Jej Trzech Alfa Panów

Jej Trzech Alfa Panów

Autor: Aeliana Thorne

ROZDZIAŁ 3 - Urodzinowa zmiana
Autor: Aeliana Thorne
9 lut 2026
PUNKT WIDZENIA SKYLER Skończyłam przygotowywać specjalny lunch dla wizytującego Alfy. Właśnie zakończyłam sprzątanie kuchni po gotowaniu, gdy poczułam ostry ból przebiegający w górę i w dół moich pleców, promieniujący do rąk i nóg. Próbowałam powstrzymać krzyk i mocno trzymałam się blatu kuchennego, dopóki ból nie minął. Gdy atak ustąpił, powoli skierowałam się w stronę schodów. Położyłam dłoń na poręczy i stłumiłam kolejny krzyk, gdy następna fala bólu przetoczyła się wzdłuż mojego kręgosłupa. Otarłam łzy z policzków i zamarłam, widząc swoje palce. Zamiast paznokci miały teraz szpony. Gdy uderzyła we mnie kolejna fala, zdałam sobie sprawę, że moje ciało przygotowuje się do przemiany. Czekając, aż ten napad bólu osłabnie, zmarszczyłam brwi, uświadamiając sobie, że nie powinnam się jeszcze przemieniać. Nie powinnam się przemieniać, dopóki nie wzejdzie księżyc, a jednak to się działo. Kiedy ból w końcu zelżał, puściłam poręcz i wybiegłam tylnymi drzwiami, pędząc przez las, aż dotarłam na kwiecistą łąkę. Zawsze mówiłam Mamie, po tym jak znalazłyśmy to miejsce, że to właśnie tutaj chcę przejść moją pierwszą przemianę, ponieważ w pobliżu była woda, a zapach dzikich kwiatów był po prostu piękny i niezwykle kojący. Tyle że kiedy planowałam to w wieku pięciu lat, miał to być wyjątkowy, szczęśliwy czas, z rodziną przy moim boku. Mama miała mnie trzymać, mówiąc, że ból nie potrwa długo, Tata miał mówić, że świetnie sobie radzę i będę najpiękniejszym wilkiem na świecie – poza Mamą oczywiście – a James miał się dąsać i mówić, że zachowuję się jak dzidziuś. Ale byłam tutaj, na łące otoczonej pięknie pachnącymi kwiatami, robiąc to zupełnie sama. Gdy dotarłam na miejsce, pobiegłam na środek pola, gdzie upadłam i wreszcie pozwoliłam sobie krzyczeć na głos, pozwalając bólowi zalać mnie, podczas gdy łzy spływały mi po policzkach. Pozwoliłam sobie płakać dalej, ponieważ bycie tutaj, na tej łące, sprawiało, że czułam się bliżej mamy; czułam, że jest tu ze mną, co sprawiało, że nie byłam aż tak przerażona, choć wciąż się bałam. Leżałam na zimnej ziemi, ale nie czułam chłodu. Właściwie było to bardzo przyjemne uczucie, podczas gdy moje ciało stawało się coraz gorętsze, a trzaskanie stawów i pękanie kości stawało się głośniejsze i bardziej bolesne. Kiedy trzaski, pękanie i ból w końcu zaczęły ustępować, zamknęłam oczy i przez chwilę odpoczywałam na ziemi. Otworzyłam je ponownie i spojrzałam w dół, widząc jasnoszare łapy zamiast dłoni. Wstałam powoli, początkowo chwiejąc się na nogach, gdy przyzwyczajałam się do moich czterech łap. Kiedy w końcu stałam pewnie, wyciągnęłam najpierw przednie łapy, unosząc zad i ogon w powietrze, potem rozciągnęłam tylne łapy, zadzierając nos do nieba, a na koniec wyprostowałam się i otrzepalam futro. Podskoczyłam lekko, słysząc słodki głos w mojej głowie. „Cześć, Skyler! Wszystkiego najlepszego! Mam na imię Alice i jestem twoją wilczycą”. Skupiłam się na jej głosie, odpowiadając: „Cześć Alice, miło cię w końcu poznać. Pójdziemy zobaczyć, jak wyglądamy w jeziorze?”. „Tak, to brzmi świetnie”. Zgodziwszy się na to, przeniosłam skupienie ze słuchania i rozmawiania z głosem w mojej głowie na powolny spacer w stronę brzegu jeziora, dając sobie czas na przyzwyczajenie się do używania czterech kończyn zamiast dwóch. Zajrzałam w taflę wody, by spojrzeć na swoje odbicie, i oniemiałam z zachwytu. Moja wilczyca była piękna, miała ten sam jasnoszary kolor co wilczyca Mamy, ale miałam domieszkę czerni Taty pokrywającą końcówki uszu, łapy, nos i szeroki na cal pas biegnący wzdłuż mojego grzbietu aż do czubka ogona. Skierowałam się do wnętrza umysłu, skupiłam i przemówiłam do Alice. „Jesteś bardzo piękna, Alice! Przykro mi tylko, że naszej Mamy tu nie ma, by to zobaczyć. Pokochałaby to, jak wyglądamy...” „Z pewnością, Skyler. Um... Skyler, wiesz, że to nie była twoja wina?” „Co nie było?” „Śmierć Matki, to nie była twoja wina...” Nie