To moja pierwsza podróż z powrotem do Stanów Zjednoczonych, odkąd zdobyłam pracę marzeń. Mam kilka dni, żeby nadrobić zaległości z przyjaciółmi i zrelaksować się, zanim będę musiała wracać do Paryża, a pierwszą rzeczą, jaką zrobiłam, było załatwienie biletu w pierwszym rzędzie na trasę Strikers, by zobaczyć Toxic Rose Thorns — mój ulubiony zespół wszech czasów.
Nie widzę ich po raz pierwszy. Poszłam kilka razy, zanim zyskali ogromną sławę, gdy byłam na studiach. To mój pierwszy raz, gdy widzę ich z tak bliska, i jestem podekscytowana. Bilety były wyprzedane od tygodni, ale moja super, niesamowicie piękna, bezwzględna szefowa pociągnęła za kilka sznurków, żeby pomóc mi zdobyć wejściówkę. To był prawdopodobnie ostatni taki bilet, a teraz tu jestem. Zaledwie cale od ucałowania tej cholernej sceny, nerwowo podekscytowana i czekająca, aż ten gówniany support skończy grać.
To niesprawiedliwe. Właściwie nie są tacy źli.
Zerkam za siebie, żeby zobaczyć, że arena jest bez wątpienia wyprzedana. Morze ludzi ogląda koncert, tańczy i robi pogo do słodkiego rzężenia drugiego grającego zespołu. Robię kilka zdjęć i upewniam się, że uchwyciłam nazwę na banerze, żebym mogła sprawdzić ich muzykę później, w odrobinę mniejszym chaosie.
To pierwszy koncert, na który przyszłam sama, ale nie czuję się samotna. Rój ludzi pod sceną tryska energią. W tej chwili nikt z nas nie jest tu obcy. Wszyscy jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi, czekając, aż nasz ulubiony zespół wyjdzie i pobłogosławi nas swoją metalcore'ową chwałą.
"Uwielbiam twój strój!" — moją uwagę przykuwa jedna z dziewczyn opierających się o barierki. — "Skąd go masz?"
"Zrobiłam go," śmieję się. "Uwielbiam twoją koszulkę. Mam taką z ich pierwszego koncertu w House of Blues,"
"Tak!" obejmuje mnie ramionami. "Byłaś tam?"
"Ta, to były moje dwudzieste pierwsze urodziny," kiwam głową.
"O mój Boże. Też tam byłam. Z moim byłym," przewraca oczami. "To on mnie w to wciągnął,"
"Ale szaleństwo. Mój były też mnie w to wciągnął," śmieję się.
"Nie miał na imię Connor, co?"
"Nie," kręcę głową. "Miał na imię Jose,"
"Ugh," obie się śmiejemy. "To jest moja przyjaciółka Naty. Ja jestem Jesse,"
"Phoebe," ściskam ich dłonie.
"Nigdy wcześniej nie poznałam żadnej Phoebe," piszczy jej przyjaciółka. "Musimy zrobić sobie zdjęcie,"
"Okej," śmieję się.
"TRT na trzy," krzyczy, unosząc telefon. "Raz. Dwa. Trzy!"
We trzy krzyczymy TRT, a ona pstryka cztery lub pięć zdjęć naraz.
"Jaki jest twój Quick Howl?" pyta Jesse.
"CT_OFPhoebs98," odpowiadam, a ona wpisuje to w swój telefon. Patrzy na mnie zdezorientowana.
"To ty?" pyta, trzymając telefon w górze.
"Ta,"
"Jesteś zweryfikowana. Masz cztery miliony obserwujących,"
"Pracuję dla Royal Threads. Jestem projektantką," śmieję się. Obie zaczynają piszczeć.
"O, mój Boże! Uwielbiam ich nową różową kolekcję Academia. Ja pierdolę," krzyczy Naty. "Ja pracuję dla Gossip Daily. Jestem reporterką,"
"Ja siedzę w branży muzycznej," mówi Jesse. Mój telefon wibruje w kieszeni. Widzę, że obie mnie teraz obserwują i oznaczyły mnie na zdjęciu.
