Punkt widzenia Genevieve
Ciężarówka zatrzymuje się, a moje ciało wpada na kogoś obok. Jestem zbyt słaba, by się poruszyć, i z trudem otwieram oczy przez opuchliznę na twarzy. Słysząc głosy, wiem, że to ludzie króla, i domyślam się, że dotarliśmy do jego królestwa.
Tylne drzwi ciężarówki otwierają się i słyszę krzyki, zanim ciała zostają wywleczone na zewnątrz. Jakieś ręce chwytają mnie, podnoszą moje ciało i rzucają na ziemię. Uderzam z głuchym łoskotem o twardy beton, zagryzając język, by nie wydać z siebie żadnego dźwięku.
Czuję, jak z języka sączy się krew, i wypluwam ją przed siebie; krew spływa mi po szczęce. Próbując rozeznać się w otoczeniu za pomocą słuchu, wiem, że w ciężarówce było nas około piętnastu osób, a gdy tu dotarliśmy, słyszałam więcej niż jeden pojazd.
– Wstawaj na nogi, wyrzutku! – Strażnik zatrzymuje się przy moim ciele i kopie mnie w brzuch. Całe powietrze uchodzi z moich płuc i z bólu muszę objąć się ramionami za brzuch. Próbując otworzyć oczy, rozglądam się i kątem oka dostrzegam oszałamiająco przystojnego mężczyznę w ciemnoszarym garniturze, który zbliża się do nas. Mam przeczucie, że wiem, kto to jest!
Ma u swego boku jeszcze trzech mężczyzn, a po otaczającej go aurze mogę się już domyślić, kim on jest, podobnie jak ci obok niego.
Próbując usiąść, pochylam się do przodu i trzymam głowę spuszczoną; cokolwiek się stanie, moja prawdziwa tożsamość nie może wyjść na jaw.
Mężczyzna podchodzi bliżej, a ja muszę uspokoić łopoczące serce. Wiem, że wychwycą moje tętno, jeśli nie zdołam go opanować.
Widzę jego stopy zbliżające się do miejsca, gdzie siedzę na ziemi, po czym zatrzymuje się kawałek przed nami. Po prostu oddycham powoli i skupiam się na tym, by trzymać głowę nisko, mając nadzieję, że mnie nie zauważy.
– Czy to wszyscy? – słyszę jego słowa i to wszystko, co muszę wiedzieć; to on. Do końca życia nie zapomnę tego głosu... Mój przeznaczony!
– Tak, mój królu! – odpowiada mu głos strażnika.
Ze wzrokiem utkwionym w ziemi czekam na to, co ma nadejść.
– Zabierzcie ich do lochów i rozpocznijcie przesłuchania! – rozkazuje, a strażnicy zaczynają wlec ludzi w dół po schodach.
Jakaś para rąk chwyta mnie, po czym zostaję powleczona w stronę schodów. Strażnik się nie zatrzymuje, a moje ciało obija się o każdy stopień. Jestem już ciężko pobita, a przy każdym stopniu w dół próbuję tylko powstrzymać skomlenie. Nie dam im tej satysfakcji.
Pokonawszy ostatni stopień, strażnik wciąga mnie do środka, a ja muszę próbować oddychać mimo potwornego smrodu krwi i płynów ustrojowych, który uderza mnie w nozdrza w chwili, gdy wchodzimy do budynku.
Strażnik zatrzymuje się przed celą i otwiera drzwi, po czym wrzuca mnie do środka. Ląduję na podłodze, uderzając głową o twardy beton. Czuję, jak od uderzenia pęka mi skóra na głowie, a po policzku spływa ciepła substancja.
Nie mam już sił, by się poruszyć, a moja wilczyca jest uśpiona przez ten cały tojad, który podawali nam podczas jazdy. Nie mogę uleczyć swoich ran, a przed oczami zaczynają mi tańczyć czarne plamy. Nie walczę z tym teraz! Po prostu pozwalam, by pochłonęła mnie ciemność i zabrała z tego miejsca.
Myślami wracam do chwili, gdy lata temu po raz pierwszy zobaczyłam mojego przeznaczonego. Podążałam za zniewalającym zapachem, który zaprowadził mnie na cmentarz.
Stawał się coraz silniejszy, gdy weszłam nieco głębiej, i nie mogłam mu się oprzeć.
Wtedy go zobaczyłam! Stał tyłem do mnie przy świeżym grobie. Nie musiał się odwracać, bym wiedziała, że to mój przeznaczony.
Zamierzłam w bezruchu, gdy zobaczyłam, przy czyim grobie stoi.
W duchu przeklinałam Boginię Księżyca! Jak mogła być tak okrutna?
Moim przeznaczonym jest Król Alfa... Alaric!
Król wszystkich wilkołaków, który właśnie stracił swoją przeznaczoną. Mówiono, że zaszła w ciążę i była zbyt słaba, by ją przetrwać; zmarła zaledwie miesiąc po poczęciu. Pochował ją wczoraj!
Próbuję powoli i bezszelestnie cofać się, gdy widzę, jak wciąga nosem powietrze i powoli się odwraca.
Jego oczy spotykają się z moimi, a oddech więźnie mi w piersi.
Jest taki przystojny! Wysoki i bardzo muskularny. Ma czarne włosy, a w ciemności widzę jego świecące, bursztynowe oczy.
Jest oszałamiająco przystojny!
– PRZEZNACZONY – słowo po prostu wyrywa się z moich ust, zanim zdążę je powstrzymać.
– NIE!! – ryczy na mnie, zbliżając się długimi krokami. Staje tuż przede mną, a ja boję się choćby odetchnąć.
Mocnym chwytem łapie mnie za podbródek i unosi moją głowę, bym na niego spojrzała. Patrzy mi głęboko w oczy, a z jego dotyku sypią się iskry, sprawiając, że wciągam powietrze ze świstem pod wpływem tego doznania.
– Nie jesteś moją przeznaczoną! I nigdy nią nie będziesz! –
Wypluwa z siebie te słowa prosto w moją stronę.
Jest tak wściekły, że wymyka się z niego aura alfy, a ja ledwo mogę oddychać.
– Opuścisz moje ziemie i nigdy nie wrócisz! Jeśli jeszcze kiedyś postawisz stopę na moim terytorium, zabiję ciebie i całą twoją rodzinę! Zrozumiano? – mówi z taką nienawiścią w głosie.
Nie mogę się poruszyć, nie mogę spojrzeć mu w oczy. Ból, który czuję, niemal powala mnie na ziemię. Myślę, że bym upadła, gdyby nie jego twardy chwyt na moim podbródku. Z moich ust wyrywa się skomlenie.
– Zapytałem, czy to zrozumiałe! – warczy na mnie, a po moim policzku spływa łza. Muszę powstrzymać szloch wywołany bólem, który odczuwam.
Jego uścisk na moim podbródku zaciska się, a jedyne, co mogę zrobić, to skinąć głową. Gdyby jego spojrzenie mogło zabijać, byłabym już martwa.
Puszcza mnie, a ja padam na kolana. Próbując się pozbierać po tym całym bólu serca, którego doświadczam.
– A teraz wypierdalaj z moich ziem! – grzmi, a jego polecenie alfy
spływa na mnie i nie mogę zrobić nic innego, jak tylko okazać posłuszeństwo.
Zrywam się na nogi i zaczynam biec.