Perspektywa Kenzie
No cóż, nie tego się spodziewałam. Sądzę, że nikt w naszym Oddziale tego nie przewidział, a ja wciąż jestem nieco oszołomiona.
Kapitan Jett ogłosił swoje odejście na emeryturę podczas ceremonii, która miała uczynić mnie pełnoprawnym członkiem Oddziału, ale po jego ogłoszeniu sprawy potoczyły się nieco inaczej.
Starszy Jude mianował mnie nowym Kapitanem Oddziału i wszyscy zaczęli wiwatować na moją cześć, ale ja nie byłam w stanie wykrztusić słowa. Jestem tutaj nieco ponad sześć miesięcy, a teraz mam własny Oddział.
Wiem, że było kilku innych, którzy zostali Kapitanami Oddziału w ciągu roku od przybycia, ale nie jestem pewna, czy to jest to, czego w tej chwili chcę lub potrzebuję w swoim życiu.
To znaczy, to zaszczyt, że wierzą, iż poradzę sobie z tym zadaniem. Jest jednak pewna wada. Być może będę musiała odwiedzić Watahę Umbra Vale, a nie jestem pewna, czy jestem na to w tej chwili gotowa.
— Kapitanie, Starszy Jude chce się z tobą widzieć. Czeka w twoim biurze — mówi Josiah, mój zastępca, a ja zastanawiam się, dlaczego Starszy Jude nie połączył się ze mną mentalnie. — Ma pani włączoną blokadę, Kapitanie.
Uśmiecham się do Josiaha, wychodząc z pokoju; nie tylko przejęłam obowiązki Kapitana, ale dostałam też pokój Jetta, co oznacza mieszkanie po drugiej stronie najwyższego piętra. Josiah idzie za mną do mojego biura na pierwszym piętrze, a każdy, kogo mijamy, lekko skłania głowę – to oznaka szacunku dla mojego stanowiska.
— Wolałabym, żeby tego nie robili; czuję się przez to nieswojo. Wciąż jestem tą samą osobą co wcześniej, a teraz ci sami ludzie, którzy mnie ignorowali, nagle okazują mi szacunek — mówię do Josiaha, gdy kolejna kobieta lekko skłania głowę.
— Będzie jeszcze gorzej; zaczną do ciebie zagadywać — odpowiada przekornie, a Nyxara zaśmiewa się do rozpuku.
Warczę cicho na Josiaha, a on jest na tyle bystry, by zachować między nami niewielki dystans. Jest jedną z niewielu osób w naszym Oddziale, które wiedzą o tym, co mówili mi członkowie innych Oddziałów – każdy z nich sugerował, że byłam kochanką Jetta.
Dopiero gdy ktoś powiedział, że muszę iść i znaleźć własną prawdziwą więź przeznaczonych, straciłam cierpliwość, a Nyxara przejęła kontrolę. Ten pieprzony idiota wciąż leży w ambulatorium, a gdy tylko w pełni wyzdrowieje, zostanie odesłany do domu.
Od tamtej pory nikt nie odważył się rzucić mi podobnej uwagi, ale zebrałam wystarczająco dużo morderczych spojrzeń i tak wolę. Członkowie mojego Oddziału wiedzą, że dotarłam tu, gdzie jestem, dzięki ciężkiej pracy, którą w to włożyłam, i żaden z nich nie kwestionuje moich zdolności do dowodzenia tym Oddziałem.
— Starszy Jude, przepraszam za włączoną blokadę. Właśnie kończyłam przygotowania do ostatniego egzaminu i nie chciałam się rozpraszać — mówię, siadając za biurkiem.
— Nie martw się, wiedziałem, że się uczysz. Chciałem zrobić to osobiście i na osobności; wiem, że to będzie dla ciebie trudne, choć może wcale nie — mówi Starszy Jude.
Josiah i ja spoglądamy na siebie; ten facet mówi zagadkami, a ja nie sądzę, bym miała dziś do tego cierpliwość.
Starszy Jude wyciąga w moją stronę kopertę, a po krótkim wahaniu biorę ją z jego dłoni. Rozpoznaję godło watahy i moim pierwszym odruchem jest rzucenie jej z powrotem Starszemu Jude, ale ciekawość wygrywa.
„Z dumą ogłaszamy Ceremonię Alfy dla naszego syna, Xandera, oraz Ceremonię Luny dla jego partnerki, Lili”.
Nie zawracam sobie głowy czytaniem reszty zaproszenia. Zamykam kartkę, wkładam ją do koperty i oddaję Starszemu Jude.
— Oboje wiemy, że Xandera i Lilę nie łączy prawdziwa więź przeznaczonych, co stanowi problem dla Starszyzny, ale chcemy również wysłać wiadomość do każdej innej watahy w Królestwie. Dlatego poczekamy do samej ceremonii, a ty dostaniesz zaszczyt poinformowania ich, że Ceremonia Alfy zostaje odwołana — mówi Starszy Jude.
Josiah patrzy na mnie przez chwilę, zanim zdaje się rozumieć, dlaczego to właśnie ja dostaję zaszczyt przerwania Ceremonii Alfy.
— Ile mamy czasu? — pytam Starszego Jude. Muszę przygotować się psychicznie.
— Masz ponad sześć miesięcy na przygotowania; znasz zasady odwoływania Ceremonii Alfy lub Luny. Upewnij się również, że wyznaczono datę procesu dla Alfy Lazarusa, na wypadek gdyby zechciał walczyć z naszą decyzją przed Królem — odpowiada Starszy Jude.
— Dobrze, Josiah. Zacznijmy ten cyrk; chcę, aby formularze odwołania zostały wypełnione. Alfa Lazarus o nie poprosi, tak samo jak poprosi o proces w celu uchylenia ich własnego prawa watahy — mówię, odprowadzając Starszego Jude do drzwi.
Otwieram drzwi, by wypuścić Starszego Jude, i widzę Jaspera, mojego trzeciego w hierarchii, czekającego na zewnątrz.
— Wchodź tutaj, Jasper. Mamy mnóstwo roboty i, na szczęście, sporo czasu, by ją wykonać. Potrzebuję jednak odpowiedzi na kilka pytań i być może będziesz mógł mi w tym pomóc — mówię, gdy Jasper wchodzi do biura.
Josiah podaje mu kopertę, a ja cicho warczę na sam widok widniejącego na niej godła watahy.
Przez kilka chwil w moim biurze panuje cisza, ale potem Jasper zaczyna się potwornie śmiać.
— Niech zgadnę, mamy zepsuć tę radosną imprezkę? — pyta i śmieje się jeszcze głośniej. Ktoś tu najwyraźniej cieszy się z bycia psują-zabawą, a ja sama muszę zachichotać.
Postanawiam powiedzieć im obu, dlaczego to ja mam przywilej zajęcia się tym odwołaniem, a obaj mężczyźni głośno warczą.
Jasper przeszedł przez podobną sytuację, a połączenie Josiaha zostało zerwane, zanim w ogóle nadarzyła się okazja do wytworzenia więzi.
Dlaczego Xander wybrał Lilę zamiast mnie, wciąż pozostaje niewiadomą; Jasper i Josiah obaj wiedzą, dlaczego zostali odrzuceni. Żaden z nich nie miał wystarczająco wysokiej rangi; obie kobiety chciały Alfy.
Cóż, powodzenia. Większość Alf jest arogancka, nieznośna i gburowata; naprawdę wierzą, że są darem Bogini dla kobiet.
















