Kiedy Alastair dotarł do domu, panował chaos. Jego brat, Alfa, wykrzykiwał rozkazy do różnych członków stada. Jego żona płakała w kącie, a po jego córce nie było śladu.
Spojrzał na brata. Miał plany wobec tej małej suki, a teraz wszystkie legły w gruzach. Nie wspominając o tym, jakie mogłyby być konsekwencje, gdyby puściła farbę w obecności odpowiednich ludzi.
Nie martwił się zbytnio o to, że zacznie gadać. Po pierwsze, komu miała to powiedzieć? Nikogo nie znała.
Nikt w stadzie by jej nie pomógł. Jak więc zdołała uciec i gdzie się teraz ukrywa to małe koło zapasowe? Jedno jest pewne – jeśli ją znajdzie, jej dni jako zapasowej miną bezpowrotnie.
Wtedy przez drzwi weszła Vivienne; podeszła prosto do Alfy. Westchnął; wiedział, że jego brat regularnie pieprzy jego córkę. Nie był pewien, jak to się skończy, ale jeśli potrwa to dużo dłużej, sam z tym skończy.
"Alfo, nigdzie jej nie znalazłam. Dowiedziałam się jednak, gdzie pracowała, i powiedziano mi, że skończyła zmianę wcześniej i wyszła z jakimś mężczyzną. Nazwa hotelu to Ridgewood Inn; płacili jej regularnie i nikt z nas o tym nie wiedział."
Alfa Archibald zaryczał z wściekłości. "Ridgewood to miejsce, gdzie zostawiliśmy tego gnoja, szpiega. Nie uważasz chyba, że się znali? Może jakoś dowiedział się, z jakiej pochodzi rodziny i postanowił ją zabrać."
Alfa Archibald był wściekły. Jego plany związane z tą dziewczyną miały przynieść mu ogromne zyski. Dziewicze wilkołaczyce były już rzadkością, a gdy tylko miał jakąś na celowniku, zostawała natychmiast uznawana i sprzedawana jako używany towar. Musi odzyskać tę małą sukę. Nawet jeśli teraz była już zużyta, był pewien, że znajdzie dla niej inny sposób na przynoszenie mu pieniędzy.
Wiedział doskonale, że przeciwko jego stadu toczy się śledztwo, ale przecież i tak ci idioci nic nie znajdą; nigdy niczego nie znajdują albo dają się przekupić. Zawsze w każdej grupie znajdzie się choć jedna skorumpowana gnida.
Tak czy inaczej, pragnął odzyskać małą sukę i zamknąć ją w domu stada. Kiedy się tam znajdzie, już z niego nie wyjdzie, a jeśli wciąż jest dziewicą, sprzeda ją temu, kto da więcej. Jeśli nie jest już niewinna, cóż, zawsze mógł się nieźle zabawić ze swoją bratanicą. Nie żeby nie zaznał już wystarczająco dużo rozrywki z jej siostrą.
Właśnie wtedy do środka wbiegł jeden z jego egzekutorów. "Mamy nazwisko, Alfo, to Sinclair."
"Włączyliście już na niej nadajnik śledzący?" Archibald czasami miał poczucie, że jego stado składa się z samych kretynów.
"Tak. Sygnał odzywa się w odległości co najmniej czterystu trzydziestu mil na północ stąd. GPS zacznie działać w ciągu godziny."
A więc małej suce ostatecznie udało się znaleźć wyjście. Jednak niedługo. Wkrótce ją odzyska i sprawi, że pożałuje, iż kiedykolwiek o tym pomyślała. Już wkrótce.
_______________________________
Sterling siedział na krześle w stadowym szpitalu, czekając na opinię lekarza na temat jej stanu zdrowia. Myślał, że będzie to szybka kontrola, ale czekał tam już od dwóch godzin. Właśnie kiedy miał zamiar wejść, by upewnić się, że wszystko jest w porządku, wyszła pielęgniarka, by zaprowadzić go do gabinetu.
Myślał, że spotka się z Seraphiną, a tymczasem zaprowadzono go do biura lekarza. Gdy usiadł, zaczął się obawiać; przez głowę przebiegały mu same mroczne scenariusze tego, dlaczego tu trafił, i żaden z nich nie wróżył niczego dobrego.
Doktor spojrzał na zatroskaną twarz swojego Alfy. "Przepraszam, że kazałem ci czekać. Musieliśmy wykonać mnóstwo testów, jako że nigdy dotąd nie miała badań kontrolnych. Wezwałem cię tutaj ze względu na charakter moich odkryć. Ta młoda dama przeszła naprawdę wiele; ma niedowagę, a kilka jej kości uległo złamaniom i nie zrosło się w prawidłowy sposób."
"Najbardziej niepokojącą rzeczą, na jaką jednak natrafiliśmy, było to" – podał Sterlingowi mały, przezroczysty pojemnik zawierający maleńkie urządzenie. "Zostało to wszczepione w kark na jej szyi. To nadajnik śledzący."
"Nie wspominając o wszystkich bliznach na jej ciele, jej wilczyca powinna była je uleczyć bez pozostawiania śladów. To mówi mi dwie rzeczy: albo jej wilczyca jest po prostu zbyt słaba, albo podawano im tojad, żeby je osłabić."
