Gemma
– O czym ty mówisz? – jąkam się z walącym sercem. Wyraz jego twarzy mówi wszystko. Ten człowiek nie ma dobrych zamiarów.
– Idziesz ze mną, Gemma – informuje mnie, praktycznie wpychając mnie z powrotem do domu, a gdy wchodzi za mną, zamyka drzwi na klucz.
– Idę z tobą dokąd? – pytam drżącym głosem.
– Słuchaj, współpracuj i miejmy to za sobą. Mam czas do jutra w południe, żeby przynieść zastaw – mówi po raz kolejny, a mi zapiera dech w piersiach. O jakim zastawie on mówi?
– Jaki zastaw, Barrett? – pyta Valerie, na której twarzy również maluje się zdziwienie. – Nie oddamy domu! – warczy nagle.
– Nie, nie dom. Chcą ludzkiego zastawu, a ja powiedziałem im, że mam dwie córki, więc kazali mi przyprowadzić jedną – wyjaśnia urywanym tonem, a ja w tym momencie przestaję oddychać, gdy dociera do mnie sens jego słów. To ja jestem zastawem.
– I co im powiedziałeś? Co zamierzasz zrobić? – pyta Valerie, a jej wzrok pada na mnie.
– Zabierasz ją, prawda? – Wskazuje na mnie.
– Tak, Gemma będzie moim zastawem – oznajmia tata, a w moich uszach zaczyna dzwonić. Mój ojciec zamierza mnie oddać.
– Dobrze, bo nie ma mowy, żebym ci pozwoliła zabrać Chloe – stwierdza Valerie z ulgą na twarzy.
– Ale jemu pozwolisz wziąć mnie? – udaje mi się odzyskać głos, by zadać to pytanie. Moje oczy napełniają się łzami, które w każdej chwili grożą upadkiem na policzki.
– Nie jesteś moją córką! – krzyczy, a z mojego oka wypływa pierwsza łza.
– Tato... – szlocham, odwracając się w stronę ojca.
– Szykuj się, Gemma. Albo sam cię tam zawlokę – mówi, a na jego twarzy nie pojawia się nawet cień emocji. Już podjął decyzję.
– Ale tato, wiesz jaka jest mafia; używają kobiet jako niewolnic seksualnych. Nie możesz mnie im tak po prostu oddać. Nie możesz – mamroczę, z niedowierzaniem kręcąc głową. Oddaje mnie potworom. Mój ojciec wydaje mnie w ręce potworów. Mój. Pieprzony. Ojciec.
– Nie mam innego wyjścia, skarbie. Zabiją mnie, jeśli kogoś nie przyprowadzę.
– A nie uważasz, że umrę, kiedy do nich trafię? Zostanę niewolnicą seksualną; będą mnie podawać sobie z rąk do rąk, a kiedy stanę się bezwartościowa, zabiją mnie – płaczę drżącym głosem. Nadal nie mogę w to uwierzyć i marzę, żeby to był tylko koszmar.
– Przynajmniej spłacimy nasz dług. – Wzrusza ramionami, a ja zamieram, wpatrując się w niego z niedowierzaniem. Zupełnie go to nie obchodzi. Ten człowiek w ogóle się nie przejmuje.
– Czy ty mnie w ogóle kochasz? – kpię, czując słony smak własnych łez.
– Kocham cię, Gemma. Jesteś moją córką.
– I nie przeszkadza ci, że tysiące mężczyzn będą mnie gwałcić?! – wrzeszczę na całe gardło, zmuszając Valerie do zakrycia uszu, po czym słyszę, jak mówi:
– Krzyczysz. Aż bolą mnie uszy.
– Nigdzie z tobą nie idę – oznajmiam, ocierając łzy.
– Gemma... – zaczyna Barrett.
On już nie jest moim ojcem. Stracił prawo, by go tak nazywać.
– Nie wymawiaj, kurwa, mojego imienia, Barrett. Zejdź mi, kurwa, z drogi; wychodzę z tego domu! – oświadczam, a po chwili czuję na twarzy piekące uderzenie z otwartej dłoni.
– Jak śmiesz? – warczy Barrett. – Próbuję być dla ciebie łagodny, a ty się upierasz. Jeśli nie pójdziesz po dobroci, to cię zwiążę.
Grozi mi, a jego głos jest zimny i przepełniony gniewem.
– Po prostu zejdź mi z drogi, Barrett. – Płaczę, czując miedziany smak krwi w kąciku ust. Tak mocno mnie spoliczkował.
– Co za czelność. Zwraca się do ciebie po imieniu. Ta dziewczyna straciła do ciebie resztki szacunku! – parska Valerie, ale ja całkowicie ją ignoruję i próbuję odepchnąć Barretta na bok.
Moje wysiłki na nic się zdają, gdy brutalnie mnie odpycha. Tracę równowagę i upadam na podłogę, uderzając bokiem głowy o podstawę fotela. Krzywię się, gdy ból przeszywa całe moje ciało. Nowa fala łez zaczyna spływać z moich oczu, gdy odczuwam ból wszędzie. Dotykam dłonią miejsca, w którym uderzyłam się o podstawę fotela, a kiedy zdejmuję rękę, żeby na nią spojrzeć, odkrywam, że krwawię.
Czuję nagłe szarpnięcie za nogę i moje oczy rozszerzają się ze strachu, gdy widzę ojca próbującego mnie związać. Zanim zdążę zareagować, Valerie już przyciska mnie do ziemi. Krzyczę, rzucam się i błagam, ale wszystko trafia w próżnię. Po udanym związaniu mi nóg, ojciec wiąże mi ręce za plecami i przykleja mi taśmę na usta, żeby stłumić moje krzyki.
– Będziesz wolny wieczorem? – pyta Valerie, podczas gdy tata zarzuca mnie sobie na ramię. Wiercę się w jego uścisku, ale trzyma mnie mocno.
– Wypuszczą mnie, jak tylko ją dostarczę – odpowiada, po czym wychodzi z domu.
Szarpię się i płaczę przez całą drogę do miejsca, w które wiezie mnie mój ojciec. Nie wiem, ile czasu mija, zanim w końcu dojeżdża do jakiegoś domu. Niewiele widzę. Wyciąga mnie z samochodu. Zbliża się do nas kilku niechlujnie wyglądających mężczyzn, są równie wielcy co ci z klubu z tamtej nocy. Ignorują moje krzyki i zakładają mi plastikową torbę na głowę.
Znowu jestem niesiona, Bóg wie dokąd. Jeden z niosących mnie mężczyzn nagle mnie upuszcza, zmuszając mnie do usadzenia na ziemi.
– To jest ten twój zastaw? – pyta głęboki, niemal znajomy głos.
– Tak – odpowiada tata.
– Nazwisko?
– Gemma Vance – mówi tata, a moje serce zaczyna galopować, pierś mi faluje. Ten głos brzmi tak znajomo. Nie, to niemożliwe.
















