Rei
W końcu ją mam. Wcale nie było tak trudno. Jej ojciec nie ma nic przeciwko oddaniu córki, a ja nie mam nic przeciwko temu, by ją wziąć. Boi się mnie, wiem to. Ale sprawię, że do mnie przywyknie. Przywyknie do mnie pod każdym możliwym względem. Właśnie tym jest – moją perełką. Gemmą Vance.
Każę jej iść za mną po schodach. Zamierzam kazać ją umyć. Zatrzymuję się, gdy przestaję czuć jej obecność za swoimi plecami. Odwracam się ze zmarszczonymi brwiami, a potem dostrzegam, jak wbiega do jakiegoś pokoju.
Zaciskam usta, podążając za nią. Słyszę odgłosy dławienia się w chwili, gdy wchodzę do sypialni. Wymiotuje. Czy jest chora? Cóż, wygląda na bladą i niedożywioną. To całkowicie zrozumiałe, że jest chora.
Słysząc dźwięk spłukiwanej wody, wchodzę do łazienki i widzę, jak płucze usta. Gdy tylko kończy, odwraca się, by wyjść, ale jej strach powraca w ułamku sekundy, w którym mnie dostrzega. Jej wielkie, zielone oczy są przepełnione przerażeniem, przez co wygląda niesamowicie uroczo. Widok ludzi przerażonych moją osobą daje mi ten satysfakcjonujący dreszczyk emocji.
"Jesteś chora?" – pytam, przypatrując się jej intensywnie, a ona powoli kręci głową. Przełyka ślinę i odpowiada.
"Nie, po prostu zjadłam za dużo."
Mruczę, wciąż nieprzekonany jej odpowiedzią. Skoro ma ze mną mieszkać, nie chcę, żeby chorowała. Ponieważ mam wobec niej wiele planów.
Sięgam po telefon do kieszeni i dzwonię do Vane'a.
"Vane" – mówię, gdy tylko odbiera.
"Tak, szefie."
"Wezwij tu Hiro w tej chwili."
Instruuję. Hiro to lekarz, który leczy mnie lub moich ludzi w nagłych wypadkach, kiedy nie możemy pojechać do szpitala. To mój zaufany lekarz.
"Dobrze, szefie" – odpowiada, a ja kończę połączenie.
"Wezwanie lekarza naprawdę nie jest konieczne. Ja po prostu chcę stąd wyjść i wrócić do domu!" – oświadcza, a po jej ładnej twarzy spływa łza.
"Nie, nie, perełko. Ciii, nie płacz" – namawiam cicho, robiąc krok w jej stronę. Jestem od niej o wiele wyższy. Mam dwa metry wzrostu, a ona? Metr sześćdziesiąt siedem czy siedemdziesiąt?
"Będziesz mogła ronić te łzy tylko wtedy, gdy będę cię pieprzył i dawał ci klapsy, perełko." – Oświadczam, a jej usta otwierają się ze zdziwienia.
"Tylko wtedy będziesz mogła płakać." – Uśmiecham się, a potem unoszę dłoń, by otrzeć jej łzy. Jej skóra jest taka gładka w dotyku. Uśmiecham się, robiąc krok w tył. Mam dla niej mnóstwo niespodzianek.
"Kim jesteś? Czego ode mnie chcesz? Po prostu mnie wypuść. Zabrałeś mi już wystarczająco dużo." – Jej dolna warga drży, gdy wypowiada te słowa.
"Wybacz moje maniery, perełko."
"Nie nazywaj mnie Perełką!" – krzyczy, a nowa fala łez zaczyna spływać po jej twarzy.
"Gdzie moje maniery? Nawet się nie przedstawiłem. Jestem Rei Shimizu." – Uśmiech nie schodzi z moich ust, a jej twarz blednie na dźwięk mojego imienia.
"Nie, to niemożliwe." – Kręci głową z niedowierzaniem, a na jej twarzy maluje się czysty szok. Zdecydowanie o mnie słyszała.