"Jest silną psychicznie młodą kobietą, ale może zacząć wykazywać objawy zespołu stresu pourazowego (PTSD). Nie wiemy jeszcze, jak bardzo będą one zaawansowane. Przekonamy się o tym dopiero, gdy wystąpią, więc pozostaje nam tylko czekać."
"Biorąc to wszystko pod uwagę, oto co chcę zrobić. Przede wszystkim, musi zacząć jeść, nie tylko byle jakie przekąski, ale prawdziwe jedzenie. Chcę, żeby spożywała trzy posiłki dziennie z podwieczorkami pomiędzy nimi. Oprócz tego wyślę ją do domu z witaminami i maścią na blizny do stosowania dwa razy dziennie przez dwa tygodnie, co powinno pomóc je zmiękczyć, żeby nie były tak napięte."
Podał Sterlingowi jeszcze jedną butelkę. "To na wypadek, gdyby dostała ataku paniki, działają szybko. Jeśli zechce, mogę również umówić ją z naszym psychiatrą stadowym. Zaproponuje inne metody radzenia sobie z problemami i tak dalej. Chcę ci też powiedzieć, że gdybyście zostali już oficjalnie połączeni, mógłbyś pomóc jej znacznie więcej za pomocą więzi przeznaczenia. Będzie jednak najlepiej, jeśli pozwolisz jej narzucić własne tempo."
Sterling był wręcz wściekły. Co te świnie jej zrobiły, jak wielkiego bólu doświadczyła? Dopilnuje, żeby nie uszło im to płazem. Jeśli będzie musiał, zrówna z ziemią całe to stado i będzie z nimi skończone raz na zawsze.
"Teraz proszę za mną, zabiorę cię do niej, żebyście mogli wrócić do domu. Dodatkowo, może będzie musiała jeszcze wrócić na ponowne złożenie tych nieprawidłowo zrastających się kości. Myślę też, że najlepiej by było, gdyby więcej przebywała pod swoją wilczą postacią i chodziła na biegi, z początku nie za długie, by mogła stopniowo budować siłę. Wyniki niektórych badań krwi nadejdą dopiero za kilka dni, dam ci znać, jeśli znajdzie się w nich coś niepokojącego."
"Och, jeszcze jedno. Nie jesteśmy tego pewni, ale chcę, żebyś wiedział, że kiedy wilczyca jest maltretowana, czasami to zaburza jej system organizmu. Może wkrótce wejść w ruję."
Gdy zatrzymali się na korytarzu, byli tuż pod drzwiami gabinetu Seraphiny. Doktor gestem zaprosił go do wejścia, sam zaś poszedł dalej korytarzem.
Zanim wszedł, Sterling lekko zajrzał przez uchylone drzwi, a to, co zobaczył, napełniło go morderczym szałem. Przez więź telepatyczną nakazał Lucienowi NATYCHMIASTOWE zjawienie się w szpitalu stadowym.
Sterling krążył niespokojnie przed drzwiami gabinetu zabiegowego, podczas gdy Lucien przybiegł w jego kierunku. Lucien rzucił tylko jedno spojrzenie na przyjaciela i już wiedział, że nie spodoba mu się to, co usłyszy. Najpierw jednak musiał go uspokoić, zanim ten zacznie cokolwiek niszczyć.
Seraphina była ubrana i czekała, aż Sterling po nią przyjdzie i zabierze stąd. Wszyscy byli tu mili, ale nienawidziła szpitali, głównie ze względu na zapach. Zastanawiała się, dlaczego tak długo nie przychodził, by ją stąd wydostać. Na ścianie wisiało duże lustro, w którym się przejrzała. W ogóle byście nie zgadli, że to ona, nawet gdybyście porównali zdjęcia sprzed i po.
Początkowo jedyne, czego pragnęła Seraphina, to uciec stąd i trzymać się swojego pierwotnego planu. Teraz jednak uznała, że może spróbować tu przez chwilę zostać. Jej przeznaczony był naprawdę miły i stanowił niesamowitą ucztę dla oczu, jego zapach doprowadzał ją do szaleństwa, a do tego wydawał się być naprawdę dobrym facetem. Jeszcze nie mogła mu zbytnio zaufać, pamiętając swoją ostatnią nauczkę po zawierzeniu z pozoru dobremu chłopakowi. To się już nigdy więcej nie powtórzy. Nigdy.
Sterling pokazał Lucienowi nadajnik, a ten wygłosił dłuższą serię wyjątkowo paskudnych przekleństw. "Z kim my tu kurwa mamy do czynienia?"
"Mam pewne podejrzenia, Lucien, ale nie jest to nic namacalnego. Mam dla ciebie zadanie; chcę, żebyś zabrał ten nadajnik dalej na północ stąd o jakieś kolejne dwieście mil, jesteś w stanie pokonać taki dystans na swoim motocyklu?"
"Ta, to będzie lodowata jazda, ale mogę zrobić niezły czas. Gdzie mam to zabrać?"
"Pojedziesz w górę na terytorium Stada z Baronii Mroźnego Szczytu. Spotkasz się ze starym przyjacielem z wojska, będzie wiedział, co z tym zrobić. Ma na imię Percival i jest niedźwiedziołakiem."
Po tych słowach Lucien złapał nadajnik i wybiegł ze szpitala. Wywiezienie tego ustrojstwa tak daleko, jak to tylko możliwe, to dobry plan. Niech śledzą to gówno aż na terytorium niedźwiedziołaków i zobaczą, jak daleko zajdą.
















