Mocne ramię mężczyzny unieruchomiło jej nadgarstek nad głową, a on sam pochylił się, więżąc ją pod sobą.
Czarna aksamitna kołdra opadła mu na klatkę piersiową, odsłaniając wyraźnie zarysowane obojczyki. Na czarnym tle jego skóra wydawała się wyjątkowo jasna, niemal kryształowa.
Przed odrodzeniem nigdy nie była w tak bliskiej relacji z mężczyzną, więc czując jego ciężar, wpadła w lekką panikę. "Ty... puść mnie!"
"Odpowiedz na moje pytanie!" – powiedział chłodno mężczyzna. Poruszył wąskimi wargami, a jego głos był ciężki od emocji.
"Co... co takiego?" – Aria zaczęła się jąkać pod wpływem jego bezpośredniego spojrzenia.
"Kto cię tu przysłał?"
"..."
Aria oniemiała. Sądząc po jego tonie, on również został wrobiony, tak jak ona. Wyglądało na to, że oboje padli ofiarą spisku.
"Posłuchaj mnie, ty i ja..." Aria już miała zacząć wyjaśnienia, gdy na zewnątrz rozległ się dzwonek do drzwi.
Potem nastąpiły głośne krzyki i uderzenia w skrzydło drzwi: "Otwierać! Wy w środku, otwierać natychmiast, bo wyważymy drzwi!"
"..."
Zanim zdążyli zareagować, usłyszeli szczęk zamka, a do środka wtargnęła grupa ludzi.
W jednej chwili rozbłysły flesze aparatów, oślepiając ich oboje.
Ramiona Arii były na wpół odsłonięte; pośpiesznie podciągnęła kołdrę, a mężczyzna podświadomie pomógł jej się zakryć.
Zmarszczył lekko brwi i rzucił lodowate spojrzenie w stronę drzwi. "Kim jesteście? Jak śmiecie nachodzić cudzy pokój?"
Wszyscy zamarli pod wpływem tego władczego, pełnego dystansu głosu. Chwilę później Aria usłyszała, jak ktoś cicho wciąga powietrze, wymawiając jego nazwisko.
"Blackw... Pan Blackwood..."
W otoczeniu nagle zapadła nienaturalna cisza.
Szczelnie owinięta kołdrą Aria, wystawiając jedynie głowę, szybko rozejrzała się dookoła.
Było jasne, że ci ludzie rozpoznali tego mężczyznę, a mówiąc ściślej – bali się go.
To jeszcze bardziej utwierdziło ją w przekonaniu, że człowiek ten jest albo niezwykle bogaty, albo wpływowy, i na pewno nie jest kimś zwyczajnym.
"Uh... Panie Blackwood, najmocniej przepraszam!" – wykrztusił drżącym głosem kelner trzymający klucz do pokoju.
Jeden z reporterów powiedział z przymilnym uśmiechem: "Panie Blackwood, to nieporozumienie... czyste nieporozumienie!"
Aria przyglądała im się uważnie. W jej niebieskich oczach błysnął spryt. Ci ludzie nagle spuścili z tonu, a on nazywał się Blackwood.
„Czy to możliwe, że...” Nie mogła wyjść ze zdumienia nad własną myślą.
Jeśli to naprawdę rodzina Blackwoodów, jedna z czterech najbardziej wpływowych rodzin w Kolorado, to ten mężczyzna musi być...
"Pff... nieporozumienie?! Ja, Killian Blackwood, nie znam żadnego z was. Więc doprawdy nie wiem, skąd to rzekome nieporozumienie miałoby się wziąć!"
Słysząc to, Aria nie mogła powstrzymać zaskoczenia w momencie, gdy jej przypuszczenia się potwierdziły.
Killian Blackwood.
Ten człowiek to naprawdę Killian Blackwood.
Ta noc w jej poprzednim życiu była pasmem nieszczęść, do których nie chciała wracać, ale gdyby wtedy nie uciekła, gdyby wiedziała, że tym kimś jest Killian Blackwood, czy wszystko potoczyłoby się inaczej?
"Panie Blackwood, ktoś nas poinformował, że ta gwiazdka, Aria Sterling, jest tutaj w ramach niepisanej zasady 'usługi za rolę', więc..."
"Gadasz bzdury!" – przerwała mu Aria drżącym głosem. "Wyraźnie chcieliście mnie wrobić!"
"Co? My nikogo nie wrabialiśmy! Ty przecież wyraźnie..."
Aria nie dała mu skończyć. "Mało tego, że próbujecie zniszczyć mnie. Jak śmiecie mieszać w to pana Blackwooda!"
"Ja... my..."
Oczywiście ci ludzie nie odważyli się wszczynać awantur przy Killianie Blackwoodzie. Zamiast tego zaczęli piszczeć i wytykać Arię palcami. "W takim razie wyjaśnij, co tutaj robisz?"
Lekko uniosła podbródek. "Jestem ze swoim chłopakiem. Czy to coś złego być ze swoim chłopakiem?"
Chłopakiem?
Słysząc to, wszyscy spojrzeli po sobie z konsternacją.
Aria poczuła jedynie lodowate spojrzenie posłane z boku. Z nerwów pocił jej się nos, a ona sama nie miała odwagi na niego spojrzeć.
