Przywołuję się do rzeczywistości, zdając sobie sprawę, że znów odpłynęłam w stronę wspomnień, które oznaczyłam jako zakazane. „Więc czego teraz chcesz, ojczymie?”
Słyszę jego cichy śmiech i nie mogę powstrzymać drżenia w piersi, chłonąc ten bogaty dźwięk. Niemal czuję jego zapach. Pamiętam, jak pachniał. Boże! To jest wyryte w moim mózgu.
To żenujące, ale przyznaję, że szukałam tego zapachu u każdego mężczyzny, z którym się od tamtej pory umówiłam, ale bez skutku. Należał on tylko do Evandera Crossa. Tak samo jak moje głupie, głupie serce. Mięta, mocna kawa, coś mrocznego i tajemniczego wmieszanego w tę kompozycję oraz powiew czegoś kwiatowego, a jednocześnie obezwładniająco męskiego.
Zwykle wyczuwałam go w domu, zanim jeszcze wszedł do pokoju, w którym byłam, z moją mamą u boku, a jego onyksowe oczy szukały moich niczym burza.
„Wiesz, wolę już ’panie Cross’ od tego tytułu ojczyma. Sprawia, że czuję się stary, a sposób, w jaki to mówisz, dodaje temu perwersyjnego podtekstu” – mówi po chwili. Jego ton jest lekki; to reprymenda, której używał już wielokrotnie, gdy nazywałam go tak w ramach dziecięcego buntu, ku przerażeniu mojej matki, która nalegała, bym mówiła mu po imieniu lub, co gorsza, „tato”.
„Nieważne” – ucinam. Nienawidzę myśleć o matce ani o tym lecie przed wyjazdem na studia, kiedy musiałam z nimi mieszkać; to było bezsprzecznie najgorsze kilka tygodni mojego życia w tamtym domu.
„Wciąż ten temperament. Dobrze wiedzieć, że niewiele się zmieniłaś, Sisi kochanie” – mówi Evan z lekkim rozbawieniem.
Ale myli się. Przynajmniej mam taką nadzieję. Mam nadzieję, że zmieniłam się wystarczająco.
Jednak biorąc pod uwagę sposób, w jaki moje serce drży za każdym razem, gdy wypowiada to przezwisko swoim bogatym barytonem, nie mogę być pewna tej zmiany, i to jest żenujące.
„Chcę, żebyś powiedział mi, po co dzwonisz, Evan. Daruj sobie to całe martwienie się o mnie i te wszystkie bzdury. Wiem, że mnie obserwujesz. Widziałam ją. Czego chcesz?” Moja złość powraca, by osłonić moje głupie serce; zaciska się wokół mojej piersi niczym imadło.
Cokolwiek płaci kobiecie, która śledzi mnie od trzech lat, powinien obciąć jej stawkę o połowę. Jest fatalna w swojej pracy. Nawet nie stara się ukryć.
„Dobrze. Dobrze. Schowaj pazurki, tygrysico” – mówi Evan. Tym razem się nie śmieje. Nawet nie próbuje zaprzeczać. To sprawia, że jestem jeszcze bardziej wściekła, ale gryzę się w język. Gdy tylko dowiem się, po co dzwoni, porozmawiamy o tej cholernej ochroniarce.
„Chcę, żebyś jutro przyjechała do domu na przerwę. Bilety lotnicze są gotowe, wszystko jest załatwione” – mówi Evan głosem niepokojąco stanowczym i sztywnym, a ja tylko otwieram i zamykam usta.
Znowu otwieram usta, by coś powiedzieć, ale nic z nich nie wychodzi. Jestem nie tyle zdumiona, co oszołomiona. Nie tym, że zna dokładny termin moich wakacji, ale ostatecznością i tonem władzy w jego głosie.
„Co?!” – w końcu wrzeszczę do telefonu.
