Elowen jest nikim. Jako Omega pozbawiona wilka, znajduje się na samym dole łańcucha pokarmowego watahy – nękana, odrzucona i traktowana jedynie jako zabawka lub powód do wstydu. W dniu jej osiemnastych urodzin Bogini Księżyca zdaje się ją opuszczać, nie dając jej ani przemiany, ani nadziei. Wtedy pojawia się Zareth, budzący grozę Książę Pierwotnych Likanów o mrocznym, ukrytym rodowodzie hybrydy. Jest zabójczy, moralnie niejednoznaczny i znany z bezwzględnych rządów w całym królestwie. Wszyscy kłaniają mu się z przerażeniem. Lecz gdy jego niebezpieczne, obsydianowe spojrzenie spoczywa na najsłabszej Omedze w pomieszczeniu, nie widzi w niej śmiecia. Widzi swoją partnerkę. Od błota odrzucenia po najwyższy tron świata Likanów – Zareth jest gotów spalić całe watahy do fundamentów, byle tylko zapewnić jej bezpieczeństwo. Lecz w świecie pełnym królewskich zdrad, mrocznych tajemnic i naznaczenia, które splata ich dusze... czy złamana Omega zdoła przetrwać mroczną obsesję potwora? A może to ona stanie się Królową, która będzie nim władać?