"Jakie masz dowody na to, że jesteś dziewczyną pana Blackwooda?"
"Dowody...?"
Aria przewróciła oczami, zarzuciła ramiona na szyję Killiana, zamknęła oczy i złączyła swoje usta z jego.
Tym razem to Killian szeroko otworzył oczy ze zdziwienia.
Kobieta przed nim miała skórę gładszą niż śnieg. Jej rysy twarzy były wykwintne, a długie włosy przypominające wodorosty lekko nieuporządkowane, co nadawało jej nieopisany urok.
To ona przejęła inicjatywę, ale drżące rzęsy i chłodne, różowe usta zdradzały mu jej ogromne zdenerwowanie.
Ta drobna emocja sprawiła, że w Killianie obudziła się nutka rozbawienia; nie spieszył się z odepchnięciem jej, co oznaczało, że z ciekawością wyczekuje dalszego ciągu tego przedstawienia.
Aria mogła się tylko domyślać zdumionej miny Killiana, więc naturalnie nie śmiała otworzyć oczu. Po prostu trzymała je mocno zamknięte, udając głupią do końca, podczas gdy jej dłonie kurczowo trzymały się jego szyi.
Wokół zapadła grobowa cisza.
Grupa ludzi nie wiedziała, jak zareagować na tę scenę.
To nie był zaplanowany scenariusz, a już na pewno nikt nie potrafił wyjaśnić, skąd wziął się tu wielki Killian Blackwood. Co więcej, Killian nie zaprzeczył. Wręcz przeciwnie, jego reakcja wyglądała na potwierdzenie ich relacji.
Pocałunek dobiegł końca.
Aria niemal puściła Killiana z duszą na ramieniu.
Wszystko działo się tak nagle, a ona sama wciąż była w szoku po odrodzeniu. Nie miała pewności, czy Killian będzie z nią współpracował. Założyła jednak, że nigdy nie pozwoli tym ludziom na fabrykowanie kompromitujących materiałów na jego temat.
Dlatego między byciem „dziewczyną” a dziewczyną, która z nim spała, wybór wydawał się oczywisty.
Podczas oczekiwania Aria miała wrażenie, że każda sekunda trwa rok.
Dopiero gdy rozległ się magnetyczny głos Killiana: "Słyszeliście, widzieliście, a teraz wszystko jest już jasne, prawda?"
Te słowa oznaczały, że Killian Blackwood przyznał się do tego związku.
Od tej chwili naprawdę wpadli w spore tarapaty.
"Panie Blackwood, to..."
"Czy nie zamierzacie jeszcze stąd wyjść?" – Killian uniósł lekko brwi. Z jego wąskich warg wydobył się cichy głos, który jednak niosł ze sobą nieopisaną godność.
W Hiszpanii niewielu śmiało prowokować Killiana Blackwooda, a co dopiero wdzierać się do jego pokoju i naruszać prywatność.
Jeśli nie wyjdą teraz, marne szanse, by uszli z tego cało!
"Chwileczkę!" Chłodny głos zatrzymał rozbiegającą się gromadę. "Zostawcie aparaty i telefony".
Killian naturalnie nie mógł pozwolić, by te zdjęcia ujrzały światło dzienne. Nawet jeśli na dziesięć tysięcy procent nie chcieli tego robić, musieli posłusznie wykonać polecenie.
Nikt nie odważył się igrać z Killianem Blackwoodem.
Aparaty i telefony wylądowały na stole, po czym jeden po drugim zaczęli opuszczać pokój.
W otoczeniu natychmiast zrobiło się cicho. Aria również podświadomie odetchnęła z ulgą.
Gdy oprzytomniała, zdała sobie sprawę, że wciąż znajduje się w intymnej pozycji z Killianem, więc pośpiesznie go odepchnęła.
"Tsk... zamierzasz teraz 'wyjść po dobrej zabawie'?" – Killian zachichotał lekko, a jego głębokie oczy spoczęły na twarzy Arii.
Aria owinęła się kołdrą i rzuciła mu gniewne spojrzenie. "Hej, co masz na myśli mówiąc 'wyjść po dobrej zabawie'? Czy to nie ja pomogłam ci wyjść z opresji?"
"Och? Pomogłaś mi?"
"A nie?"
Killian nie odpowiedział, jedynie zmrużył oczy i wpatrywał się w nią w milczeniu.
Aria czuła przed nim lęk, ale w tej sytuacji nie mogła okazać słabości.
Jednak pod wpływem jego spojrzenia poczuła lekkie wyrzuty sumienia, po czym skrzywiła usta i złagodziła ton: "No dobrze, powiedzmy, że pomogliśmy sobie nawzajem, zgoda?"
"..."
Killian wciąż milczał. Kącik jego ust drgnął. Uśmiech stawał się coraz bardziej figlarny.
Aria machnęła ręką ze zniecierpliwieniem. "Cóż, dziękuję, że nic nie powiedziałeś. Pomogłeś mi, więc ci się odwdzięczę. Jeśli w przyszłości będziesz potrzebował mojej pomocy, daj znać. Ale..." Jej oczy rozszerzyły się, gdy dodała stanowczo: "To, co wydarzyło się zeszłej nocy... na tym koniec!"
