"Proszę, niech mnie pan po prostu wypuści, proszę pana. Odpracuję i oddam pieniądze, które mój ojciec jest panu winien." – Błaga, padając na kolana i głośno płacząc.
"Łzy nie robią na mnie wrażenia, perełko." – Zauważam z surowym wyrazem twarzy. "A teraz wstawaj."
"Nie, proszę. Po prostu mnie wypuść. Oddam ci twoje pieniądze. Proszę."
"To ciebie chcę, Gemmo Vance. A teraz wstawaj." – Oświadczam, a ona kręci głową, wciąż zanosząc się płaczem. Jedną z rzeczy, których mi brakuje, jest cierpliwość, a ta wobec niej zdążyła się już wyczerpać.
"Po prostu, kurwa, wstawaj!" – Pienię się, szarpiąc ją i podnosząc z ziemi.
"Im szybciej pogodzisz się ze swoim losem, Gemmo, tym lepiej dla ciebie." – Wskazuję, ale jej płacz tylko przybiera na sile.
Kurwa.
"Po prostu przestań już płakać" – syczę pod nosem z irytacją, rzucając okiem na zegarek. Vane niedługo przyjedzie z lekarzem.
"Nie chcę tu zostać" – mówi, bardzo się pocąc, jej srebrne włosy lepią się do skóry, a całe ciało drży.
"Kurwa mać, Gemmo!" – krzyczę nagle. "Już ci powiedziałem, że jedyny raz, kiedy będziesz mogła płakać, to wtedy, gdy będę cię ostro pieprzył. A teraz zamknij się, kurwa, i chodź za mną jak na posłuszną dziewczynkę przystało. Nie testuj mnie." – Biorę głęboki wdech, zniżając głos, gdy wypowiadam ostatnie słowa. I tak już bardzo ją przerażam; nie chcę jeszcze pogarszać sytuacji.
"Chodź ze mną. Lekarz niedługo tu będzie" – mówię i zaczynam wyprowadzać ją z pokoju.
"Proszę-" zaczyna znowu, ale jedno moje spojrzenie wystarczy, by ją uciszyć. Zaciągam ją prosto do swojego pokoju, wpychając ją do środka.
"Od teraz będziesz tu mieszkać, Gemmo. W szafie znajdziesz swoje ubrania" – informuję ją, gdy odsuwa się ode mnie, by stanąć w kącie, skomląc ze strachu. Wiedziałem, że tu trafi, i przygotowałem wszystko, łącznie z tym, co będzie nosić.
"Proszę, niech pan tego nie robi, proszę pana. Jestem bardzo pracowita. Oddam panu te pieniądze. Po prostu niech mnie pan wypuści, proszę" – pociąga nosem, powoli ocierając łzy.
"Lepiej już teraz pogódź się ze swoim losem, perełko. To ułatwi ci sprawę." – Radzę, stając przed nią. Jej głowa jest opuszczona, jakby powstrzymywała się przed spojrzeniem na mnie. Jej długie, srebrne kosmyki zasłaniają jej twarz.
"Gemmo" – mówię łagodnie, kładąc dłonie na jej podbródku i unosząc jej głowę w górę. "Zobaczysz moją złą stronę tylko wtedy, gdy będziesz złą dziewczynką." Dopóki wszystko idzie po mojej myśli, oboje jesteśmy zadowoleni.
"Bądź dobrą dziewczynką, a będziesz cieszyć się tą jazdą" – rzucam bez emocji, a ona drży ze strachu.
"Bądź grzeczna, kochanie." – Wygląda tak ślicznie z zapłakaną twarzą i nie potrafię oprzeć się tej pokusie. Pochylam się więc i składam lekki pocałunek na jej policzku. To mój pierwszy pocałunek i choć to tylko pocałunek, czuję, jak pulsuje mi kutas. Nie całuję kobiet i nie bawię się w żadną grę wstępną. Pieprzę je, żeby dojść. Ale Gemma Vance to pokusa, a ja nie zamierzam przestać, dopóki nie posiądę jej w całości.
















