Cormac
Kiedy rozbrzmiały dzwony ogłaszające powrót moich wiernych wojowników, poczułem, jak serce bije mi szybciej. Mój wilk zaczął niepokojnie krążyć we mnie z boku na bok. „Mora wraca!” – warknął w mojej świadomości. „Uspokój się! Na pewno wciąż jest na nas zraniona” – odpowiedziałem mu. „I to wszystko twoja wina! Mówiłem ci, żebyś odrzucił więź z Kerrą Lennox...” Przewróciłem oczami, słuchając jego tyrad. „Przestań gadać i się uspokój!”
Minęło nieco ponad sześć lat, odkąd Seryna odeszła, zrywając wszelkie połączenie między nami, ale sprowadzenie jej z powrotem sprawiło, że mój wilk wpadł w ekstazę. Draken, mój wilk, był całkowicie związany z wilkiem Seryny od dzieciństwa. Razem biegali po lasach i gospodarstwach wokół królestwa.
Poprawiłem ubranie, czekając, aż Vance wejdzie i zda raport z misji. Odkąd mój ojciec popadł w niełaskę z powodu swojej klątwy, nie miałem do kogo się zwrócić. Jego twarz była całkowicie zdeformowana przez nieustanne przemiany w bestię; coraz bardziej zatracał się we własnym zwierzęciu, tracąc kontrolę nad wilkiem. Musiałem upewnić się, że oszaleje zamknięty w wieży dla bezpieczeństwa swojego i innych w królestwie, i gotów byłem go zabić, gdyby nie było innego wyjścia, ale potężna wiedźma z Północy zapewniła mnie, że Seryna Rutherford będzie miała na to rozwiązanie. Posłałem więc po nią.
„Alfo Cormacu” – powiedział Vance z półukłonem. „Witaj, Vance! Raport”. Uśmiechnął się do mnie i wskazał na drzwi głównej sali. „Muszę przyznać, że wcale nie jest zachwycona przyjazdem...” Westchnął. „Ale sprowadzenie jej tutaj było łatwe, skoro mieszka sama”.
Uniosłem brwi zaintrygowany. Czy naprawdę nigdy nikogo nie miała? „Mam taką nadzieję” – odezwał się mój rozentuzjazmowany wilk.
„Gdzie ona jest?” – zapytałem od niechcenia. „Wciąż śpi w swoim pokoju”.
„Pójdę do niej” – powiedziałem, wciąż patrząc na drzwi. „Dziękuję za służbę, Vance”.
Skłonił się i odszedł na plac treningowy. Wszedłem po schodach, czując, jak wypełnia mnie gęsta energia. Przekręciłem klamkę i zobaczyłem ją siedzącą na łóżku. Moje serce zaczęło bić tak mocno, że myślałem, iż eksploduje. Wtedy poczułem, jak coś zmienia się w powietrzu – wyrównanie rachunków, przebudzenie.
Zapach lasu, brzoskwini i mięty uderzył w moje nozdrza, przyprawiając mnie o zawrót głowy. „Moja!” Głos... Rozpoznałem Serynę z taką intensywnością, jakby moje ciało wiedziało, że należy do mnie. W tamtej chwili jedyne, czego pragnąłem, to podbiec do niej i mocno ją przytulić. Naznaczyć ją. Wiedziałem jednak, że nie mogę tego zrobić, nie po tym, co się stało.
Podszedłem nieco bliżej. Wziąłem głęboki oddech, by poczuć jej zapach i upewnić się, że nie odchodzę od zmysłów. Choć retorycznie rzecz biorąc, mój wilk już odszedł.
„Moja” – warknął mój wilk, tak głośno i bestialsko, że z łatwością się tym upoiłem. „Moja! Moja!”
Otworzyła oczy, przerażona. Moje zęby zaostrzyły się, przecinając ciało i zmieniając się w kły rozdzierające wargi. Warknąłem i wiedziałem, że moja mała samica mnie słyszy, czuje mnie. Wiła się na łóżku, próbując nie oszaleć pod wpływem siły więzi.
„Odsuń się!” – krzyknęła. Ale nie mogłem. Nawet gdybym chciał, mój wilk by na to nie pozwolił. Nie tym razem. Był zaborczy, zazdrosny i nie chciał, by ktokolwiek inny dotykał jego partnerki. „Moja!” – warknąłem ponownie, używając głosu dowódcy.
