Punkt widzenia Genevieve
Budzi mnie wstrząs wywołany oblaniem lodowatą wodą. Wciągam powietrze do płuc i próbuję poruszyć rękami oraz nogami, ale boli mnie każda kończyna w ciele. W tej chwili jestem tylko martwym ciężarem i jedyne, co mogę zrobić, to poruszać palcami.
– Wstawaj, bezpańska dziwko! – słyszę wrzask jednego ze strażników, ale nawet gdybym chciała, nie jestem w stanie wstać. Jakaś stopa uderza mnie w brzuch, ból zapiera mi dech w piersiach i muszę z trudem łapać powietrze.
– Po prostu ją podnieś i zabierz do sali! – słyszę kolejny głos i domyślam się, że zabiorą mnie do sali tortur. Strażnik schyla się i podnosi mnie. Zostaję przerzucona przez jego ramię, pozbawiona jakichkolwiek sił do oporu.
Czuję, jak krew napływa mi do twarzy, a opuchlizna tylko potęguje ból. Zaczyna mi pulsować w uszach; jeśli wkrótce mnie nie opuszczą, zemdleję.
– Posadźcie ją na krześle i upewnijcie się, że jest dobrze przywiązana! – grzmi jakiś głos. Wyczuwam jego aurę, wiem, że to wilk o wyższej randze, prawdopodobnie beta lub gamma króla.
Zostaję rzucona na krzesło, a strażnik bierze moje ręce i przymocowuje je do mebla. Moje ramiona zostają unieruchomione sznurami i jedyne, czym mogę teraz poruszyć, to moje nogi.
Czuję, jak strażnik kuca i zaczyna wiązać moje nogi; po chwili kończy z jedną z nich.
– Drugą możesz sobie odpuścić! Ta suka nie stawi większego oporu, i tak jest już prawie martwa – odzywa się ponownie głos, a ja nie próbuję otwierać oczu, pozwalając, by głowa bezwładnie mi zwisała.
Strażnik mnie puszcza, a ja słyszę, jak na stole kładzione są jakieś narzędzia. Mogę się tylko domyślać, czego na mnie użyją.
– Przynieś młotek! Zacznijmy od łamania jej palców – słyszę jego słowa. Czyjeś kroki przesuwają się po podłodze, zanim wyczuwam jego obecność tuż obok siebie.
Jego dłoń opada i chwyta moją twarz, by brutalnie odchylić moją głowę do tyłu. Mając zamknięte oczy, po prostu oddycham, przygotowując się na to, co ma nadejść.
– Powiedz mi, gdzie jest wasz przywódca! – mówi do mnie, a nawet gdybym znała odpowiedź, nie mogłabym mu jej udzielić przez to, jak bardzo spuchnięty jest mój język. Nacisk jego dłoni na mój policzek wzrasta, gdy nie odpowiadam.
– Nie powiesz mi? Wyjaśnijmy sobie jedno! Wyciągnę to z ciebie w ten czy inny sposób! – Puszcza mój policzek i mija zaledwie kilka sekund, zanim czuję młotek na moim małym palcu, miażdżący go pod siłą ciosu. Nie potrafię powstrzymać skomlenia i czuję, jak pod powiekami wzbierają mi łzy.
Próbuję oddychać mimo bólu. Czuję, jak żołądek wywraca mi się do góry nogami i muszę zwrócić na podłogę wszystko, co w nim miałam.
Wymioty spływają mi po nogach, a ja otrzymuję cios w twarz, od którego moja głowa odskakuje na bok.
– To za to, że rzygnęłaś mi na buta! – Niemal tracę przytomność od tego ciosu i nie wiem, ile jeszcze zdołam znieść bez mojej wilczycy.
Słyszę zbliżających się mężczyzn, a w sekundzie, w której jego zapach uderza mnie w nozdrza, wiem, że mój czas dobiegł końca, jeśli dowie się, że to ja.
Podchodzą bliżej i słyszę, jak wchodzą do pomieszczenia, zatrzymując się kawałek dalej. Moja głowa zwisa bezwładnie i mam nadzieję, że z powodu tego, jak dotkliwie zostałam pobita, nie rozpozna mnie. Może mnie nawet nie pamiętać po tych wszystkich latach, od kiedy wyrzucił mnie ze swojego królestwa.
– Wyciągnąłeś coś z niej?! – Jego głos dociera do moich uszu, a po plecach przebiega mi dreszcz. Wiem, że mój zapach jest przed nim ukryty za pomocą eliksiru, ale w tym tempie, po tak dotkliwym pobiciu, nie wiem, jak długo to jeszcze potrwa.
– Nie, ta suka ledwo żyje! Nie sądzę, żebyśmy mieli z niej większy pożytek! Mogę ją po prostu dobić! – mówi tamten głos, a ja po prostu tu siedzę i ich słucham.
– Pozwól mi na nią spojrzeć! – słyszę słowa mojego przeznaczonego i strach pełznie mi po plecach. Nie mogę pozwolić, żeby mnie dotknął i się dowiedział.
Wolałabym zostać zabita, niż pozwolić mu odkryć, że to ja!
Otwierając nieco oczy na siłę, widzę stojącego przede mną mężczyznę z nogami rozstawionymi po obu stronach moich, co daje mi idealną okazję, by kopnąć go w krocze moją swobodną stopą.
Wiem, że przez jego gniew będzie to prawdopodobnie bolało dziesięć razy bardziej i mogę tego nie przeżyć. To ryzykowne posunięcie, ale muszę z niego skorzystać.
Krzesząc z siebie każdą resztkę sił, jaka mi pozostała, kopię go swobodną stopą w krocze.
Zarabiam na wściekły warkot, zanim jego dłoń ląduje na mojej twarzy, uderzając mnie tak mocno, że spadam na ziemię, wciąż przywiązana do krzesła. Moja głowa znów roztrzaskuje się o podłogę i tym razem nie jestem w stanie nawet zaskamleć. Czując, jak z mojego ciała uchodzi życie, powoli zostaję pochłonięta przez ciemność.
Stopy mojego przeznaczonego zatrzymują się przede mną i słyszę, jak kuca obok mnie.
Siedzi tam, a ja słyszę, jak przez chwilę wciąga nosem powietrze.
– Alaric, co się dzieje? – pyta jeden z jego ludzi, ale mnie to już nie obchodzi. To koniec! Nie wyjdę stąd żywa.
– Nie wiem! Coś jest z nią nie tak! Zabierzcie ją do celi i zobaczcie, czy przetrwa noc – rzuca i wstaje z podłogi. Słyszę, jak zaczynają wychodzić z pokoju, i próbuję wsłuchać się w to, dokąd idą, zanim ogarnia mnie mrok.
