Dźwięk gitary Knightly'ego Blake'a wybucha z głośników i natychmiast zapominamy o naszej rozmowie. Tłum wybucha wrzaskiem, gdy kurtyna unosi się, by ukazać czarne światła i fioletowe lasery.
Moje serce zamiera, gdy zatrzymuje się na skraju sceny ze swoją ulubioną błękitną gitarą tuż przed nami. Krzyk więźnie mi w gardle, gdy pochyla się do przodu, by przemówić do mikrofonu. Cały koncert mija w zamazanej plamie krzyków i wspólnego śpiewania. Kończy się o wiele za wcześnie, pozostawiając moje ciało naładowane energią i spragnione więcej.
Zanim wracam do mojego wynajętego mieszkania, przypominam sobie, że rozmawiałam z tamtymi dziewczynami i śmieję się sama z siebie, bo nawet nie wzięłam od nich numerów. Siedzę tu przez chwilę, a potem czekam, żeby wyjechać z zatłoczonego parkingu.
Zatrzymuję się, by kupić tacos i napoje, zanim wrócę do BnB, w którym zatrzymam się do końca miesiąca, po czym wrócę do pracy. Tak się składa, że to nie jest zbyt daleko od miejsca koncertu. Prawdopodobnie poszłabym pieszo, gdybym nie była całkowitym tchórzem i nie bała się trochę ciemności. Dotarcie tutaj zajęło mi znacznie więcej czasu, niż się spodziewałam. Łapię moje jedzenie i mój nowy merch TRT, by ruszyć na górę.
Gdy okrążam hol, żeby dostać się do wind, ktoś we mnie wpada. Upuszczam część swoich rzeczy, ale nie jedzenie.
"Tak, nie upuściłam swoich tacos," śmieję się i schylam się, żeby chwycić leżący na podłodze sweter.
"Bardzo przepraszam," mówi facet i sięga po moje rzeczy. "Gapiłem się w telefon,"
"W porządku. Zdarza się," mówię.
Oboje podnosimy wzrok w tym samym czasie i zamieram. Moja głupia gęba otwiera się z wrażenia, gdy moje spojrzenie zderza się z jego wspaniałymi, jadeitowo-zielonymi oczami. On spogląda w dół na sweter i winyl.
"Nie," śmieje się. "Dopiero co wracasz z mojego koncertu?"
Otwieram usta, ale jedyne, co się wydobywa, to pisk. To pieprzony Knightly Blake. Dotknęłam jego butów na scenie wcześniej tego wieczoru. Tak blisko niego byłam, a teraz on klęczy przede mną, trzymając moje rzeczy.
"Nadal oddychasz?" macha mi ręką przed twarzą.
"Ja pierdolę. Stary! Jesteś Knightly Blake," wyrwa mi się z ust wystarczająco głośno, by odbić się echem o wysokie sufity holu.
"Masz szczęście, że nikogo tu nie ma," śmieje się. "Wszystko w porządku?"
"Ta, nie upuściłam swoich tacos," mówię i pozwalam mu pomóc mi wstać.
"Nie chcielibyśmy tego," mówi, zbierając moje rzeczy.
"Bardzo przepraszam. Nie chciałam ci tak wrzeszczeć w twarz," przepraszam.
"Zdarza się," uśmiecha się szeroko, lustrując mnie wzrokiem. "Skąd masz mój garnitur z zeszłorocznej trasy?"
"Zrobiłam go. To mój ulubiony kostium od czasów tych z szelkami. Umm, chyba by mnie nie wpuścili na koncert, gdybym się w tym pokazała," dlaczego to powiedziałam? Co jest ze mną, kurwa, nie tak?
"Szkoda. Założę się, że wyglądałabyś w nim niesamowicie," wzrusza jednym ramieniem. Wybucham śmiechem.
