„Ona jest moją partnerką. Nie mogę cię zatrzymać”. Te chłodne słowa Króla Alfy Cormaca zburzyły świat Seryny rankiem po tym, jak oddała mu wszystko. Odrzucona i porzucona, uciekła z Lycoris Ridge, ukrywając trzy malutkie bicia serca będące owocem ich zakazanej nocy. Sześć lat później Seryna ułożyła sobie nowe życie jako lekarka i matka trzech potężnych trojaczków Alfa, chroniona przez Rogana – wygnanego wilka, który wybrał ją, gdy jej przeznaczony partner tego nie zrobił. Jednak przeznaczenie ma okrutne poczucie ironii. Kiedy ojciec Cormaca pada ofiarą śmiertelnej klątwy, Król porywa Serynę, wciągając ją z powrotem do królestwa, które złamało jej serce. W szokującym zwrocie akcji Bogini Księżyca daje Cormacowi drugą szansę, mianując Serynę jego nową przeznaczoną partnerką. Teraz, uwięziona między mężczyzną, który ją odrzucił, a obrońcą, którego sama wybrała, Seryna musi walczyć z obezwładniającą siłą więzi partnerstwa. Gdy zbliża się gorączka godowa, a zaborczość Cormaca przeradza się w obsesję, kobieta musi za wszelką cenę chronić prawdę o pochodzeniu swoich dzieci. Czy Król Alfa odkryje tajemnicę małych Alfów, których ukrywała, czy może Serynie uda się po raz kolejny uciec z jego złotej klatki?

Pierwszy Rozdział

Seryna „Cieszysz się z nadchodzącej koronacji?” – zapytałam Cormaca, idąc na palcach wzdłuż krawędzi wzgórza; to był nasz cotygodniowy rytuał. Za dwa dni miał zostać koronowany na króla alfa. Na samą myśl o tym wydarzeniu krew szybciej krążyła mi w żyłach. Cormac i ja przyjaźniliśmy się od dzieciństwa, od czasu, gdy moja rodzina została zamordowana, a ja zamieszkałam w pałacu, by służyć królowi. Jako dziecko byłam jedynie towarzyszką księcia. Był miły, co sprawiło, że zostaliśmy przyjaciółmi, najlepszymi przyjaciółmi. Stało się to, co nieuniknione. Potajemnie się w nim zakochałam, choć przy moim statusie było to uczucie zupełnie bezcelowe. – Cieszę się, ale jednocześnie się boję – przyznał z nikłym uśmiechem. – Strach? – zapytałam, patrząc na niego. Jego wielkie niebieskie oczy na chwilę spotkały się z moimi. – Tak, sama wiesz – szedł wzdłuż wzgórza, wpatrując się w niebo. – Kiedy osiągnę pełnoletność, nie tylko zostanę królem alfa, ale będę też mógł odnaleźć swoją towarzyszkę. Westchnął głęboko. Moje ciało zadrżało, a serce załopotało w piersi. Rankiem po koronacji zyska moc rozpoznania swojej pary, jako że wybije wtedy godzina jego urodzin. A co, jeśli to będę ja? Albo co gorsza – jeśli to nie będę ja? – Wiem, że przeznaczenie ześle ci kogoś idealnego – odpowiedziałam, uśmiechając się i próbując uporządkować myśli. Nigdy wcześniej nie rozważałam tak poważnie możliwości odnalezienia własnego towarzysza. Sama nie osiągnęłam jeszcze wieku, w którym mogłabym rozpoznać swoją parę, więc ilekroć ktoś inny wchodził w cykl parowania, wypełniała mnie iskierka nadziei. – Mam nadzieję, że ona… – nie dokończył zdania. Za nami Vance, jego przyszły beta, wykrzyknął jego imię, przyciągając jego uwagę w stronę drogi. – Cormac! – zawołał, podchodząc do nas. – Wreszcie