Demaskowanie jego mściwej panny młodej

Demaskowanie jego mściwej panny młodej

Autor: Isabella Wright

Rozdział 2 Nieznajomy w lustrze
Autor: Isabella Wright
25 maj 2026
Podniesione głosy wyrwały mnie z nieprzytomności. Ostre, jarzeniowe światło miejsca, które wyglądało na gabinet szkolnej pielęgniarki, kłuło mnie w oczy, gdy próbowałam się zorientować w sytuacji. — Moja córka zemdlała na lekcji WF-u i uderzyła się w głowę! Oczekuje pani, że zaakceptuję tę żałosną wymówkę zamiast odszkodowania? — Kobieta z tanimi blond pasemkami i zbyt mocnym makijażem machała kartką papieru przed twarzą zmęczonej kobiety w fartuchu medycznym. — Pani Carmichael, jak już wyjaśniałam, Rowan cierpiała na niski poziom cukru we krwi. Badanie wykazało, że przez cały dzień prawie nic nie jadła. Szkoła dopełniła wszelkich procedur bezpieczeństwa... — Niech mi pani nie wciska tego biurokratycznego gówna! Jesteście odpowiedzialni za... — Obie zamknijcie się! — Słowa opuściły moje usta, zanim zdążyłam przetworzyć to, co się dzieje. Obie kobiety odwróciły się do mnie, oszołomione. Byłam równie zaskoczona nieznajomym głosem, który wydobył się z mojego gardła. Spoglądając w dół, zobaczyłam grube ramiona, których nie rozpoznawałam. *Co do cholery?* Nagle moją uwagę przykuł telewizor zamontowany w rogu pokoju. — Wiadomości z ostatniej chwili: Potężna eksplozja zniszczyła prywatną wyspę na Karaibach około godziny 7:10 rano. Niezamieszkana wyspa, będąca rzekomo własnością anonimowej europejskiej grupy inwestycyjnej, wydaje się być całkowicie unicestwiona. Straż Przybrzeżna informuje o braku ocalałych... Uderzył we mnie potok wspomnień. Placówka. Eksplozje. Moja śmierć. A jednak byłam tutaj, wyraźnie żywa, ale w cudzym ciele. Niczym tsunami uderzające o brzeg, obce wspomnienia zalały moją świadomość. Szkolne korytarze. Szyderczy śmiech. Wątły chłopiec z utykającą nogą. Mała, słabo oświetlona sypialnia. *Rowan Carmichael*. To imię wypłynęło z potopu wspomnień. Ból przeszył mi skronie, gdy dwa zestawy doświadczeń życiowych zderzyły się w moim mózgu. Przycisnęłam dłonie do głowy, mocno zaciskając oczy. — Wszyscy wyjść — rozkazałam przez zaciśnięte zęby. — Już. — Rowan, muszę sprawdzić twoje... — zaczęła pielęgniarka. — WYJŚĆ! — warknęłam z taką siłą, że obie kobiety cofnęły się w stronę drzwi. Blondynka — Brenda Carmichael, moja rzekoma matka w tym życiu — posłała mi wściekłe spojrzenie. — Porozmawiamy o tym zachowaniu, jak wrócisz do domu — fuknęła, po czym wypadła z gabinetu. Gdy zostałam sama, dokuśtykałam do małej łazienki przylegającej do gabinetu. Oparłam się o umywalkę i spojrzałam w górę. Twarz w lustrze nie należała do mnie. Okrągłe policzki, podwójny podbródek, mysie brązowe włosy ściągnięte w niechlujny kucyk. Ale oczy — były ostre, kalkulujące. Moje oczy, jakimś cudem, w tej nieznajomej twarzy. Przyjrzałam się odbiciu uważniej. Rysy nie były złe — właściwie całkiem delikatne i proporcjonalne pod warstwą nadwagi. Tłuszcz na twarzy nie był w stanie całkowicie ukryć całkiem niezłej struktury kości. — Rowan Carmichael — szepnęłam, testując to imię na języku. — Lepsze niż Echo, jak sądzę. Przynajmniej brzmi jak imię normalnej osoby. Obmyłam twarz zimną wodą, zmuszając się do logicznego myślenia. W jakiś sposób ja — Echo, najgroźniejszy zabójca świata — przetrwałam zniszczenie wyspy, przenosząc się do ciała tej nastolatki. Ciche pukanie przerwało moją analizę. Pielęgniarka wychyliła głowę. — Rowan? Czujesz się lepiej? Poziom cukru się stabilizuje. — W porządku — odpowiedziałam, zdziwiona tym, jak naturalnie zareagowałam na to imię. — Po prostu potrzebowałam chwili samotności. --- — Straciłam tu dość czasu — oświadczyła Brenda Carmichael, gdy opuszczałyśmy budynek szkoły. Zerknęła teatralnie na zegarek. — Muszę wracać na