logo

beletrystyka

Tajemnica panny młodej dziedzica

Tajemnica panny młodej dziedzica

Autor: Mad Max

Rozdział 4 Źle ją zrozumiałem
Autor: Mad Max
14 cze 2025
„Ślub ze mną… był błędem?” pomyślała Maeve, czując, jak ostry, bolesny węzeł zaciska się w jej piersi. Słowa cięły głęboko, zostawiając po sobie gorzkie pieczenie, a fala gniewu wezbrała w niej gwałtownie. Nie mogła się powstrzymać. — Jakim prawem tak mówisz? Czy ty mnie w ogóle znasz? Samo radzenie sobie z koszmarem, który widywała wcześniej tylko w internecie, było wystarczająco złe; teraz, skonfrontowana z podejrzeniami Byrona, Maeve poczuła głębokie poczucie niesprawiedliwości. Byron miał właśnie odpowiedzieć, gdy serią gwałtownych uderzeń wstrząsnęły drzwi mieszkania, po czym rozległ się wściekły, oskarżycielski głos Jeffa. — Maeve! Ty suko! Czekałem w urzędzie pół godziny, a ty się tutaj zabawiasz z innym facetem! Gdybym nie sprawdził nagrań z monitoringu, nie wiedziałbym, że zaciągnęłaś jakiegoś typa do siebie! Wiem, że tam jesteś! Otwieraj te cholerne drzwi! Głos Jeffa był szaleńczym rykiem, a jego wściekłość tak intensywna, że niemal przenikała przez drewno; każde bezlitosne uderzenie podkreślało jego furię. Byron zmarszczył brwi i odwrócił się, by spojrzeć na Maeve. Była na skraju płaczu, jej oczy były czerwone i opuchnięte od powstrzymywania łez. Obserwował ją uważnie, a na jego twarzy pojawił się błysk zrozumienia. „Więc to nie ona zamontowała kamerę? Może źle to oceniłem…” pomyślał. Maeve nie zauważyła spojrzenia Byrona; była zbyt skupiona na drzwiach, które teraz drżały pod brutalnym atakiem Jeffa. Jej twarz zbladła, gdy próbowała ogarnąć sytuację. Jeff nigdy nie należał do cierpliwych, zwłaszcza gdy był wkurzony lub pijany. „Potrafił być agresywny z byle powodu. Z rannym Byronem i tylko naszą dwójką tutaj, wpuszczenie Jeffa może skończyć się tragicznie” — pomyślała, a lęk ścisnął ją za gardło. Na zewnątrz Jeff wciąż wrzeszczał, jego głos był warczącą mieszanką wściekłości i goryczy. — Ty dziwko! Nic dziwnego, że zgrywałaś taką cnotkę, udając wielką damę, a za moimi plecami puszczałaś się z jakimś przypadkowym gościem! Myślisz, że możesz po prostu nie otwierać drzwi? Dobra! Rozległ się głośny, ogłuszający trzask, gdy coś ciężkiego uderzyło w drzwi, wstrząsając ścianami. Nastąpiło kilka kolejnych brutalnych uderzeń, a potem, z ostatecznym miażdżącym łoskotem, drzwi pękły i runęły do środka. Maeve instynktownie odskoczyła do tyłu, wpadając na Byrona. Pamiętając ich wcześniejszą kłótnię, szybko się odsunęła, ale jego duża dłoń wystrzeliła, łapiąc ją i wciągając za siebie. Jego głos był spokojny, ale twardy jak stal, gdy wydał polecenie: — Zostań z tyłu. Maeve zamarła na chwilę, z sercem kołaczącym jak szalone, a zanim się otrząsnęła, Jeff już wparował do mieszkania. Ściskając metalowy pręt, z twarzą wykrzywioną furią, Jeff splunął na podłogę, a jego oczy płonęły jadem. — Wy brudne szumowiny! Naprawdę myśleliście, że zamknięte drzwi mnie powstrzymają? Wyraz twarzy Maeve stwardniał. — Jeff, to ty zdradziłeś pierwszy. Już ci mówiłam, że to koniec. To, z kim teraz jestem, to nie twój pieprzony interes… — Zamknij ten ryj! — ryknął Jeff, a jego wściekłość wykipiała. — Najpierw zajmę się tym dupkiem, a potem tobą, ty zdziro! Zamachnął się metalowym prętem z okrutną siłą, celując prosto w głowę Byrona — był to cios, który mógł spowodować poważne obrażenia, a nawet zabić. Twarz Maeve stała