Perspektywa Vespery
Wpatrywałam się w swoje odbicie w lustrze toaletki, całkowicie sparaliżowana przerażającym stanem mojego znamienia godowego. Niegdyś żywe, poszarpane linie, które wiązały mnie z Garrickiem, teraz przybrały chorobliwy, siny kolor, blaknąc na brzegach niczym gnijąca rana na mojej szyi. Wstrzymałam oddech, który uwiązł mi w gardle, gdy moje drżące palce zawisły nad wrażliwą skórą.