zmianę w fabryce. Nic nie mówiłam, studiując tę kobietę. Surowe zmarszczki wokół ust, tanie ubrania usilnie starające się wyglądać na drogie, zgorzkniała postawa — śmierdziała urazą. Zaczęła grzebać w torebce i wyciągnęła kilka pogniecionych dolarów oraz parę zawiniętych cukierków. — Masz. Wróć autobusem do domu. — Wcisnęła mi je, nie nawiązując kontaktu wzrokowego. — Zjedz to, jeśli znowu poczujesz, że słabniesz. Nie stać mnie na kolejny dzień wolny w pracy przez ciebie. Przyjęłam podarunek w milczeniu, patrząc, jak śpieszy w stronę zardzewiałego sedana na parkingu. To mama Rowan, teraz moja mama: Brenda Carmichael, pracownica fabryczna, wiecznie wściekła na świat za swój status społeczny, wyżywająca się na swojej najstarszej córce. Schowałam cukierki do kieszeni, ale gapiłam się na pogniecione banknoty w dłoni. Trzy dolary nie pokryłyby nawet pełnej opłaty za autobus do naszej dzielnicy. Wepchnęłam pieniądze do kieszeni i ruszyłam pieszo. Zgodnie ze wspomnieniami, które teraz układały się w mojej głowie, dom znajdował się w biednej dzielnicy jakieś dwie mile stąd. Wysiłek fizyczny i tak da mi czas na przemyślenie wszystkiego. Byłam już prawie w domu, gdy zauważyłam autobus podjeżdżający na przystanek przed nami. Wśród nielicznych pasażerów wysiadających z pojazdu był szczupły chłopiec z wyraźnie utykającą nogą. Coś we mnie natychmiast go rozpoznało: Corbin Carmichael. Mój brat, jak sądzę. Zauważył mnie, gdy poprawiał plecak, a jego oczy rozszerzyły się lekko za okularami w drucianej oprawie. Nie mówiąc ani słowa, sięgnął do plecaka, wyciągnął napój energetyczny i podał mi go, gdy podeszłam bliżej. Wzięłam napój, a nasze palce na chwilę się zetknęły. — Dzięki — powiedziałam. Skinął głową, po czym odwrócił się i kontynuował swój utykający marsz w stronę domu. --- Mieszkanie Carmichaelów znajdowało się w podupadłym kompleksie na obrzeżach Silverton. Skierowałam się prosto do sypialni, o której wiedziałam, że należy do Rowan — maleńkiej przestrzeni z wąskim łóżkiem. Moje nowe ciało było wycieńczone. Psychiczny wysiłek związany z integracją zabójczych umiejętności i wspomnień Echo z przyziemną egzystencją Rowan dawał o sobie znać. Osunęłam się na łóżko i natychmiast zapadłam w głęboki sen. Kilka godzin później gwałtowne walenie do drzwi wyrwało mnie ze snu. — Hej, tłuściochu! Wstawaj! — Piskliwy dziewczęcy głos przebił się przez drzwi. — Mama mówi, że masz dziś zrobić kolację! Wyciągaj stąd swój leniwy tyłek! Usiadłam, natychmiast czujna. Chloe Carmichael — piętnastoletnia siostra Rowan i jej wieczna dręczycielka, według wspomnień osiadających w moim umyśle. — Wiem, że tam jesteś! Jeśli będę musiała zjeść kolejną kolację z mikrofali, bo ty jesteś zbyt zajęta obżeraniem się przekąskami, przysięgam, że... — Otworzyłam drzwi na oścież, spoglądając z góry na zaskoczoną dziewczynę. Chloe była wszystkim, czym Rowan nie była — szczupła, konwencjonalnie ładna i absolutnie złośliwa. — Jakiś problem? — zapytałam cicho. Chloe zamrugała, wyraźnie zbita z tropu czymś w mojej postawie. Rowan, którą znała, skuliłaby ramiona, odwróciła wzrok i wymamrotała potulne „przepraszam”, zanim poczłapałaby do kuchni. Zamiast tego stała przed kimś, kto bez mrugnięcia okiem likwidował mężczyzn dwukrotnie większych od niej. — M-mama powiedziała, że masz gotować — wydukała, robiąc nieświadomy krok w tył. Przyglądałam się jej, przywołując wspomnienia Rowan o codziennych torturach z rąk tej dziewczyny. Młoda, ale z okrucieństwem wykraczającym poza typową nastoletnią złośliwość. *Młoda wiekiem, ale wielka w swej złośliwości. Tej zdecydowanie przyda się lekcja szacunku*.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 2 Nieznajomy w lustrze – Demaskowanie jego mściwej panny młodej | Czytaj powieści online na beletrystyka