Elara
Widok mojego syna, przemoczonego do suchej nitki i kurczowo trzymającego się powalonego drzewa, napełnia mnie taką grozą, że ruszam przed siebie, nawet o tym nie myśląc.
— Kian, trzymaj się! — krzyczę, zrzucając szpilki i biegnąc przed siebie. — Już idę!
Kian łka, mocniej zaciskając ramiona wokół pnia. Drzewo zaledwie zaklinowało się w poprzek między ścianami kanału, zaledwie kilka centymetr
