"To było trochę żenujące," przyznaję.
"Dlaczego jesteś taka czerwona?" śmieje się.
"Właśnie podrywał mnie Knightly Blake," kręcę głową z niedowierzaniem. "Czy byłoby dziwne, gdybym poprosiła o zdjęcie?"
"Wcale nie," zaciska usta.
Czy on się rumieni? Chyba sobie, kurwa, żartujesz. Szybko odkładam swoje rzeczy i wyciągam telefon z tylnej kieszeni.
"Jestem czerwona," śmieję się, unosząc telefon. "Spoko. Wyedytuję to później. Gotowy?"
"Czekam na ciebie," uśmiecha się szeroko. Robię nam zdjęcie i mu pokazuję. "To jest dobre. Koniecznie mnie na nim oznacz,"
"Okej," zgadzam się i spoglądam na niego. Przewyższa mnie o co najmniej piętnaście centymetrów bez moich zwykłych szpilek. Sprawia, że czuję się mała, a wcale nie jestem drobną osobą.
"Ty i twoje przyjaciółki stałyście dzisiaj pod samą sceną. Prawie nadepnąłem ci na rękę," spogląda w dół na moje rzeczy.
"Widziałeś to? Byłabym zaszczycona, gdybyś na mnie nadepnął," co kurwa?
"Naprawdę?" śmieje się, a ja czuję, że moja twarz piecze jeszcze bardziej.
"No dobra, teraz oboje powiedzieliśmy coś głupiego," próbuję ukryć swoje zażenowanie. Oboje się śmiejemy.
"Chyba nas nie prześladujesz, co?" pyta.
"Nie, ja się tu zatrzymałam," kręcę głową i schylam się, żeby ponownie podnieść moje rzeczy. On mi pomaga i podaje mi wszystko z powrotem. Winda dzwoni, otwierając się, a w jej wnętrzu ukazuje się starsze małżeństwo, które wychodzi ze swoim małym, brzydkim psem. Oboje wchodzimy do windy. Sięgam do przycisków w tym samym czasie, co on, i oboje wciskamy czwarte piętro. "Chyba sobie, kurwa, żartujesz,"
"Dokładnie o tym samym pomyślałem," śmieje się i lekko odwraca głowę, by na mnie spojrzeć. Dzieli nas zaledwie centymetr. "Nie uderzysz mnie, jeśli cię pocałuję, prawda?"
"Mam zajęte ręce," przypominam mu.
"Racja. Nie chcesz upuścić swoich tacos," mówi. Cofam się, aż moje plecy uderzają o lustrzaną ścianę za mną i nagle jego usta lądują na moich.
Moim pierwszym instynktem jest ucieczka. Zazwyczaj tak jest, ale kiedy on podchodzi bliżej, zanurzając dłoń w moich włosach. Nie mam wyjścia, muszę się poddać. Czuje to w tej samej chwili co ja, bo jego język przesuwa po moich wargach, a ja bez wahania pozwalam mu przejąć nad nim kontrolę. Moja skóra ożywa, gdy mnie dotyka. Winda dzwoni, a on odsuwa się, nie wypuszczając mnie z objęć.
"O, mój Boże," piszczę, wywołując jego uśmiech.
"Dzielę pokój z jeszcze dwoma kumplami,"
"U mnie nie ma nikogo," mówię bez wahania.
"Prowadź," robi krok w tył.
W uszach mi dzwoni, gdy wychodzę z windy. Zerkam na niego przez ramię, żeby upewnić się, że to dzieje się naprawdę. Czy ja naprawdę zamierzam to zrobić? Przychodzi mi do głowy kilka powodów, dla których nie powinnam, a prawie każdy z nich kończy się moim morderstwem lub porwaniem. Zatrzymuję się przed moimi drzwiami.
"Mam kartę w tylnej kieszeni," mówię.
