cross. Mężczyzna będący chodzącą sprzecznością.

Odkryj więcej niesamowitych treści