Nie było czasu do stracenia.
Sarah chwyciła rąbki swojej spódnicy i pędem ruszyła przez sad okalający Zamek Cynthia, by odnaleźć Laurę. Odkąd żona króla zmarła przed laty, stanowisko Luny pozostawało nieobsadzone. Książę Basil poślubił Laurę, by wypełnić tę lukę i pomóc w zarządzaniu królestwem, podczas gdy król Adolf prowadził wojnę przeciwko wampirom.
Wielu odnosiło się do Laury sceptycznie ze względu na jej pochodzenie, lecz Sarah służyła jej wiernie od momentu mianowania. W jej opinii poślubienie Laury było jedyną rzeczą, którą książę Basil kiedykolwiek zrobił dobrze.
A teraz poszedł i zrobił *to*.
Zmusiła się do szybszego biegu. Musiała powiedzieć Laurze, ostrzec ją w jakiś sposób i pomóc się przygotować. Może Laura znajdzie jakieś wyjście, jeśli tylko będzie miała wystarczająco dużo czasu.
– Moja Luno?! Luno Lauro, gdzie jesteś?
Sarah poślizgnęła się i potknęła, o włos unikając zderzenia z drzewem, gdy w końcu dostrzegła Laurę na drabinie w sadzie, nadzorującą zbiory świeżych owoców.
– Luno Lauro, dzięki Bogu, znalazłam cię! Książę Basil, on...
– Uspokój się, Sarah. – Laura zeszła z drabiny. – Nie martwię się teraz Basilem. Muszę dopilnować, aby te owoce i warzywa dotarły bezpiecznie na granicę.
– Nie musisz robić tego sama! Dlaczego nie powierzysz tego ludzkim kupcom? Jesteś naszą Najczcigodniejszą Luną.
Laura pokręciła głową. – Teraz, gdy król walczy z wampirami na granicy, czas jest kluczowy. Nie możemy pozwolić sobie na danie wrogowi jakiejkolwiek okazji do zatrucia żywności. Nawet jeśli Basil jest temu przeciwny... – Urwała z gorzkim śmiechem i niechętnym uśmiechem na twarzy. – Jaki jest sens tak ciężko pracować?
– Książę Basil wydaje bankiet w pałacu, zaprosił wszystkich szlachciców...
– Co?!
Laura odwróciła się, a jej szara sukienka zawirowała wokół niej, gdy rzuciła się biegiem z powrotem w stronę zamku. Sarah podążyła za nią, mając nadzieję dokończyć wyjaśnienia lub przynajmniej przygotować ją na spotkanie ze szlachtą.
– Moja Luno, czekaj!
Muzyka wypełniała powietrze. Zapach świeżego wina i pieczonego mięsa wypływał z sali wraz ze śmiechem. Służący spędzili cały ranek na szorowaniu i polerowaniu wystawnej sali, aż każdy kawałek złota i każdy kryształ lśnił wielkim luksusem, z jakiego słynął zamek Cynthia.
Laura stanęła tuż za marmurową ścieżką prowadzącą z ogrodów do sali balowej, drżąc z wściekłości.
– Jak on mógł...
Ich król, ojciec Basila, prowadził swoich żołnierzy na granicy, walcząc o życie i wolność każdego wilka w królestwie, a Basil marnował pieniądze i cenne jedzenie na tak wystawny bankiet.
Gdyby wiedziała wcześniej, mogłaby to powstrzymać, zanim się zaczęło, ale goście już przybyli, a orkiestra grała. Poczuła ukłucie dumy, że była tak bardzo nieświadoma tego, co się dzieje.
Przez kilka chwil obserwowała, jak wirują na parkiecie, przystrojeni w drobną biżuterię i jedwabie. Uszy każdej kobiety lśniły klejnotami, a buty każdego mężczyzny błyszczały świeżą pastą.
– Moja Luno, proszę, chodźmy...