Zacisnęła oczy tak mocno, jakby sprawiało jej to ból, kręcąc głową na boki.
„Nie!” – warknęła w odpowiedzi, wpatrując się we mnie żółtymi oczami z obnażonymi kłami. „Nie będziesz używał na mnie swojego głosu dowódcy! Wynocha!” Ponownie wciągnąłem powietrze i poczułem zapach innego samca na Serynie, co doprowadziło mnie do wściekłości. Co to ma być? Ten zapach... „Inny samiec jej dotykał!” – warknął cicho mój wilk, chcąc odepchnąć każdego, kto zagrażał naszej więzi. Nawet jeśli byliśmy sami.
„Masz partnera?” – zapytałem z obrzydzeniem. Odwróciła wzrok. „To nie twój interes. Nie masz prawa wiedzieć o mnie niczego”. Warknęła tak głośno i gardłowo, że aż zabolały mnie uszy. Był na niej inny zapach. Nie należał do mojej watahy. Nie był silny. Ale był na niej.
Poruszyłem się wystarczająco szybko, by stanąć z nią twarzą w twarz. „Jako moja partnerka jesteś jak najbardziej moim interesem. Jeśli inny samiec próbuje się do ciebie zbliżyć, jest to zagrożenie dla naszej relacji”. Zaśmiała się głośno. „Nic ci nie jestem winna. Nie jestem twoja. Nawet jeśli los ironicznie twierdzi inaczej. Złamałeś mi serce. Roztrzaskałeś mnie na kawałki”.
Głęboko w środku wiedziałem, że nie mam do tego prawa. Niech to szlag. Nie miałem prawa, ale była moja. Moja druga szansa, moja przeznaczona partnerka. Wiedziałem, że to irracjonalne, że Seryna ma prawo wybrać, kogo chce. Ale zaborczość przejęła nade mną kontrolę i nie mogłem opanować zwierzęcego instynktu. Czułem, że mój wilk jest na skraju wytrzymałości. Pazury zaczęły zastępować paznokcie, sprawiając, że krew spływała po bokach dłoni. Chciałem odepchnąć każdego, kto mógłby mi ją odebrać, nawet gdyby oznaczało to walkę na śmierć i życie.
Moja druga szansa.
„Wynocha!” – krzyknęła ponownie. Wziąłem głęboki oddech, próbując uspokoić wilka. Odchyliłem głowę do tyłu i krzyknąłem, a mój głos dotarł do lasu za zamkiem. „Moja!” Mój wilk znów warknął w mojej świadomości: „Uspokój się, bo nas nie usłyszy”. Odpowiedziałem mu, czując, jak kły się cofają.
Seryna wciąż siedziała, jej ostre pazury wbijały się w prześcieradło, a żółte oczy świdrowały mnie wzrokiem. „Wynocha!” – powtórzyła. „Mało ci tego, że zraniłeś mi serce i mnie porwałeś?” Skrzywiła się i cmoknęła z niesmakiem. „Nie jestem twoja”. Wziąłem głęboki, długi, ciężki oddech, pozwalając ramionom opaść. Bolesne było słyszeć, że mnie nie chce, ale skoro bogini dała mi drugą szansę, to ją wykorzystam. Przez długi czas trwaliśmy w milczeniu. Wciąż patrzyła na mnie z gniewem.
„Czego ode mnie chcesz? Po co mnie tu sprowadziłeś?” – zapytała nieco spokojniej. „Potrzebuję twojej pomocy. Mój ojciec jest bardzo chory i nie wiem już, co robić!” „Dlaczego miałabym ci pomóc? Właśnie mnie porwałeś!” – wściekła się. „Wiem, że popełniłem błąd, ale jestem zdesperowany” – powiedziałem, zaciskając usta, zbyt zmęczony, by dalej się kłócić. „Czy przyszłabyś tutaj, gdybym cię po prostu zaprosił?” Pokręciła przecząco głową. „Nie było innego wyjścia... Proszę, jesteś jedyną osobą, która może pomóc mojemu ojcu”.
Wciąż we mnie wpatrywała swoje jasnoniebieskie, zmrużone oczy.
„Nie mogę zostać długo...” – wymruczała, odwracając wzrok w stronę okna. „Ale zobaczę, co da się zrobić... Dla Alfy Daxa”.
















