Rei
– Złapaliście ludzi, którzy mnie odurzyli? – dzwonię do moich ludzi w chwili, gdy wychodzę z budynku.
– Tak, szefie, on jest teraz w lochu. – dobiega głos z telefonu.
– Zaraz tam będę. – Moje dłonie zaciskają się w pięści. Ten skurwiel mnie odurzył i musieliśmy zatrzymać się w najbliższym klubie.
Poprosiłem moich ludzi, by przyprowadzili mi kobietę, a oni przyprowadzili Gemmę. Nigdy nie jestem typem, który zmusza kobiety do rozkładania nóg, robią to z własnej woli. Ale mała Gemma próbowała po prostu stawiać opór, a mój kutas był boleśnie twardy przez to gówno, które tamten skurwiel dosypał mi do drinka.
– Przy okazji, sprawdźcie informacje o pewnej osobie, muszę wiedzieć wszystko, gdy przyjadę. – Po tych słowach się rozłączam.
***
Przede mną siedzi zakrwawiony mężczyzna z zawiązanymi oczami, który bez przerwy szarpie się z pętającymi go sznurami. Już mu mówiłem, żeby oszczędzał siły. Sznury nie ustąpią. Ale ten gnojek po prostu nie słucha.
Około minutę później drzwi się otwierają i do środka wchodzi mężczyzna.
– Spóźniłeś się – mówię cichym głosem, powoli podnosząc głowę, by na niego spojrzeć, i przestaję obracać nóż w dłoni.
– Przepraszam, Szefie. Zatrzymało mnie... – Nagle stęka z bólu, gdy jego wzrok pada na nóż wbity w jego udo. Rzuciłem nożem prosto w jego nogę. Idealny strzał! Nigdy nie pudłuję.
– Nigdy nie każesz mi na siebie czekać, Vane – oświadczam, a jego klatka piersiowa unosi się z wysiłkiem, gdy próbuje wyciągnąć nóż z nogi. Krew już zaczyna spływać.
– Zostaw go tam – mówię. To jego kara za to, że kazał mi na siebie czekać.
Jęczy, spoglądając na mnie oczami pełnymi bólu, ale nie odważy się wyciągnąć noża.
– Zdobyłeś informacje, o które prosiłem? – pytam, wstając z krzesła i powolnym krokiem podchodząc do niego.
– Tak – wykrztusza z bólem, onieśmielony moją obecnością.
– Odeszła z pracy w klubie. Ale udało mi się zdobyć informacje o jej ojcu. Barrett Vance – wyjaśnia, a moje usta układają się w nieme „o”. Nie mogłem zapomnieć o perełce, z którą spędziłem noc. Kurwa! Pieprzyłem mnóstwo kobiet, ale ona była inna. Chcę jej znowu, a ja zawsze dostaję to, czego chcę. Musi zapłacić za te ciągłe erekcje, które mam, ilekroć o niej pomyślę.
– Gemma Vance – jej imię spływa z moich ust, gdy przypominam sobie jej dziecięcą twarz – srebrzystobiałe włosy z ciemnymi odrostami i ogromne, zielone oczy.
– Mieszka tutaj, w Los Angeles, ze swoim ojcem, macochą i siostrą. Jej rodzina ma problemy finansowe, a ojciec tkwi w ogromnych długach – Vane dzieli się ze mną wszystkimi szczegółami na jej temat. Szczerze mówiąc, mało mnie to obchodzi, chociaż jedna rzecz przykuwa moją uwagę.
– Długach, mówisz? – Kiwa głową, a kącik moich ust unosi się ku górze. Już wiem, co zrobię; zamierzam wciągnąć ją w pułapkę i dokładnie wiem jak.
– Wyciągnij nóż. – Rzucam leniwie do Vane'a, a on stęka, wyszarpując ostrze.
– Opatrz ranę i wracaj. Mam dla ciebie zadanie.
– Dobrze, szefie. – mamrocze, wychodząc za drzwi.
Kiedy wychodzi, odwracam się w stronę mężczyzny z opaską na oczach, który wciąż się szamocze.
– Nie wiesz, co to znaczy się poddać, prawda? – cmokam, zdejmując mu opaskę z oczu i wyciągając knebel z ust.
– Pierdol się, Shimizu! – Pluje na mnie.
– Nie, chyba podziękuję. Wolę wilgotne cipki. – Wzruszam niedbale ramionami.
– Skurwielu! Mam nadzieję, że zginiesz i zgnijesz w piekle!! – Wścieka się, zgrzytając na mnie zębami.
– Ale to ty tu zaraz zginiesz. – Uśmiecham się, wyciągając pistolet i celując w jego skroń.
– Naprawdę myślałeś, że ujdzie ci na sucho odurzenie mnie? – pytam, odbezpieczając broń.
– Powinienem cię otruć. – Odpyskowuje, a na jego twarzy maluje się bunt.
– Naprawdę nie mam z ciebie żadnego pożytku. – Zaznaczam, powoli kręcąc głową. Mam już wszystkie informacje, których potrzebuję. Wiem, kto go przysłał.
– Pozdrów mamusię. – Uśmiecham się, pociągając za spust, i strzelam mu między oczy. Dławi się, krew płynie z jego ust, a bezwładne ciało opada na ziemię.
Chowając z powrotem pistolet, wychodzę z pomieszczenia.
– Zajmijcie się śmieciami. Wyślijcie jego głowę Lucianowi – instruuję.
– Dobrze, szefie.
– Szefie – woła zbliżający się Vane. Ma już owinięty bandaż wokół zranionej nogi.
– Zrobisz tak – zaczynam, gdy obaj idziemy w stronę mojego gabinetu. – Złóż Barrettowi propozycję. Pożycz mu trochę pieniędzy. Ogromną sumę. – Rozkazuję. W ten sposób zdobędę Gemmę. Jej ojciec nigdy nie będzie w stanie mi spłacić.
– To wszystko, Szefie?
– Tak. – Kiwam powoli głową. Pieprzę kobiety tylko dla przyjemności i nigdy się do nich nie przywiązuję. Ale w Gemmie jest coś innego. To nie miłość. Ja nie kocham. Jest w niej coś uzależniającego, coś, czego po prostu nie mam dość. Zawsze, gdy czegoś pragnę, dostaję to. A teraz pragnę Gemmy Vance, i zamierzam ją zdobyć.
















