Usta Vance’a wygięły się w lekkim uśmiechu, gdy na mnie spojrzał. — Cieszę się, że nie jesteś tym nadmiernie poruszona — odpowiedział gładko.
Wzruszyłam ramionami, obserwując, jak odrapane budynki Silverton znikają w oddali, gdy Declan wywoził nas z miasta. — Brenda zawsze była Brendą. Nic nowego.
Vance skinął głową, po czym zaproponował, byśmy zatrzymali się na kolację przed długą drogą powrotną
