cię znalazłem! Panno Seryno – rzucił, kłaniając mi się krótko głową, po czym znów zwrócił się do Cormaca: – Alfa Daxonononononon cię szuka. Chodzi o twoją koronację, powinieneś do niego pójść. Poza Cormakiem niewiele osób z watahy ze mną rozmawiało. Vance nie był wyjątkiem, ograniczał się do rzeczowego i formalnego powitania. Krążyły plotki, że jestem przeklęta i to właśnie dlatego zginęli moi rodzice. Ta straszna pogłoska kosztowała mnie wiele dni, które mogły być szczęśliwe. – Powiedz mu, że już idę – odpowiedział krótko Cormac. Vance skłonił się i odszedł, zostawiając nas samych. – Muszę iść omówić to z ojcem – powiedział z nietęgą miną. – Zobaczymy się na koronacji? – szepnął i mrugnął do mnie, po czym przed odejściem pocałował mnie w policzek. – Chcę ci coś powiedzieć. – Będę tam, Cormac – odrzekłam z sercem pełnym nadziei, patrząc, jak znika na ścieżce prowadzącej do zamku. Dzień koronacji nadszedł szybciej, niż się spodziewałam. Po długim dniu w zamku poszłam do swojej chaty, by przygotować się na spotkanie z Cormakiem; to był bardzo ważny dzień dla nas obojga. Obserwowałam koronację z daleka, niknąc w tłumie. Nasze królestwo było odizolowane i chronione magią, ale na tę okazję przybyło wiele innych watah. Nastał gęsty zmierzch, na niebie lśnił jedynie księżyc. Nie znalazłam Cormaca w pałacu, ale wyczułam jego zapach niosący się od strony lasu. Moje oczy przyzwyczaiły się do słabego światła na ścieżce prowadzącej do naszego specjalnego miejsca. Gdy się zbliżałam, drzewa rzedły; szłam dalej, aż zobaczyłam Cormaca siedzącego na jednym z głazów przed chatą. Był przystojny jak zawsze, jego ciemne włosy lśniły w kojącym blasku księżyca, a błękit i złoto korony podkreślały jego eleganckie, eteryczne rysy. – Cormac? – zawołałam, przyciągając jego uwagę. Jego pogodne niebieskie oczy wbiły się we mnie. – Seryna! – powiedział, uśmiechając się i ukazując białe zęby. – Znalazłaś mnie! – Oczywiście, zawsze cię znajduję – odpowiedziałam, podchodząc i siadając obok niego. – Co chciałeś mi powiedzieć? – Chodź, wejdźmy do środka – powiedział, ciągnąc mnie do starej chaty, w której bawiliśmy się od dziecka. Wnętrze było niesamowicie czyste i uporządkowane, co wprawiło mnie w jeszcze większy niepokój. Dlaczego zabrał mnie tutaj tuż po swojej koronacji? – Nie powinieneś teraz świętować czy coś w tym stylu? – zapytałam, przyciągając dłoń blisko ciała. Zaśmiał się i zaczął wpatrywać się w ścianę. – Cóż, Sery, zawsze byłaś dla mnie bardzo ważną osobą, wiesz… – odchrząknął. – W obliczu mojej koronacji i oczekiwania na odnalezienie towarzyszki, nie mogłem tego tak zostawić… – westchnął i przerwał na chwilę. – Nie mogłem ci nie powiedzieć, że od pewnego czasu coś do ciebie czuję. – Moje serce wyrywało się z piersi, a w duszy kiełkowała radość. – Rano dowiem się, że jesteś moją parą. – Ponownie odwrócił się w moją stronę. – Nie chcę czekać, by przekonać się, czy należysz do mnie, Seryna. Chcę ciebie! Słowa Cormaca sprawiły, że całe moje ciało zadrżało. Kołatanie serca było nie do