Jeden ze szlachciców odwrócił się i uśmiechnął do niej szyderczo, co sprawiło, że Laura zamarła w miejscu; przypomniało jej to, czym kiedyś było jej życie jako członka watahy Szmaragdowego Zmierzchu – była niewiele znaczącą jednostką pośród wielu. Kazało jej to myśleć o lekceważeniu, jakie okazywał jej Basil, i o jej daremnych wysiłkach.
Była Luną, a jednak nawet szlachta jej nie szanowała.
Spuściła wzrok. Z przerażeniem przypomniała sobie, że wciąż ma na sobie prostą szarą sukienkę, poplamioną trawą i błotem od pracy. Była Luną królestwa. Nie mogła być widoczna na szlacheckim wydarzeniu ubrana jak wieśniaczka! Szybko odwróciła się, by uciec, zanim ktokolwiek inny ją zobaczy lub rozpozna, ale zatrzymał ją znajomy, zimny głos.
– Co za ohyda – wycedził. Zjeżyła się na jego chłodny ton, ociekający sarkazmem i obrzydzeniem. – Co ty masz na sobie? Jak mogłaś przynieść taką hańbę królestwu, ubierając się w ten sposób?
Przez chwilę wahała się, czy kontynuować ucieczkę, ale pobliscy szlachcice zaczęli już szeptać i chichotać. Mogła sobie wyobrazić ich szydercze twarze i to, co by powiedzieli, gdyby teraz uciekła. Wyprostowała kręgosłup i odwróciła się, by stawić mu czoła, ale widok kobiety uwieszonej na ramieniu Basila uderzył ją jak sztylet w pierś.
Basil był równie przystojny jak jego ojciec i wciąż młody. Jego ciemne oczy były zimne, co tylko podkreślało jego surowe rysy. Nawet jego wyniosły, szyderczy uśmiech wydawał się stworzony przez Boginię, by kusić. Wilczyca na jego ramieniu była spowita we wszystkie te szlachetne jedwabie i klejnoty, które powinna nosić Laura. W rzeczywistości Delia miała na sobie jedną z jej sukien i komplet biżuterii, który król podarował jej rok wcześniej. Jej twarz zapłonęła na widok tamtej kobiety w jej ubraniach.
Wyglądali razem tak uroczo, a Laura nigdy nie czuła się tak bardzo nie na miejscu. Nie sądziła, że kiedykolwiek mogłaby czuć się tak pospolita i niegodna, jak w tamtej chwili.
To wszystko była *jej* wina.
Delia została znaleziona przez patrol w lesie pod Cesarskim Miastem pół miesiąca temu. Ranna i na pozór bezradna, twierdziła, że pochodzi z bardzo odległej watahy i została zaatakowana przez samotników na obrzeżach. Błagała o azyl w obrębie Cesarskiego Miasta. Basil ulitował się nad biedną dziewczyną i sprowadził ją do zamku, ale jak mogli zbliżyć się do siebie tak szybko?
Jak mogła nie zauważyć kobiety wchodzącej tam, gdzie powinno być miejsce Laury?
Prawie się zaśmiała. Była tak zajęta wypełnianiem obowiązków Luny, że nie zajęła się byciem dobrą żoną, a Basil po prostu znalazł sobie coś w rodzaju zastępstwa.
Szlachcice wychylali się zza łuków, obserwując rozwój sytuacji. Upokorzenie ścisnęło jej żołądek, a rozpacz zaczęła wypełniać pierś i zaciskać się wokół serca. Była jego żoną, jego partnerką i służyła królestwu jako Luna. Jak mógł tak dumnie paradować z Delią na ramieniu przed całym dworem? Jak mógł ją tak upokorzyć? Czy nie było w nim ani chwili zważania na nią?
Odsunęła tę myśl na bok i wyprostowała się. Bez względu na wszystko, była Luną. Jej duma i obowiązek musiały być na pierwszym miejscu.
– Jesteśmy w środku wojny. Dlaczego wyprawiasz tak ekstrawaganckie przyjęcie?