Szelmowski uśmiech, który przemierza jego twarz, wystarczy, by powiedzieć: pieprzyć to. Jeśli to na tym wzgórzu zginę, niech tak będzie. Opuszki jego palców przesuwają się po tyle mojego uda, zanim sięga do kieszeni i wyciąga kartę magnetyczną. Jego oczy spotykają się z moimi i przytrzymuje moje spojrzenie, gdy przesuwa nią przez czytnik.
"Proszę bardzo," mówi cicho. Oblizuję wargi, czując jego miętową słodycz.
"Dziękuję," walczę z powstrzymaniem śmiechu, bo dlaczego, do cholery, właśnie mu podziękowałam? Wchodzimy do środka, a ja natychmiast podchodzę do stołu w jadalni, by wszystko odłożyć. "Jest tu bałagan. Jestem tu w celach zawodowych,"
"Jesteś artystką?" pyta, przeglądając moje szkice i otwarte portfolio.
"Jestem projektantką ubrań," mówię, sięgając po kupionego wcześniej Redd's Apple Ale. "Napijesz się czegoś?"
"Pewnie," mówi, podchodząc do mnie.
Przesuwam skrzynkę w jego stronę i bierze jedno. Nawet nie patrzy, czym go poczęstowałam. Oboje otwieramy butelki i pijemy z całkowitą synchronizacją. To sen. To musi być sen. Jego to był raczej mały łyk. Odkłada butelkę i sięga w stronę mojej talii. Kiedy staje naprzeciwko mnie, wyjmuje butelkę z mojej dłoni.
"Nigdy tego nie robiłam," przyznaję.
"Jesteś dziewicą?" przeszukuje moją twarz wzrokiem.
"Nie, nie. Mam na myśli przygody na jedną noc," śmieję się nerwowo.
"Przeprowadzę cię przez to,"
Wciągam ze świstem powietrze, gdy jego palce wbijają się w moje uda, a potem on podnosi mnie na stół. Jego usta znów są na mnie, a tym razem nie mam nic w rękach, by powstrzymać się przed dotykaniem go. O kurwa! To dzieje się teraz, z moim udziałem.
Moje dłonie błądzą po całym jego ciele i jeśli ma z tym problem, to nie narzeka. Jego ciało jest jędrne, ale nie w jakimś absurdalnie napakowanym sensie. Moja koszulka znika pierwsza, a potem stanik. Jego zęby ocierają się o moją szyję, gdy delikatnie pcha mnie do tyłu, by dostać się do moich nagich piersi. Dźwięk, który ze mnie uchodzi, przyprawia go o uśmiech, gdy kąsa mnie w zewnętrzną stronę piersi. Ukłucie bólu służy tylko po to, by mnie jeszcze bardziej rozbudzić. Ściągam mu koszulkę przez głowę i odrzucam ją na bok.
Wszędzie pełno jest tatuaży. Znam niektóre z nich z czasów, gdy byłam młodsza i nie miałam nic lepszego do roboty, niż obsesyjne myślenie o nim i innych członkach zespołu. Nie mogę uwierzyć, że widzę je z bliska i na żywo. Dotykam ich, śledzę je w górę jego ramienia i na szyję, podczas gdy on nadal pieści w dłoniach moje piersi i je podgryza.
"Kurwa, jesteś piękna," mówi, rozpinając mi dżinsy. Unosi mnie trochę, by ściągnąć je wzdłuż moich ud. Odkłada mnie i ściąga je razem z moimi butami. "Założyłaś to, żeby zobaczyć mój dzisiejszy występ?" Nie jestem w stanie wydusić z siebie ani słowa, więc po prostu kiwam głową. "To nie są majtki grzecznej dziewczynki,"
"Nie ty o tym decydujesz," śmieję się. "Ale możesz je zdjąć,"
"Zdecydowanie wolałbym zostawić je tam, gdzie są," uśmiecha się szeroko. "Połóż się na stole,"
Jego dłoń naciska na mój brzuch, a ja robię to, o co prosi. Uśmiecha się i odciąga materiał moich stringów na bok. Jego palce delikatnie mnie pieszczą. Ponownie piszczę, gdy pociera mnie okrężnym ruchem. Kładę się na stole, gdy wsuwa we mnie swój środkowy palec.
