Maeve natychmiast wyczuła, że coś jest nie tak. — Rana znowu daje o sobie znać? Dopiero co mówiłeś, że nic ci nie jest. To jest twoja definicja „nic mi nie jest”?
Nie czekając na odpowiedź Byrona, chwyciła go za ramię i poprowadziła z powrotem do salonu. — Odmawiasz wizyty w szpitalu, ale znam się trochę na pierwszej pomocy. Jeśli nie masz nic przeciwko, mogę pomóc.
Byron zmarszczył brwi, ale tym razem nie protestował, wydając z siebie ciche mruknięcie zgody. Maeve zaprowadziła go na sofę i ostrożnie podniosła jego koszulę, by sprawdzić ranę. Dech uwiązł jej w gardle, gdy zobaczyła bandaż na jego brzuchu przesiąknięty krwią.
„Rana jest tak poszarpana, a on mimo to zdołał powalić Jeffa jednym kopnięciem. Czy on jest naprawdę aż tak silny, czy to Jeff jest aż tak beznadziejny?” — zastanawiała się.
Odpychając te myśli, Maeve zaczęła odwijać bandaż, mówiąc łagodnym i uspokajającym głosem: — Będę tak delikatna, jak tylko potrafię. Jeśli zaboli, po prostu powiedz.
Oczy Byrona pozostały utkwione w niej. Jej twarz była tak blisko jego rany, że czuł jej ciepły, delikatny oddech na swojej skórze.
Musiała dopiero co wyjść spod prysznica — wyczuł słabą woń białej lilii, lekką i kojącą. Z każdym ostrożnym ruchem zapach zdawał się przybliżać, wypełniając powietrze wokół nich. Czas zdawał się rozciągać, zawieszony w tej intymnej chwili.
— Gotowe — powiedziała w końcu Maeve, cofając się z zadowolonym uśmiechem po założeniu nowego opatrunku. — Tylko utrzymuj to w suchości i unikaj wysiłku fizycznego, bo znowu ją rozerwiesz.
Byron przełknął ślinę, słuchając jej łagodnych instrukcji. — Przepraszam, że wcześniej wyciągnąłem pochopne wnioski — powiedział, a jego głos był cichy, lecz szczery.
Maeve zamrugała, zaskoczona niespodziewanymi przeprosinami. Podniosła wzrok i napotkała jego głębokie, brązowe oczy. Były spokojne jak tafla stawu, a jednak kryły w sobie odległą, nieosiągalną jakość, jak światło dalekiej gwiazdy — tajemnicze i niemożliwe do pełnego pojęcia.
Serce jej zabiło mocniej. — To… to w porządku. Nie miałam pojęcia, że za tym wszystkim stoi mój eks, więc rozumiem, dlaczego pomyślałeś o najgorszym.
Chciała go zapewnić, że to naprawdę nie ma znaczenia, że wcale jej to tak bardzo nie dotknęło. Ale słowa uwięzły jej w gardle.
Cała frustracja, gniew, strach i niepewność, które zakopała głęboko w sobie, wezbrały jak balon. Proste przeprosiny Byrona zadziałały jak szpilka, sprawiając, że wszystko to pękło z hukiem.
Emocje przelały się przez Maeve, sprawiając, że oczy zaczęły ją piec i szczypać, aż z trudem powstrzymywała łzy.
Wtedy nagle pokój pogrążył się w ciemności — wysiadł prąd.
Łzy, z którymi Maeve tak zaciekle walczyła, przelały się w jednej chwili, spływając cicho po jej policzkach.
— Nic się nie stało, naprawdę. Tutaj to się ciągle zdarza. Prąd powinien zaraz wrócić — mruknęła Maeve, a jej głos był napięty, gdy próbowała uspokoić Byrona, zmuszając się do brzmienia pewnie.
Płakała cicho, z twarzą opanowaną, z wyjątkiem łez zbierających się w oczach. Kilka gorących kropel spadło na grzbiet dłoni Byrona, zdradzając jej maskę.
„Poważnie? Moje przeprosiny tak ją wystraszyły, że płacze? Co jest, do cholery?” — pomyślał Byron, a frustracja przemknęła przez jego twarz. Zacisnął usta w wąską linię i odszedł w jakiś kąt salonu.
Maeve robiła co mogła, by się pozbierać, zdeterminowana, by nie pokazać Byronowi, jak bardzo czuje się bezbronna. Ale właśnie wtedy światła zamigotały i włączyły się z powrotem.
Zaskoczona spojrzała w górę, a jej czerwone, opuchnięte oczy napotkały wzrok Byrona. Stał przy włączniku światła, wpatrując się w nią z beznamiętnym wyrazem twarzy. Potem, spokojnie, zgasił światło z powrotem. — Płacz sobie. Nie włączę światła z powrotem — jego głęboki głos przeciął ciemność.
Maeve oniemiała, rozdarta między frustracją a niespodziewaną chęcią śmiechu. O dziwo, ciężar w jej piersi zaczął ustępować, rozpuszczając się jak bańki mydlane niesione przez jej łzy. Na sercu zrobiło jej się nieco lżej.
— Możesz już włączyć. Skończyłam — powiedziała.
Światła zapaliły się ponownie, a Maeve wyprostowała się, jakby nic się nie stało. — Martwię się, że mogą tu być jeszcze inne ukryte kamery — powiedziała, szybko zmieniając temat. — Możesz dla mnie sprawdzić?
Byron skinął krótko głową.
Po dokładnym przeszukaniu pokoju oboje poczuli ulgę, nie znajdując więcej kamer. Maeve szczególnie martwiła się o swoją sypialnię i łazienkę, ale na szczęście oba pomieszczenia były czyste.
Kiedy dotarli do pokoju Byrona, Maeve otworzyła drzwi i powiedziała: — Nie spodziewałam się, że wprowadzisz się tak szybko, więc nie zdążyłam wszystkiego przygotować. Na przykład… twojego łóżka.
Twarz Byrona pozostała nieodgadniona, gdy na nią patrzył. — Więc śpię dziś na podłodze?
Maeve zawahała się, myśląc: „Pozwolić rannemu człowiekowi spać na podłodze? To po prostu nie w porządku. Ale jedyne łóżko jest w moim pokoju”.
— A może… podzielisz łóżko ze mną? — wypaliła Maeve, zanim zdążyła się powstrzymać.
