się biała jak ściana, serce waliło jej ze strachu. Ledwo zdołała krzyknąć: — Panie McDaniel, uwaga! W chwili, gdy pręt opadał, potężna dłoń wystrzeliła w górę, zatrzymując go w połowie zamachu. Byron stał niewzruszony, jego oczy były zimne i pełne pogardy, gdy mierzył Jeffa wzrokiem. Mięśnie jego ramienia napięły się, silne i wyraźnie zarysowane, gdy chwycił pręt, jakby ten nic nie ważył. Jednym płynnym ruchem skręcił ciało i chwycił ramię Jeffa, szarpiąc je do tyłu z szybkim, brutalnym trzaskiem. Przerażający chrzęst kości wypełnił pokój, a zaraz po nim rozległ się przeszywający krzyk Jeffa. Ale Byron nie skończył. Jego noga wystrzeliła, wymierzając potężne kopnięcie w klatkę piersiową Jeffa. Uderzenie było brutalne; ostry trzask żeber odbił się echem w powietrzu. Jeff nie zdążył nawet jęknąć, zanim runął nieprzytomny na podłogę. Jednak gwałtowne ruchy Byrona otworzyły jego rany. Skrzywił się, a jego twarz wyraźnie zbladła. Maeve zauważyła to natychmiast i podbiegła do niego, nie zaszczycając spojrzeniem Jeffa, który leżał bez ruchu na podłodze. — Czy rana się otworzyła? Musimy jechać do szpitala? — Nic mi nie jest — mruknął Byron, ale jego wzrok mimowolnie powędrował ku dekoltowi Maeve wystającemu z koszuli nocnej, po czym szybko przeniósł skupienie z powrotem na Jeffa. — Co mamy zrobić z tym śmieciem? — Jego głos był zimny i lekceważący, jakby Jeff był niczym więcej niż odpadkiem czekającym na wyrzucenie. Maeve poczuła, jak mały, nieoczekiwany uśmiech błąka się na jej ustach, ale zniknął, gdy rozejrzała się po wyłamanych drzwiach i pobojowisku w swoim salonie. Wzdrygnęła się na myśl o tym, co mogłoby się stać, gdyby Byron się nie pojawił. Świadomość, że była obserwowana przez Jeffa każdego dnia, sprawiała, że cierpła jej skóra i przewracało jej się w żołądku. „Dzięki Bogu, że nigdy za niego nie wyszłam” — pomyślała, przygryzając wargę i próbując się uspokoić. Kiedy Maeve znów się pozbierała, zauważyła, że Byron rozmawia przez telefon, spokojny i opanowany. — Tak, załatwcie to i przywieźcie. Szybko. Maeve zamrugała, zdezorientowana. Dziesięć minut później przybyli ochroniarze Byrona. Szybko zrobili zdjęcia, zebrali dowody i wywlekli Jeffa na komisariat. Zabrali też ukrytą kamerę i metalowy pręt — kluczowe dowody. Niedługo po wyjściu ochroniarzy zjawiła się ekipa robotników, by zamontować nowe drzwi. Pracowali sprawnie przez około pół godziny i wkrótce drzwi były bezpiecznie na swoim miejscu. Maeve, wdzięczna za ich ciężką pracę, chciała zaproponować im coś do picia, ale zanim zdążyła powiedzieć choć słowo, już ich nie było, zostawiając ją z niczym innym jak porzuceniem tego pomysłu. Spojrzała na nowiutkie drzwi i uśmiechnęła się. — Te drzwi wyglądają na całkiem solidne. Następnym razem nie powinny tak łatwo pęknąć, prawda? Byron, który właśnie skończył sprawdzać zamek, uniósł brew. — Nie powiedzieli ci? Te drzwi są zrobione z tego samego materiału, którego używa się do sejfów. Trzeba by bomby, żeby się przez nie przebić. Szczęka Maeve opadła. — Czy to nie lekka przesada jak na moje małe mieszkanko? „Moje ciasne, tanie mieszkanie ma zabezpieczenia jak skarbiec bankowy? To po prostu szalone” — pomyślała. Byron zaśmiał się cicho, ale nagle jego twarz pobladła, a na czole zaczęły perlić się krople potu.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 4 Źle ją zrozumiałem – Tajemnica panny młodej dziedzica | Czytaj powieści online na beletrystyka