„O czym ty, do cholery, mówisz?! Nie wracam! Lepiej powiedz, że teraz żartujesz!” – krzyczę. Chrzanić uprzejmość. Nie obchodzi mnie, czy Harper mnie słyszy. Nie obchodzi mnie, czy jestem niegrzeczna.
Oszalał, jeśli myśli, że może mi tak po prostu rozkazać powrót do Nowego Jorku, tak bez zapowiedzi. Po trzech całych latach braku kontaktu! Choć to ja zainicjowałam zasadę braku kontaktu, to nie ma teraz znaczenia.
„Wracasz i wrócisz” – mówi Evan, a spokój w jego głosie grozi mi doprowadzeniem do ostateczności. Nie ma żadnych praw! Czy nie wyraziłam się wystarczająco jasno?!
„Nie wiem, jak to powiedzieć uprzejmie, panie Cross, ale naprawdę nie chcę mieć z panem nic wspólnego. Moja matka nie żyje. Już jej tu nie ma. Nie jestem zobowiązana czuć się z panem spokrewniona, bo nie jesteśmy spokrewnieni. Nie wracam do Nowego Jorku i to moja ostatnia decyzja” – mówię, ciężko oddychając.
Mrużę oczy, wpatrując się w kwiatowy wzór na mojej narzucie, i czuję, że zaraz oszaleję od tego, jak pędzi moje serce, a przez głowę przelatują mi migawki zakazanych wspomnień.
Mentalne zdjęcia Evana wychodzącego z luksusowego basenu infinity na dachu jego rezydencji; jego nieskazitelna sylwetka, wyrzeźbione, szerokie ramiona, długie, umięśnione nogi niczym pnie drzew, klatka piersiowa jak od dłuta; ja chowająca się za drzwiami salonu, obserwująca go jak jakaś wariatka, woda spływająca po jego owłosionej piersi, wijąca się ku pępkowi, w dół pod majtki z wyraźnie zaznaczonym wybrzuszeniem, i jego ciemne oczy natychmiast wyłapujące moje spojrzenie, jakby od początku wiedział, że tam jestem i go obserwuję.
„Sienna. Posłuchaj mnie” – dominujący głos Evana przerywa moje myśli, a ja siłą odrywam skupienie od tych przeklętych wspomnień.
Tamto lato jest przeklęte. Nie potrafię myśleć o tamtym czasie bez poczucia ogromnej winy i świadomości przebudzenia się w czymś większym niż ja sama – w tych skradzionych spojrzeniach, fantazjach i bezsennych nocach, podczas których wyobrażałam sobie, jak by to było być tą, która dzieli łóżko z Evanem zamiast mojej matki. Czułam się zdradziecko, mimo że ja i moja matka nigdy nie byłyśmy ze sobą szczególnie blisko.
„Nie! Nie wracam i nie możesz mnie do tego zmusić!” – krzyczę.
„Sienna!” – poirytowany głos Evana przywołuje mnie do porządku. Gryzę się w język, ściskając telefon w dłoni.
Zgrzytam zębami z irytacji. Nie miałam żadnych konkretnych planów na wakacje, choć myślałam o opcjach stażu.
Skoro kończę drugi rok, powinnam spędzić przerwę letnią na stażu w jakiejś renomowanej firmie architektonicznej, która mnie przyjmie.
„To coś, czego chciała twoja matka” – mówi Evan, a jego głos znów staje się spokojny i opanowany.
Oczywiście. Wciąż będzie psuć mi życie, nawet gdy już jej nie ma.

![Miłość od pierwszego smaku [Ulubienica ojczyma]](https://cos.ficspire.com/2025/07/15/2adc15f6ab89481e9bd91ca90a57e696.jpg?imageMogr2/crop/160x200/gravity/center)







![Miłość od pierwszego smaku [Ulubienica ojczyma]](https://cos.ficspire.com/2025/07/15/2adc15f6ab89481e9bd91ca90a57e696.jpg?imageMogr2/crop/64x96/gravity/center)






