Gemma
"Gemma, dasz radę."
Powtarzam sobie. "To tylko kolejna noc w pracy, taka jak każda inna."
Mój telefon pika mi w dłoni, a na ekranie miga kilka wiadomości. Ale to nie one przykuwają moją uwagę. Dziesięć minut. Jestem już spóźniona o dziesięć minut.
'Gemma, gdzie jesteś? Czas otwierać. Gemma!!! Roxy właśnie weszła na scenę, a twój numer jest następny. Gemma!!'
'Naprawdę mnie wkurzasz. Lepiej odbierz telefon.'
Czytam te wiadomości i wzdycham. Mój szef, Gus, zmyje mi głowę za spóźnienie, ale jakoś go ułagodzę. Zawsze mi się to udaje.
Wchodzę do klubu, a znajomy huk muzyki uderza w moje uszy z pełną mocą. Trochę mi zajęło, zanim się do tego przyzwyczaiłam. Rozglądam się po zatłoczonej sali, gdzie spoceni, pijani mężczyźni rzucają pieniędzmi w praktycznie nagie tancerki, i wzdycham, przypominając sobie, czym to miejsce tak naprawdę jest. Klubem ze striptizem.
Wychodzę na scenę i zaczynam tańczyć. Bezwstydni mężczyźni rzucają we mnie obleśnymi, wulgarnymi słowami, a ja krzywię się z obrzydzeniem w trakcie tańca. Nienawidzę, gdy mnie dotykają, a czasami posuwają się za daleko.
Kiedy kończę, natychmiast schodzę ze sceny i idę do garderoby. Przebieram się, zmywam makijaż i szykuję się do wyjścia.
– Kiedy odrobisz zmarnowany czas? – pyta Gus. Stoi w drzwiach.
– Jutro wezmę dodatkowe zmiany – odpowiadam. Zrobiłabym to od razu, ale jestem cholernie zmęczona i potrzebuję odpoczynku.
– No dobra. – Wzrusza ramionami, po czym rzuca we mnie moją wypłatą.
Wychodzę z klubu, a przede mną wyrasta dwóch mężczyzn.
– Kim jesteście? – pytam oschłym tonem, robiąc krok w tył. Serce wali mi ze strachu.
To gburowaci, potężni faceci. Zbyt wielcy i przerażający. Jeden ma gęstą brodę; drugi paskudną, wielką bliznę ciągnącą się od lewego ucha aż do prawego.
– Ta się nada – mówi brodacz, a drugi kiwa głową z aprobatą.
Do czego nada?
– Czego wy... – Mój głos cichnie.
Nagle rzucają się na mnie, wpychając mi do ust knebel, żeby stłumić moje krzyki. Szarpię się, walczę i próbuję krzyczeć. Ale wszystko na nic.
Brodacz zarzuca mnie sobie na ramię, przytrzymując w miejscu, podczas gdy niosą mnie w stronę jakiegoś pokoju.
– Błagam, nie róbcie tego – proszę między szlochami, ale moje błagania trafiają w próżnię, a mężczyźni niosą mnie zapleczem prosto do pokoju VIP. Wrzeszczę wniebogłosy, wymachując rękami w powietrzu w nadziei, że ktoś mnie usłyszy, ale wszystkie moje krzyki tłumi głośna muzyka.
Rzucają mnie na podłogę wewnątrz pokoju i wychodzą, zamykając za sobą drzwi na klucz.
– Nie... nie... hej!!!! Jest tam kto!!! Pomóżcie mi!! – wołam w rozpaczy, waląc w drzwi z nadzieją, że ktoś mnie usłyszy i przyjdzie z pomocą. Ale nikt nie nadchodzi.
– Błagam... – proszę przez łzy i nagle się odwracam, czując czyjąś obecność w pokoju. Nie jestem sama. Kurwa. Kurwa.
– Kto tam jest? – pytam z niepokojem.
Zaczynam przyglądać się pomieszczeniu. Wygląda jak każdy inny pokój VIP w tym klubie – oświetlony niebieskimi światłami, ale nie za jaskrawymi, wystarczającymi tylko do tego, by widzieć otoczenie.
Strach pełznie mi po plecach, gdy mój wzrok pada na łóżko. Nie jestem idiotką i wiem, co tu się wyprawia. Ludzie przychodzą tu tylko po to, żeby się pieprzyć albo oddawać się innym prostackim rozrywkom. Ale ja nie jestem chętną kandydatką.
– Po prostu pozwól mi odejść, błagam... – płaczę bezradnie, a z cienia wyłania się mężczyzna.
– Zrobimy to szybko. Właź na pieprzone łóżko. –