"Właśnie tak," chwali. "Rozluźnij się dla mnie,"
"Mam na imię Pheobe," informuję go.
"Miło cię poznać, Pheobe," uśmiecha się szeroko, spoglądając na mnie. "Możesz mi mówić Knight,"
"Okej," kładę się z powrotem. "Knight,"
Wysuwa ze mnie palec, podkładając ręce pode mnie, by unieść mnie ze stołu. Zakopuje twarz między moimi nogami, a jedyne, co mogę zrobić, to trzymać się kurczowo, jakby od tego zależało moje życie. Podobnie jak podczas koncertu, wszystko dzieje się jak w letargu.
Dzieje się to tu, na stole, z moimi nogami owiniętymi wokół niego, podczas gdy nasze języki zapoznają się ze sobą bliżej niż by wypadało. Zaczyna powoli i jestem mu za to wdzięczna, bo tak jak reszta jego ciała. Knightly Blake jest pobłogosławiony przez wszystkich pierdolonych bogów we wszechświecie. Poważnie, to niesprawiedliwe w stosunku do każdego innego mężczyzny na tej ziemi.
Zanim się orientuję, leżę pochylona nad stołem, a jego dłoń ląduje na moim tyłku, wydając głośne plaśnięcia, podczas gdy on nieustannie mnie chwali i nazywa swoją grzeczną dziewczynką. Zataczamy się do salonu, gdzie on zwija mnie w kłębek na kanapie, by skutecznie uwięzić mnie pod sobą we wszystkich możliwych pozycjach, jakie tylko mu wpadną do głowy. Nie wiedziałam, że mogę wyginać się w niektórych pozycjach, w jakich mnie ustawił.
Kończymy pod prysznicem, a resztę nocy w końcu spędzamy w pokoju, dopóki nie zasnę. Gdy budzę się następnego ranka, wszędzie wspaniale mnie boli. Nie ma go nigdzie w zasięgu wzroku i w tej chwili uważam, że to chyba najlepiej.
Wstaję i znajduję winyl, który wczoraj kupiłam, leżący na blacie kuchennym. Jest podpisany przez każdego członka zespołu, a na samym dole, gdzie znajduje się jego podpis wykonany srebrnym markerem, widnieje napis. Nie martw się, Pheobe. Dla mnie zawsze będziesz moją grzeczną dziewczynką. Nasz mały sekret. Knight.
Wspominając tamtą noc, pomimo tego, jak to wszystko się ostatecznie potoczyło, nigdy nie będę potrafiła żałować dokonanego wyboru. Przedtem moje życie było puste, a on dał mi najwspanialszy prezent, o jaki kiedykolwiek mogłam poprosić. Cóż, prezenty. Dwa, z tymi samymi ślicznymi jadeitowo-zielonymi oczami. Aizen i Ayrie. Dwie małe wpadki, które, jak odkryłam dwa miesiące później w Paryżu, rosły we mnie.
Zniknęła ta lekkomyślna mała dziewczynka, którą byłam po uwolnieniu się ze szponów mojego ojca. Wszystko stało się jaśniejsze. Celem nie było udowodnienie tacie, że poradzę sobie sama bez niego. To wszystko było dla nich. Naprawdę sprawiły, że spojrzałam na pewne rzeczy z innej perspektywy, a to wszystko z powodu tamtej nocy. Nie sądziłam, że będzie tym, kim się stał, kiedy dowiedział się, że jest ojcem i że nigdy nie miałam zamiaru mu o tym powiedzieć. Los jakoś mi sprzyjał i zawsze będę wdzięczna za KNIGHTLY'EGO.