opanowania. Zapach skoszonej trawy, wilgotnej ziemi i świeżych pomarańczy wypełnił moje nozdrza, potęgując uderzenie feromonów, gdy gwałtownie się do mnie zbliżył. Jego oczy przybrały bursztynową barwę. Wiedziałam, że jego wilk jest u kresu wytrzymałości. – Cormac… a jeśli to nie będę ja… – wymruczałam, czując, jak jego dotyk posyła dreszcze wprost do mojego wnętrza; zacisnęłam uda, by opanować podniecenie. Moja wilczyca była niespokojna, krążyła w kółko w mojej świadomości. – Nieważne! Wiem, że czujesz to samo, Sery! – powiedział, mocniej ściskając moją dłoń. – Czuję to… twój zapach. Podniecenie. – Zaczął ocierać się nosem o moją szyję, trzymając dłonie na mojej talii. – Nie odmawiaj mi… – Nie mogłam powstrzymać jęku pod wpływem jego dotyku. Ja również byłam na krawędzi. Kochałam go. A on o tym wiedział. – Bądź moja. Uczynię cię moją Luną! Moim ciałem wstrząsnął dreszcz, który starałam się ukryć, oddychając powoli. Bezskutecznie, bo on doskonale to czuł. Nawet jeśli nie byłam jego przeznaczoną, jego wpływ na mnie był druzgocący. „No dalej, Seryna, on nas pragnie!” – moja wilczyca wyła z zachwytu, miotając się w mojej głowie. – Jesteś tego pewien? – zapytałam, ignorując jej głos i nie mogąc uwierzyć w to, co słyszę. – Jeśli to nie będę ja… – Nie obchodzi mnie to… – Wplótł dłoń w moje włosy i przycisnął swoje usta do moich. Odpowiedział mi delikatnie, przygryzając moją dolną wargę i lekko ją pociągając z pomrukiem. Jęknęłam cicho, czując narastającą wilgoć i wrażliwość między nogami. Cormac przycisnął się do mnie, sprawiając, że poczułam jego twardy członek ocierający się o moje nabrzmiałe krocze. – Bądź moja, Seryna. Nie chcę nikogo innego. Chcę ciebie! – szepnął mi do ucha, a jego zachrypnięty głos odbił się echem w całym pomieszczeniu. Jego ciepły dotyk na obnażonej skórze, tam gdzie zsunęła się sukienka, sprawiał, że wszystko stawało się bardziej intensywne. Było między nami coś, czego nie potrafiłam wyjaśnić, a tym bardziej czemu nie mogłam zaprzeczyć. Spuściłam głowę, przechylając ją lekko na bok w geście uległości. – Będę twoja – wymruczałam w końcu, pozwalając mu składać serię pocałunków na mojej szyi. Popchnął mnie do tyłu, aż moje kolana o coś uderzyły, i posadził mnie na łóżku, którego obecność dopiero teraz zauważyłam. Jego ubrania opadły tak szybko, jak mrugnięcie oka, odsłaniając wyrzeźbione ciało o barwie kości słoniowej. Każdy zarysowany mięsień tego potężnego mężczyzny był idealny. Z pewnym siebie uśmiechem na twarzy podszedł do mnie i zaczął rozwiązywać sznurki mojej sukienki. Oddychając ciężko w oczekiwaniu, pozwoliłam tkaninie zsunąć się z moich ramion, odsłaniając blade piersi obramowane kaskadą rudych włosów. – Jesteś taka piękna – powiedział, kładąc palce na moim podbródku i znów przyciągając moje usta do swoich. Jego dłonie błądzące po moich nagich piersiach wywołały u mnie jęk rozkoszy. – Po prostu… bądź delikatny – wymruczałam, odwracając wzrok z zawstydzeniem. – Dla mnie to też pierwszy raz, nie denerwuj się. Moja twarz rozjaśniła się na te