Pierwszy Rozdział

ELOWEN. Moje osiemnaste urodziny. Noc, która powinna być niezapomniana, taka, na którą czeka każdy wilkołak. Dla mnie zeszła noc miała być niezwykle ważna. Jako że jestem najsłabsza w watasze, moje możliwości i tak są ograniczone, ale po wczorajszym wszystko tylko się pogorszyło. Jestem Omegą. Znajduję się na samym dole łańcucha pokarmowego, jestem ofiarą. Nikim. Omega nadaje się tylko do dwóch rzeczy: bycia inkubatorem dla szczeniąt albo zabawką dla wilka, który by mnie zechciał. Tego się przynajmniej ode mnie oczekuje. Jako omegi mamy być łagodne, uległe, a przede wszystkim posłuszne. "Wszystkiego najlepszego, kochanie" – mówi babcia Callista, stawiając przede mną piękny tort. Ciasto pokryte jest czarnym fondantem z czerwonymi różami z jadalnego lukru. Płonące na torcie świeczki tańczą mi przed oczami, zamazując się w lśniące plamy, gdy wpatruję się w ciasto. Coś, co powinno być dla mnie szczęśliwą chwilą, wcale nią nie jest… Zeszłej nocy nie przeszłam przemiany, choć powinnam… Niczego nie spodziewałam się mniej. Kiedy stanęłam w blasku księżyca, nic się nie stało. Nawet nie poczułam obecności mojej wilczycy… Byłam zdruzgotana. Bez wilka jestem bezużyteczna, nawet jako Omega. Nie przetrwałabym węzła Alfy ani nie byłabym w stanie donosić szczenięcia. Owszem, Alfa Varkas powiedział, że to może być po prostu kwestia błędu w dacie moich urodzin, jako że straciłam wszystkie wspomnienia z przeszłości… ale babcia Callista zabrała mnie do wyroczni lata temu, by ustalić mój wiek. Ona na pewno nie mogła się pomylić. Nieważne, jak bardzo byłam wstrząśnięta, po prostu uśmiechnęłam się do Alfy i skinęłam głową, choć wiedziałam, że nikt w to nie uwierzył. Jestem po prostu porażką. Założę się, że żałują, iż w ogóle wzięli mnie pod swoje skrzydła. Ale najbardziej zabolał mnie wyraz rozczarowania na twarzy Killiana, gdy się nie zmieniłam. Killian, syn Alfy i mężczyzna, którego pragnę – to on nawet zabrał mnie kilka dni temu, by kupić tę sukienkę, ale cała ta ekscytacja poszła na marne. Wczoraj, kiedy nie przeszłam przemiany, po prostu odwrócił się w milczeniu i odszedł, a ja mu się nie dziwię. Odległe skandowanie "sto lat" z pokoju pełnego fałszywych przyjaciół wciąż dociera do moich uszu, mimo że pochłaniają mnie emocje i myśli. Nie potrafię ich całkowicie odciąć, a babcia Callista zorganizowała to dla mnie, więc muszę jej pokazać, że jestem wdzięczna. "Masz osiemnaście lat, gratulacje Elowen, pokrój tort". Ktoś podaje mi nóż, a ja słyszę, jak dziękuję. To nie jest duże przyjęcie, tylko kilku młodych mężczyzn i kobiet, których zaprosiła babcia Callista. Mimo to wydaje mi się, że jest tu zbyt wielu ludzi; w końcu to pierwszy raz, kiedy naprawdę mam imprezę. Jestem zaskoczona, że jej nie odwołała, zwłaszcza że nie doczekałam się wilka, ale pewnie było już za późno. Moje oczy omiatają rozległą przestrzeń w poszukiwaniu jego. Gdzie jesteś, Killianie? Obiecałeś, że tu będziesz… Boję się, że brzydzi się mną, skoro nie mam wilka… Wciąż boli mnie myśl o tym, jak wczoraj po prostu się odwrócił i wyszedł. Zazwyczaj Alfa Varkas, Killian i babcia Callista dawali mi prezent i jedliśmy razem kolację – chwile, które uwielbiałam. Mimo że Alfa Varkas był zajętym człowiekiem prowadzącym jedną z najpotężniejszych watah w kraju, zawsze znajdował dla mnie czas. "Proszę bardzo, kochanie". Babcia Callista uśmiecha się czule, podając mi kęs tortu. "Dziękuję, babciu Callisto". Uśmiecham się, jedząc ciasto. Czekoladowe, moje ulubione. "Uśmiechnij się, dziecko" – szepcze, przytulając mnie. Czy nie zachowuję się normalnie? Oczywiście, przy gościach nie chciałaby, żebym wyglądała na nieszczęśliwą. Jestem niewdzięczna… Urządza mi przyjęcie, a ja snuję się tu w ponurym nastroju. Rozglądam się po pokoju, delikatnie się uśmiechając. Ale w środku wciąż czuję niepokój i karcę się za to, że sprawiam przykrość babci Calliście. To pomieszczenie pełne ludzi, którzy wiedzą, że nie jestem jedną z nich. Jestem tylko Omegą, a one wszystkie są wilczycami z rangą, ale oczywiście chciały przyjść. Jaka może być lepsza okazja, by rzucić okiem na Killiana lub spędzić z nim czas, niż ta? Szukam go wzrokiem, a na samą myśl o nim serce mi drży. Dlaczego go tu nie ma? Choć jestem inna, nigdy nie pozwalałam, by to mnie złamało. "Idź, wmieszaj się w tłum" – rozkazuje babcia Callista, a ja muszę posłuchać. Biorąc głęboki oddech, ruszyłam między gości. Przechodzę przez tłum, dziękując ludziom za przybycie i za prezenty. Są dla mnie mili, bo babcia Callista ma oczy wszędzie. Po chwili, gdy babcia wychodzi z pokoju, podchodzę do stołu z poczęstunkiem i nalewam sobie orzeźwiający, mrożony napój. Jestem tak rozczarowana, że Killiana tu nie ma… obiecał mi. "Elowen". Odwracam się, by spojrzeć na grupę wilczyc, które do mnie podeszły. Wszystkie są starsze ode mnie, mają po dwadzieścia kilka lat i na szczęście nie należą do moich prześladowczyń. Widzę Vesperę po drugiej stronie sali, jak zawzięcie o czymś opowiada, a raczej chwali się przed innymi. Ale ona jest w końcu wysoką rangą wilczycą. Przesuwam się nieco dalej, mając nadzieję, że chcą po prostu nałożyć sobie jedzenie, a nie zawracać mi głowę uprzejmościami. "Witajcie" – mówię, uśmiechając się uprzejmie do kobiet przede mną. Dwie z nich mają krew Alf, więc pochylam głowę w geście uległości. "Gdzie jest Killian?" – pyta jedna z nich, sięgając po drinka. Szybko biorę łyk swojego napoju. "Naprawdę nie wiem. Przepraszam" – odpowiadam, rozglądając się dookoła. Dwie inne przewracają oczami, a jedna kręci głową. "Możesz go zawołać? Naprawdę miałyśmy nadzieję, że tu będzie". Moje dłonie zaczynają drżeć z nerwów, a wzrok błądzi niepewnie. Nic dziwnego, że przyszły tu dla niego. Nikt nie przyszedł dla mnie, tylko dla niego, a teraz marnuję ich czas. Kolejny powód, by mnie nie lubiły. Mimo to oczy pieką mnie na myśl, że jedyna osoba, o której myślałam, że nigdy mnie nie zawiedzie, właśnie to zrobiła. Killian złamał obietnicę. "Obawiam się, że nie wiem, gdzie może być" – mruczę, czując się okropnie. "Oczywiście, jesteś tylko omegą. Ona nie ma prawa go wzywać, Tavyo". "Czyli przyszłyśmy bez powodu…" – szemrze Tavya. "Przepraszam. Wybaczcie mi…" – mówię grzecznie, starając się nie okazywać emocji. Zabolało mnie to, co powiedziały… Jestem człowiekiem, mam uczucia… Rozumiem; nikt nie chce przychodzić na moje przyjęcie. Ja sama też nie. Nie mogąc znieść więcej złośliwych komentarzy i oceniających spojrzeń, przeprosiłam i odeszłam. Nikogo to nie obeszło, kontynuowali rozmowy, nie zaszczycając mnie nawet spojrzeniem. "Świetnie. Przyszłam tu dla niego" – słyszę, jak jedna z nich skarży się pozostałym. "Ja też, po co innego miałybyśmy przychodzić na imprezę Omegi" – szepcze trzecia. "Ciii, nie chcesz, żeby Lady Callista cię usłyszała". Opuściłam salę przygnębiona. Też chciałam, żeby Killian tu był. Obiecał mi to, ale od wczorajszej nocy w ogóle go nie widziałam. To boli.

Odkryj więcej niesamowitych treści