zgodziłam się z nią i nawet nie zdając sobie z tego sprawy, wycofałam się i pozwoliłam Alice przejąć kontrolę. Leżałam zwinięta w kłębek w moim umyśle, płacząc przez chwilę, dopóki Alice nie zawołała mnie, bym dołączyła do zabawy. Mentalnie otarłam oczy i dołączyłam do niej. Po chwili wspólnego biegania po łące i ganiania za motylami spojrzałam w niebo i uznałam, że robi się późno i powinnam wracać do Domu Watahy. Musiałam upewnić się, że wszystko jest przygotowane na czas i idealnie ustawione dla przybywającego Alfy. Nie chcę być ukarana dzisiaj, ze wszystkich dni, gdy inny Alfa patrzy. Ponieważ moja urodzinowa kara jest zawsze dwukrotnie gorsza niż zwykła, a jeśli dodać do tego obecność innego Alfy, będzie jeszcze gorzej. Pobiegłam z powrotem do Domu Watahy w wilczej postaci. Zatrzymałam się i wciągnęłam na siebie dużą koszulkę, którą znalazłam i podniosłam zza drzewa przy skraju lasu obok domu; była to ewidentnie zapasowa koszula dla patroli granicznych, na wypadek gdyby musieli się przemienić w trakcie służby. Weszłam szybko do kuchni, myjąc ręce w zlewie. Następnie zaczęłam chwytać jedzenie, które przygotowałam wcześniej. Włożyłam część do piekarnika, by je podgrzać, a resztę ustawiłam na dużym, formalnym stole w jadalni. Gdy skończyłam, rozejrzałam się jeszcze raz, by upewnić się, że wszystko jest na swoim miejscu, i sprawdziłam wszystko podwójnie, żeby niczego nie pominąć. Wróciłam do kuchni, wyciągnęłam podgrzane jedzenie, ułożyłam je na tacy, a potem postawiłam na stole. Następnie rzuciłam ostatnie spojrzenie na stół, upewniając się, że wszystko leży idealnie. Skierowałam się na schody do mojego pokoju, by nie być nigdzie w pobliżu, gdy przyjedzie drugi Alfa. Niestety, wpadłam na Jamesa na schodach. — Uważaj! Suko!! Na moją boginię, Skyler, mogłabyś przynajmniej założyć czystą koszulkę do gotowania lunchu. Czy lunch jest gotowy? — T-ttak, James, lunch jest gotowy w jadalni, gotowy do zaprezentowania przez Alfę. Ruszyłam, by odejść i kontynuować drogę do pokoju, kiedy złapał mnie i pociągnął do tyłu za włosy, mówiąc: — Nie powiedziałem, że możesz już iść. James uderzył mnie pięścią w żebra, które Alfa złamał wczoraj w nocy. Zrosły się trochę po mojej przemianie dzięki Alice, ale wciąż były pęknięte i bardzo wrażliwe. Skończyłam zwinięta w ciasny kłębek na podłodze, próbując chronić się, jak tylko mogłam, podczas gdy James kopał mnie wszędzie, gdzie tylko znalazł odsłonięte miejsce. Gdy skończył i był usatysfakcjonowany, słuchałam, jak odwraca się i idzie dalej w dół schodów, śmiejąc się, gdy spotyka jednego ze swoich kolegów na dole. Leżałam tam przez chwilę, próbując złapać oddech, wierząc, że właśnie złamał mi kolejne żebro lub dwa, i starałam się powstrzymać od płaczu, ponieważ to tylko sprawiało, że inni znęcali się nade mną jeszcze bardziej. „Nie martw się, Skyler, teraz, gdy jestem z tobą, mogę pomóc ci leczyć się znacznie szybciej”. „Dzięki, Alice!” Teraz, z pomocą Alice, zdołałam stanąć na nogi i powoli pokonać resztę schodów do mojego pokoju. Ignorowałam ból, który rozlewał się we mnie z każdym krokiem. Weszłam do pokoju i właśnie miałam zamknąć drzwi, gdy usłyszałam otwieranie drzwi wejściowych i spore zamieszanie w salonie na dole. Jednak nie mogłam wykrzesać z siebie dość energii, by faktycznie przejmować się tym, co tam się dzieje. Zamknęłam drzwi, ale nie do końca, wiedząc, że Alfa prawdopodobnie wezwie mnie na jakimś etapie, bym zrobiła coś dla niego albo dla wizytującego Alfy. Więc, podczas gdy Alice pracowała nad leczeniem mojego skatowanego ciała, szybko zmieniłam koszulkę, którą podniosłam na zewnątrz, i włożyłam z powrotem swoje ubrania. Następnie padłam na łóżko, pozwalając ciemności, która groziła mi pochłonięciem od czasu starcia z Jamesem, wreszcie wygrać.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 79

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

79 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

ROZDZIAŁ 3 - Urodzinowa zmiana – Jej Trzech Alfa Panów | Czytaj powieści online na beletrystyka