słowa; odwzajemniłam jego uśmiech. Zarzuciłam mu ramiona na szyję i zamknęłam oczy, pozwalając mu przejąć kontrolę. Oboje łapaliśmy powietrze między pocałunkami, nie chcąc przerywać tej więzi. Moje dłonie błądziły po jego nagiej klatce piersiowej, zachwycając się gładkością jego skóry, a potem zjechały w dół brzucha, tuż przed tym, jak wbił się w moje biodra – niezbyt delikatnie, ale też nie brutalnie. Z naszych ust wyrwał się wspólny jęk. Zaczęliśmy w wolnym, leniwym tempie, które z czasem narastało. „Ugryź go!” – krzyczała moja wilczyca. „Naznacz go”. Ale nie mogłam. To on powinien to zrobić. Nie zrobił tego. Zamiast tego kontynuował pchnięcia, szybko i zachłannie, aż osiągnął szczyt. Jego ciało opadło obok, a my leżeliśmy tak, dopóki nie zmorzył mnie sen. Następnego ranka, kiedy się obudziłam, już go nie było. Szukałam go wszędzie, ale nie było po nim śladu. Ciężar osiadł mi na sercu, gdy ogarnęłam się i wróciłam do pałacu; słońce stało już wysoko na niebie. Ignorując fakt, że mnie zostawił, wróciłam do swoich obowiązków. Jeśli zamierzał udawać, że nic się nie stało, niech i tak będzie. – Król odnalazł dziś rano swoją towarzyszkę – powiedziała jedna kucharka do drugiej. – Och, niech ich parowanie będzie błogosławione! Będziemy mieć Lunę! – wykrzyknęła druga. Te słowa uderzyły we mnie jak kowadło. Oczy zaszły mi łzami, a serce wypełniła panika. Pobiegłam do głównej sali; on stał tam, trzymając ją za rękę. To ona była jego przeznaczoną. Co mogłam zrobić? W moim umyśle wybuchła fala lęku. Moja wilczyca była zrozpaczona. „Niech to szlag!” – warknęła. „Uciekajmy! To boli, Sery”. Zrobiłam kilka kroków naprzód, próbując do nich podejść, ale zatrzymałam się w połowie drogi. Wszyscy błogosławili króla. Wpatrywałam się w niego, aż w końcu jego wzrok spotkał się z moim. Po chwili odwrócił oczy, ignorując mnie. Jego rzekome uczucia zmieniły się w nic nieznaczące słowa rzucone na wiatr. Nie byłam jego przeznaczoną towarzyszką, a każde słowo, czułość i wspomnienie tamtej nocy zamieniły się w kurz na starej półce. Łzy spłynęły mi po policzkach, starłam je wierzchem dłoni. – Nic nie rozumiesz, Sery – jego głos dotarł do mnie poprzez więź mentalną, którą tworzyliśmy przez lata, co sprawiło, że zatrzymałam się na środku korytarza. – Ona jest moją towarzyszką. Nie mogę cię przy sobie zatrzymać. Gniew zalał mi serce. Jeszcze wczoraj byłam jego Luną. – Więc wszystko, co mi wczoraj mówiłeś, było kłamstwem? – Nie odpowiedział. – Żegnaj, Cormac. Nigdy więcej! Tamtej nocy oddałam się Cormacowi. Należałam do niego, ale następnego ranka wszystko okazało się jednym wielkim kłamstwem. Gorycz dławiła mnie w gardle, ale chcąc zachować resztki godności, odwróciłam się i odeszłam bez oglądania się za siebie. Zabrałam swoje nieliczne rzeczy z chaty i opuściłam Lycoris Ridge. Udałam się do świata ludzi, gdzie bez trudu dostałam się na uniwersytet i zdobyłam dyplom lekarza. Tego, czego nie spodziewałam się, wyjeżdżając stamtąd, to fakt, że byłam w ciąży. Z trojaczkami.

Odkryj więcej niesamowitych treści