„Jesteś moja, Kaelen” – jego gardłowy głos wibrował na mojej skórze, wywołując niebezpieczny, elektryzujący dreszcz wzdłuż kręgosłupa. Jego potężny, hebanowy ogon oplótł moje nogi, więżąc mnie przy jego zimnej, twardej piersi. „Nie ma ucieczki”. Myślałam, że badam zaledwie mit. Nie miałam pojęcia, że na oślep wkraczam do klatki potwora, który zdążył już uznać mnie za swoją partnerkę. Nazywam się Kaelen. Jestem biolożką morską uczestniczącą w ściśle tajnej misji, której celem jest zbadanie najgroźniejszej tajemnicy oceanu: Vraxosa. To Król Otchłani. Mierzy trzy metry, ma mieniące się, hebanowe łuski, śmiercionośne pazury i oczy czarne jak oceaniczne głębiny, które przenikają moją duszę na wylot. Jest dziką, nieujarzmioną bestią, a jednak w jego spojrzeniu kryje się mroczna, płonąca obsesja wyłącznie na moim punkcie. Miałam być badaczką, która obserwuje go zza pancernego szkła. Kiedy jednak w ośrodku zaczynają wyć syreny alarmowe, a poziom wody rośnie, uświadamiam sobie, że to ja jestem w pułapce. On nie jest jedynie uwięzionym okazem; to dominujący samiec Alfa w samym szczycie rui. Jego pierwotne instynkty zdecydowały, że to ja jestem jego przeznaczoną Królową. W pozbawionych światła głębinach oceanu nie ma ucieczki przed Królem Otchłani. Czy przetrwam jego mroczną, obezwładniającą obsesję, czy z własnej woli utonę w jego odurzających objęciach?

Pierwszy Rozdział

Brałam prysznic, ale miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. W tamtym czasie byłam całkowicie pochłonięta badaniami nad syrenami, którym poświęcałam dnie i noce. Moja fascynacja tym tajemniczym gatunkiem sprawiła, że kilka dni temu w moich snach zaczął pojawiać się tryton. Był majestatyczny, młody i miał około trzech metrów wzrostu. Jego górna część ciała była umięśniona, a ogon miał barwę opalizującego hebanu. Ogon tak potężny, że jeden ruch wystarczyłby, by wywołać ogromną, pochłaniającą wszystko falę. Jednak mój sen w ogóle nie był związany z tematem moich badań, ponieważ ten tryton był demonem! A teraz czułam się obserwowana w bezpiecznym zaciszu łazienki w moim uniwersyteckim akademiku. Miałam wrażenie, jakby ściany i podłoga łazienki zamieniły się w szkło, a z dołu wpatrywała się we mnie para ostrych, świecących oczu. Czułam, że całe moje ciało, w tym miejsca intymne, jest obnażone i wystawione na widok tych badawczych oczu. W tamtej chwili chciałam jak najszybciej zakryć się ręcznikiem. Wtedy jednak owładnęła mną pewna woń, odurzając wszystkie moje zmysły. Moja dłoń osunęła się bezsilnie ze ściany, a całe ciało upadło na ziemię. Nagle zabrakło mi sił, by się podnieść. Powinnam leżeć na podłodze, ale w tej chwili moje ciało zdawało się unosić na powierzchni wody, dryfując wraz z prądem. W mgnieniu oka poczułam, że przywieram do czegoś zimnego. To lodowate uczucie przypominało wodę morską. Zapach przybrał na sile i zaczęłam czuć słoność morskiej toni. Chciałam uciec, ale nie potrafiłam wykrzesać z siebie żadnej energii, zwłaszcza w nogach, które wydawały się zaplątane w coś mokrego i śliskiego. Spojrzałam w dół i zobaczyłam hebanowy rybi ogon krępujący moje nogi. Na płetwie ogonowej widniały czerwone plamki, przypominające zakrwawiony sztylet. Moja górna część ciała była złączona z innym, humanoidalnym ciałem. Choć temperatura jego ciała była niższa niż u normalnego człowieka, jego siła nie miała sobie równych. Miał parę dłoni, a dokładniej parę zakończonych pazurami łap z przezroczystą błoną między palcami. Ta para dłoni przesuwała się od mojego pępka cal po calu w górę. Wkrótce niemal dotknęły mojej klatki piersiowej. Tuż za mną rozległo się głębokie westchnienie. W tej samej chwili poczułam twarde ciało przy moich plecach. Jeśli się nie myliłam, to było ciało trytona! Ciało solidniejsze niż u zwykłego mężczyzny, mocno obejmujące mnie od tyłu. Poczułam niepokój i strach. „Ten brutal zamierza... ale ja jestem człowiekiem, co ten tryton chce mi zrobić?” A ciało przyciśnięte do moich pleców poruszyło się. Przymilił się do mnie mocniej, po czym niechcący dotknął podbródkiem mojego wrażliwego ramienia. Jego zwinny ogon powoli rozdzielił moje nogi, a płetwa ogonowa przesunęła się w stronę okolic miednicy. Moje całe ciało zaczęło drżeć. Umysłem stawiałam opór, ale moje ciało nie potrafiło oprzeć się temu doznaniu. Wtedy przestrzeń wokół mnie wypełniła ta sama woń. Moje ciało oblało się purpurą i, nawet nie wiem kiedy, moje nogi stawały się coraz słabsze. Trudno mi było utrzymać pion, do tego stopnia, że zdawałam się jeszcze mocniej opierać o ciało trytona. Usłyszałam cichy śmiech za plecami i niemal poczułam przy uchu, jak kąciki ust trytona unoszą się w uśmiechu. „To musi być sen. Musiałam zbyt głęboko wejść w moje badania nad syrenami, dlatego mam takie sny. Nawet jeśli istniałoby coś takiego jak żywa syrena, dlaczego miałaby nagle pojawić się w mojej łazience?” Ale ten sen wydawał się tak rzeczywisty. Pozostawałam w niedowierzaniu, nawet gdy to twarde ciało zdawało się dążyć do wejścia we mnie, a ja nie mogłam powstrzymać drżenia. Nagle drzwi do łazienki otworzyły się. — Ah! — krzyknęła moja współlokatorka. — Kaelen, dlaczego leżysz na podłodze? Byłam śmiertelnie zażenowana — czy ona zobaczy moją twarz w chwili, gdy mamił mnie tryton? Moje usta się otworzyły, ale nie mogłam wydusić słowa. Chłodne doznanie na plecach zniknęło, a silna woń powoli się ulotniła. Współlokatorka pomogła mi wstać i powiedziała z troską: — Musiałaś być wycieńczona badaniami nad syrenami i zemdlałaś w łazience. — Zaraz wyruszasz z profesorem na poszukiwania śladów syren. Musisz o siebie dbać, inaczej może ci się to przytrafić na morzu. Oszołomiona, zaczęłam mieć wątpliwości co do tego, co przed chwilą przeżyłam. „Czy naprawdę jestem tak zmęczona, że po prostu zemdlałam? Więc to, co działo się wcześniej, było tylko snem? Dlaczego w ciągu ostatnich kilku dni wciąż mam ten sam sen?”

Odkryj więcej niesamowitych treści