Szlachcic w pobliżu sapnął z niedowierzaniem, a szmer rozszedł się pośród gości.
Oczy Basila stwardniały, gdy obnażył zęby. – Zbyt wiele o sobie myślisz, by zadawać mi takie pytania. Mam prawo robić w moim zamku to, co mi się podoba.
– Ale jestem twoją Luną. Rządzimy tym królestwem i zamkiem wspólnie, podczas gdy król jest na granicy. Mam pełne prawo wiedzieć. Nasza armia wciąż jest w stanie wojny z wampirami. Nie stać nas na wydawanie tylu pieniędzy...
– Nie urodziłaś się, by być Luną! – wrzasnął Basil ze złością. – Pozwoliłem ci pełnić tę rolę do tej pory. Jak śmiesz mówić mi, co mam robić!
Delia objęła Basila ramionami, mówiąc cicho: – Proszę, mój Książę. Pomyśl o gościach...
Wściekłość Basila zniknęła, gdy zwrócił się do Delii. Jego oczy były łagodne, a uśmiech słodki. Laurze przewróciło się w żołądku. Czy wilczyca z nieznanej watahy naprawdę mogła być o tyle lepsza od niej?
– Oczywiście, moja miłości. Tak mądre słowa. Zaprawdę, jesteś tą jedyną. – Odwrócił się z powrotem, by zgromić Laurę wzrokiem. Wzdrygnęła się na widok gniewu w jego oczach. – Spójrz na siebie. Bardziej przypominasz zamkową pokojówkę niż moją Lunę. Nie wspominaj mi o problemach budżetowych. Wszyscy wiedzą, że wydajesz więcej pieniędzy na bezużyteczne projekty. Na twoim miejscu wstydziłbym się w ogóle pokazać!
Wszystko, co robiła, robiła dla królestwa, dla Basila. Jak mógł tego nie widzieć?
– J-ja tylko...
– Jesteś *niczym*.
Laura opuściła głowę. Wiedziała o tym. Basil nie musiał jej tego mówić, a jednak starała się wznieść ponad to. Trzy lata ciężkiej pracy nie przyniosły niczego.
Czy to kiedykolwiek będzie miało jakieś znaczenie?
– Choć cieszę się, że pokazałaś swoją nędzną twarz i oszczędziłaś mi kłopotu z wzywaniem cię. – Basil zadarł nos. – Przygotuj się do natychmiastowego odejścia. Wkrótce ogłoszę Delię moją partnerką i tą, którą będę kochał do końca życia.
Laura z trudem łapała powietrze, a jej oczy rozszerzyły się, gdy jej najgorszy koszmar stał się rzeczywistością. Odejsć? Basil kochał Delię? Wiedziała, że nigdy nie było między nimi miłości. Wiedziała, że była tylko naznaczoną partnerką Basila, ale to było zbyt wiele.
– Delia będzie Luną królestwa. A co do ciebie, Lauro Hamilton, nie obchodzi mnie, co stanie się z tobą po naszym rozwodzie.
Jej szczęka drżała, a oczy piekły od łez. Była Luną i żoną Basila przez trzy lata. Rządziła królestwem u jego boku pod nieobecność króla z całym wdziękiem i należytą troską.
Basil nie mógł jej po prostu wyrzucić jak resztek z obiadu!
– Nie możesz...
Zakrztusiła się i zachwiała w szoku, gdy ich więź pękła. Była tak krucha, jak wszystkie więzi naznaczonych par. Zniszczenie jej nic go nie kosztowało, a ją kosztowało wszystko.
– Nie... Nie. N-nie możesz. – Zaszlochała. – Nie możesz!
Basil odwrócił się. Jego oczy były zimne i bezlitosne.
Jego głos był niemal radosny, gdy uśmiechnął się do niej z wyższością. – Mówiłem ci. Zrobię, co zechcę. Nie nadajesz się nawet na zapasową pokojówkę w moim zamku. A teraz wynoś się z mojego zamku!